Felieton Jerzy Ogonowski. Tygodnik Płocki
Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam. To życzenie kardynała Richelieu pojawiło się jako pierwsza reakcja na wiadomość o śmiertelnym potrąceniu czternastolatka na przejściu dla pieszych na warszawskiej Woli. Absurdalne skojarzenie? Nic podobnego. Ten młody człowiek stracił życie w wyniku uwieńczonych sukcesem starań ludzi, którzy wprowadzili w życie zmianę w prawie nakazującą kierującym pojazdami ustępować pierwszeństwa na przejściach dla pieszych tym ostatnim. Oczywiście rozwiązanie to znalazło się w zapisach Kodeksu Drogowego jako wyraz troski o bezpieczeństwo pieszych. Jasne jest bowiem, że jak się zobowiąże kierowców do ustępowania pierwszeństwa pieszym na przejściach, to oni będą tego nakazu przestrzegać bez żadnych wyjątków. I życie pokazuje, że spora liczba pieszych swoim zachowaniem zdaje się potwierdzać tę wiarę.
Przed wprowadzeniem w życie wyżej wymienionego rozwiązania dzieciom od najmłodszych lat wpajano żelazną regułę postępowania przy przechodzeniu na drugą stronę jezdni (nie tylko na pasach): Spójrz w lewo, potem w prawo, jeszcze raz w lewo i jeśli nie nadjeżdża żaden pojazd – przechodź. Taki sposób postępowania wynikał z prostego faktu, że w konfrontacji z pojazdem w ruchu człowiek nie ma szans. Czy wtedy nie było wypadków na przejściach dla pieszych? Oczywiście były! Ludzie popełniają błędy, szczególnie kiedy są zaabsorbowani kilkoma czynnościami równocześnie. Ot, choćby maszerują z wzrokiem utkwionym w ekranie smartfona czy innego ajfona. Dotyczy to również kierowców. Tyle, że żaden pirat drogowy nie potrąci pieszego na pasach, jeśli ów pieszy na te pasy nie wejdzie, kierując się na przykład wyuczoną w dzieciństwie zasadą – jeśli nic nie nadjeżdża, przechodź. Albo inaczej, jeśli zbliża się jakiś pojazd, stój na chodniku dopóki nie przejedzie, bo może za kierownicą siedzi osobnik pijany, naćpany, zakochany albo zwykły wariat. Jemu grozi utrata wolności i prawa jazdy na parę lat, a tobie życia!
U nas jest taki niepisany zwyczaj, że po każdej tragedii pojawia się nieodparta potrzeba zaostrzenia kar dla sprawców lub wprowadzenia kolejnych surowych zakazów. Pragnę się włączyć do tego nurtu i proponuję dodać do kodeksu drogowego bezwzględny nakaz zatrzymywania pojazdów przed przejściem dla pieszych. Nawet jeśli w zasięgu wzroku nie ma ani jednego pieszego! I nie trzeba do tego żadnej zmiany przepisów. Wystarczy przed każdym przejściem dla pieszych ustawić znany doskonale kierowcom znak „stop”!
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze