Po upadku strasznego PRL-u arsenał świątecznych bożonarodzeniowych obyczajów pielęgnowanych wcześniej z sensem przez ludzi wierzących w domach i kościołach, gdzie jest ich miejsce, błyskawicznie został uzupełniony o „wigilie” w szkołach i zakładach pracy. Pardon..., w jakich tam „zakładach pracy”. Teraz nie ma żadnych „zakładów pracy”, teraz są firmy i korporacje. Tak więc w każdej firmie i korporacji odbywają się „wigilie” podbijające „magię” tych wyjątkowych świąt, celebrowaną już od początku listopada przez nasze handle krajowe i zagraniczne, a urok III RP, jak wszyscy to dookoła widzą, tkwi największy w tym, że więcej już mamy tych drugich, które mają tyle ulg podatkowych, że z tego drobnego powodu rodakom tak trudno jest skompletować budżet swojego biednego kraju w taki sposób, aby móc się w nim czuć bezpiecznie i zdrowo – bezpiecznie i wygodnie korzystać ze służby zdrowia oraz edukować i wychowywać swoje dzieci. W każdym razie z tego też powodu roczny deficyt naszego skromnego budżetu sięga już prawie połowy rocznych dochodów, ale na szczęście z racji galopująco spadającej inflacji (choć każdy czuje, że jest odwrotnie), polskim rodzinom miało zostać w budżetach domowym aż 150 złotych z wydatków przeznaczonych na organizację tych magicznych Świąt.
Święta mamy już co prawda za sobą, ale refleksje pozostały. Wciąż wydaje się, że coś jest z nimi nie tak. To znaczy to, co dzieje się w kościołach, jest jak najbardziej na miejscu, natomiast wątpliwości budzi to, co dzieje się poza kościołem czy domowym wigilijnym stołem. Kiedy człowiek się rozejrzy trochę wokół, może odnieść wrażenie, że akurat te Święta z uwagi na szczególną zimową aurę istnieją już tylko po to, aby w ich blasku rozkwitały te wszystkie krajowe i międzynarodowe biznesy. Sklepy przybrane piękniej od kościołów. Pełno w nich ozdób, świecidełek, baranków imitujących śnieg, choinek, kolęd, a wszystko po bożemu w świeckiej szacie. Nawet normalną kartkę świąteczną z elementami religijnymi trudno było znaleźć. Same reniferki, bałwanki, gwiazdki i tym podobne cuda. Jeszcze gorzej jest z tymi wszystkimi „wigiliami” w firmach i korporacjach – często bez choinek, bez opłatka, a jak bez opłatka, to i bez dzielenia się nim, bez kolęd, bez czytania Ewangelii o narodzinach Jezusa, o modlitwie to już nawet nie ma co wspominać, bez świątecznych życzeń, czyli takich, w których został zachowany aspekt religijny, dla którego te święta w ogóle istnieją. Pięknie, coraz piękniej, choć bez sensu.
Tak, bez sensu, ponieważ ta szczególna nadreprezentatywność świeckości w celebrowaniu świąt, całkowicie przysłania ich istotę. Dziwię się, że biskupi na to nie reagują, nie upominają, że nie wolno poważnych obyczajów religijnych, a do takich chyba należy chrześcijańska Wigilia, zamieniać w świeckie, odarte ze znaczenia „integracyjne imprezy towarzyskie” w korporacjach. Tym bardziej, że takie przeżywanie „świąt” w przestrzeni publicznej przenosi się potem na życie domowe. No cóż, w PRL-u, który tak gorliwie wszyscy obalaliśmy z pomocą Kościoła, było skromniej i biedniej, ale sensowniej, we wspaniałej III RP jest huczniej i piękniej, ale mniej sensownie. Może dlatego tak łatwo w tę ogołoconą z sacrum przestrzeń publiczną wkraczają zwyczaje obce naszej kulturze, jak osławiona Chanuka, tak skrupulatnie celebrowana od kilkunastu lat w naszym Sejmie i Pałacu Prezydenckim, miejscach najbardziej publicznych z publicznych naszego coraz bardziej świeckiego państwa, przez…, no właśnie, przez kogo? Niezastąpiona sztuczna inteligencja wyjaśnia, że organizacja nazywa się Chabad-Lubawicz, a jej szefowie w Polsce i na Ukrainie w randze rabbiego są rodzonymi braćmi. Czego taka organizacja szuka w polskim Sejmie i do niedawna szukała w Pałacu Prezydenckim? Może zatem wcale nie afera podkarpacka, jak sugeruje wielu, jest głównym sprawcą tej nadzwyczajnej służalczości naszych dygnitarzy wobec państwa na literę „U”, potrafiących lekką ręką wydawać miliardy nie na rozwój naszego kraju, tylko na wojnę sąsiada, od której przez to i my możemy się nie wywinąć.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim
ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze