Felieton Wiesław Kopeć. Tygodnik Płocki
Los bywa nieubłagany. Jeśli ma się wypełnić, to się wypełni wbrew wszelkim podjętym przeciw niemu krokom. Przekonał się o tym Edyp, który znał swój los i robił wszystko, aby mu przeszkodzić w wypełnieniu się. Paradoksalnie dzięki podjętym przez Edypa krokom los się wypełnił co do joty. Poseł Łukasz Litewka też znał swój los. Tak jak każdy z nas wiedział, że wcześniej czy później czeka go śmierć, ale nie mógł przewidzieć, że dosięgnie go akurat w południe 23 kwietnia na bocznej drodze pełnej dziur w okolicach Sosnowca dokładnie w tym miejscu i w tym czasie, kiedy go dosięgnął. Gdyby poseł Litewka wiedział, gdzie i kiedy los zamierza go dosięgnąć, być może opóźniłby swój wyjazd na rowerze o kilkadziesiąt sekund albo, wprost przeciwnie, przyspieszyłby go o te decydujące sekundy. Za pierwszym razem być może widziałby wypadek, który wydarzył się na ulicy Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej (czy to ta sama Dąbrowa, w której duchowni diecezji sosnowieckiej wiedli skromne życie, posilając się od czasu do czasu viagrą w towarzystwie męskich prostytutek?) i byłby pierwszym, który udzieliłby pomocy 57-letniemu kierowcy, który nagle „zasłabł” za kierownicą, za drugim być może nie ujechałby jeszcze zbyt daleko i usłyszałby odgłosy wypadku i natychmiast by zawrócił (miał dobre serce) i też byłby pierwszym, który pomógłby poszkodowanemu kierowcy, który tak nagle i niespodziewanie „zasłabł” za kierownicą w starym Mitsubishi Colt.
Nieubłagany los sprawił jednak, że poseł Litewka znalazł się w miejscu „zasłabnięcia” 57-letniego kierowcy Mitsubishi akurat dokładnie w tym momencie, w którym ten „zasłabł” i dokładnie w takim miejscu, ani metr dalej, ani bliżej, że skręcający nagle na przeciwległy pas ruchu samochód uderzył na drodze pełnej dziur z taką siłą właśnie w posła Litewkę, ani przed nim, ani za nim, że ten tego nie przeżył. Los jest nieubłagany i złośliwy i „zasłabnięcie” zsyła na człowieka akurat w takiej chwili, kiedy tuż obok przejeżdżają na rowerze szczególnie mili i sympatyczni posłowie, którzy rozumieją problemy zwykłych ludzi (a nawet zwierząt) i którzy przez zwykłych ludzi są szczególnie mocno kochani. Ten sam los podtrzymuje jednak na siłach „słabnących” kierowców, kiedy tuż obok ich aut, szczególnie tych starych i skorodowanych, przejeżdżają posłowie, którzy są daleko od spraw zwykłych ludzi i których zwykli ludzie nie kochają wcale. No cóż, los bywa zazwyczaj kapryśny i nieprzewidywalny.
Dziwne, że piosenkarka Doda nie uwierzyła w tę nieubłaganą sprawczość losu i wyznaczyła nagrodę w wysokości 25 tysięcy złotych na pomoc w sprawie, którą chciałaby badać na własną rękę, wyręczając w tym policję i prokuraturę, którym, jak oświadczyła, nie ufa. To, oczywiście, niedopuszczalne, dlatego słusznie los się oburzył na ten niedopuszczalny pomysł Dody i ostrzegł ją przed podejmowaniem nieprzemyślanych kroków. Zamknął także sprawcę „nieumyślnie” spowodowanego czynu na trzy miesiące w areszcie (to ten nie przebywa na intensywnej terapii po tak spektakularnym „zasłabnięciu”?), pozwalając mu łaskawie (los bywa łaskawy) opuścić areszt po wpłaceniu niebotycznej kaucji w wysokości 40 tysięcy złotych. Doda ryzykuje wiele, próbując pokrzyżować kroki losowi, ale trudno się jej dziwić. Znała dobrze posła Litewkę, realizowała z nim wiele dobrych inicjatyw, które wychodziły naprzeciw potrzebom dzieci, dorosłych i zwierząt, dlatego trudno jej uwierzyć, że los potrafi być aż tak precyzyjny i nieustępliwy w swoich wyrokach, jak to się publicznie komunikuje. Brak wiary Dody podziela wielu prostych ludzi, którzy także wątpią w aż taką precyzję losu. Trudno na ten moment zająć jednoznaczne stanowisko w tej sprawie. Być może wkrótce kapryśny los ześle nam wszystkim całkiem inną niespodziankę, która zmusi nas do tego, aby zapomnieć o kapryśnym losie, który tak niełaskawie obszedł się z posłem Litewką i zająć się własnym losem. Szczególnie teraz po wywiadzie, jakiego udzielił luminarz naszego losu pewnej brytyjskiej gazecie, a Ministerstwo Cyfryzacji zapowiedziało, że na przełomie maja i czerwca roześle do wszystkich szkół w Polsce aż 100 tysięcy zestawów do nauczania zdalnego. Czyżby wypełnić się miał znowu precyzyjnie los, jakiego się nie spodziewamy, choć ktoś już daje znaki, że zrobi wszystko, aby go nam nie oszczędzić? Dziwne, ale poseł Litewka też ponoć odbierał takie znaki.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze