Przed płockim sądem okręgowym ruszył proces w sprawie marcowego rozboju w Małej Wsi. Na ławie oskarżonych zasiadło trzech mężczyzn. Głównemu oskarżonemu grozi nawet 12 lat więzienia.
Z aresztu do sali A płockiego sądu zostali doprowadzeni 32-letni Łukasz W. i 29-letni Seweryn B. Z wolnej stopy odpowiadał 21-letni Norbert S. Łukasz W. był już karany. On i Seweryn B. są bezrobotni, na utrzymaniu rodziny. Natomiast Norbert S. właśnie skończył technikum rolnicze.
Prokuratorowi odczytywanie aktu oskarżenia zabrało zaledwie kilka minut. Cała trójka jest oskarżona o rozbój w marcu tego roku w Małej Wsi. Najpoważniejsze zarzuty ciążą na Łukaszu W. Zdaniem prokuratury to on miał użyć przemocy i grozić nożem 60-letniemu Józefowi A. Miał mu ukraść 3,5 tys. zł oraz telefon komórkowy. Miał też straszyć nożem i uderzyć syna Józefa A. - Arkadiusza.
Łukasz W. odmówił składania wyjaśnień przed sądem. Z tych złożonych podczas śledztwa wynika, że przyznaje się do zarzucanych czynów. Na podstawie jego wyjaśnień ustalono, że wszystko wydarzyło się podczas spotkania zakrapianego alkoholem. Zaczęło się od tego, że Łukasz W. i Seweryn B. pomogli Arkadiuszowi A. wrzucić worki z węglem do komórki. W ramach rewanżu Józef A. dał im 100 zł. Tego dnia Józef A. podjął w banku pieniądze z tzw. wyprawki po odejściu na emeryturę. Po rozładowaniu węgla W. i B. poszli pić wódkę do znajomego. Wieczorem Łukasz W. postanowił złożyć imieninowe życzenia Józefowi A. Podczas imprezy w jego mieszkaniu, w której uczestniczyli Seweryn B. i Norbert S., doszło do rozboju. - Otoczyłem ręką szyję Józefa i wyjąłem mu pieniądze z kieszeni koszulki. Może przyłożyłem mu nóż do policzka i przeciąłem skórę, ale nie bardzo to pamiętam - wyjaśniał w śledztwie W.
Co do ataku na Arkadiusza A. to Łukasz W. twierdzi, że go nie uderzył, że A. przewrócił się o taboret, i że nie dźgnął go nożem w rękę.
- Rzucaliśmy nożem i on się skaleczył, a ja mu opatrywałem ranę - stwierdził w zeznaniach. Po całym incydencie wszyscy wyszli z domu, łączenie z Arkadiuszem A. Poszli na przystanek łapać okazję, by dojechać do pobliskiego baru. Arkadiusz A. został na przystanku. Podobno miał zasnąć. Pozostałych zatrzymała policja, gdy bawili się w barze.
Seweryn B. i Norbert S. nie przyznali się do zarzucanych im czynów. Z relacji poszkodowanych wynika, że w feralnym momencie Józef A. oraz Seweryn B. rozmawiali w kuchni. Wszedł do niej Łukasz W. i po chwili chwycił siedzącego przy stole Józefa A., przewrócił na podłogę, przygniótł kolanem (Józef A. miał kilka złamanych żeber - przyp. red.) i przystawił mu nóż do szyi. - Skaleczył mnie i powiedział: k..., dawaj pieniądze, bo ci łeb urżnę - zeznawał Józef A. Gdy zaczął wzywać pomocy, w kuchni pojawił się jego syn. Gdy chciał interweniować, W. miał go skaleczyć w rękę i uderzyć. Józef A. zeznał także, że Łukasz W. zabrane pieniądze przekazał Sewerynowi B., który podczas całego zdarzenia tylko się śmiał. Według poszkodowanych gdy już było po wszystkim, W. kazał zebranym wyjść z mieszkania, a Arkadiusza A. wyciągnął siłą. Arkadiusz A. zeznał, że na przystanku udało mu się uciec.
Seweryn B. stanowczo zaprzeczał, że śmiał się podczas całego zajścia i że B. przekazał mu pieniądze. Z jego wyjaśnień wynika, że w ogóle nie był w kuchni i niewiele widział, bo w tym czasie w pokoju oglądał mecz. - Nigdy nie miałem zamiaru okraść i pobić Józefa A. Jest mi bardzo wstyd, że nie zapobiegłem temu zdarzeniu. Bardzo pana za to przepraszam - mówił. Skruchę wyraził również Łukasz W. Pytany przez sąd, dlaczego to zrobił, stwierdził: - Z głupoty to zrobiłem i za dużo wypiłem.
Kolejna rozprawa odbędzie się na początku września. GSZ
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze