Reklama

Rubikon świąteczny

Kiedy przyparty do muru przez umykający czas (świąteczny numer Tygodnika wędruje do drukarni wcześniej niż zwyczajny) mózg pracuje na maksymalnych obrotach, by odkryć motyw do okolicznościowego felietonu, wzrok pada na pudełko świeżo zakupionych choinkowych świecidełek. Mam, „odkryłem eurekę”! Często odwiedzam największy hipermarket w naszym pięknym mieście i od pewnego momentu coś mi się nie zgadzało. I teraz już wiem! Od niepamiętnych czasów tuż po pierwszym listopada (dawniej Wszystkich Świętych) następowała zmiana dekoracji. Znikały rzędy regałów zastawionych zniczami, sztucznymi wieńcami i wiązankami, a pod koniec chryzantemami. Teraz półki wypełniały choinkowe ozdoby, sznury lampek, sztuczne choinki i inne akcesoria świąteczne (dawniej Bożonarodzeniowe). 

A w tym roku jest inaczej. Znicze co prawda odeszły w niebyt, ale ich miejsce zajęły rzędy regałów wypełnionych… Nie, nie bombkami i lampkami tylko zabawkami dla dzieci! I nic nie wskazuje na to, by nastąpiła zmiana dekoracji. Wnioski? Można bronić wielowiekowej tradycji przez wskazanie, że przecież święta, o których mowa (to z ostrożności, by nikt mi nie zarzucił obrazy uczuć ateistycznych) wiążą się nierozłącznie z obdarowywaniem dzieci prezentami. Ale słaby to argument i łatwy do skontrowania. To nie tradycja, a biznes po prostu! Widocznie bardziej dochodowy niż obrót choinkowymi świecidełkami. Jeśli do faktów wyżej przytoczonych dodamy i ten, że w mieście też jakoś nie widać tradycyjnych w tym okresie świetlnych dekoracji (przynajmniej do momentu, kiedy piszę ten tekst), to tytuł dzisiejszego felietonu jest strzałem w dziesiątkę! Naprawdę przekraczamy Rubikon! 

Reklama

To nie jest oczywiście zmiana skokowa. Od wielu lat, czerpiąc wzory z oświeconego Zachodu i przejmując dominujące tam mody, coraz bardziej oddalamy się od tradycyjnego charakteru świąt. Nie tylko tych oczywiście, to samo można powiedzieć o  Wszystkich Świętych czy Wielkanocy. Dokąd zmierzamy? Coraz mniejszą rangę ma religijnych wymiar wymienionych wyżej świąt. W związku z tym należy się spodziewać, że kolejnym krokiem będzie zakwestionowanie samego terminu „święta”, bo przecież jego religijny rodowód nie ulega wątpliwości. To jak będziemy nazywać te dni? Nie wiem, może „przerwa zimowa” i „odnowa wiosenna” (po uciążliwym dla organizmów ludzkich okresie „zimojesieni”)?

Zdrowych, pogodnych Świąt Bożego Narodzenia!

Reklama

Jerzy Ogonowski

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości