Felieton Jerzy Ogonowski. Tygodnik Płocki
Skąd angielszczyzna w tytule dzisiejszego felietonu? Już wyjaśniam. A tak naprawdę całość tych rozważań w dużej mierze sprowadza się do znaczenia trzech tytułowych słów. Zanim przejdę do rzeczy, jeszcze jedno pytanie. Skąd zdesperowany i działający pod presją czasu felietonista może pozyskać temat? Po pierwsze, jak głosi mądrość ludowa, tematy leżą na ulicy. Wystarczy się pochylić. A jeśli się pochyla i nic? Tematy wymiotło niczym liście po przejeździe zamiatarki… Wtedy pozostaje znany Szanownym Czytelnikom „najbardziej opiniotwórczy dziennik w kraju”.
I w wydaniu weekendowym znajdujemy tekst pod wiele obiecującym tytułem „Antyprojekt dziecko”. Dziecko to projekt podwyższonego ryzyka – pisze autor i wśród przyczyn wymienia „strach przed zniknięciem i pogardę dla bycia niewidzialnym”. Po wyjaśnienie tego dość zagadkowego argumentu odsyła nas do „Kondycji ludzkiej” Hannach Arendt, która życie ludzkie dzieli na trzy aktywności o różnej widoczności, wymienione w tytule felietonu. Labor to sfera biologicznego przetrwania, związana z ciałem. Pranie, sprzątanie, mycie, wyrzucanie smieci… Action to sfera widzialności publicznej. Kariera, sukces, docenienie publiczne… Work to aktywność pozostawiająca po sobie trwałe dzieło. Stolarz robi stół, murarz muruje dom… Opieka nad małym dzieckiem to – według autora – czysta labor, podporządkowana cyklowi biologicznemu, dzieje się za drzwiami domu, jest niewidoczna.
Tymczasem „widzialność to dzisiaj wszystko”. Autor przywołuje tezę z książki Ch. Lascha „Kultura narcyzmu”, iż człowiek współczesny żyje „w lustrze cudzych reakcji”. W kulturze narcystycznej praca musi dawać okazję do budowania kompetentnego „ja”. Opieka nad małym dzieckiem tej okazji pozbawia. W społeczeństwie nastawionym na ekspozycję człowiek zamienia się w projekt, który trzeba stale ulepszać i wystawiać na sprzedaż. W tym sensie opieka nad małym dzieckiem jest antyprojektem!
Jak w tej sytuacji walczyć z kryzysem demograficznym? Waloryzowane 500+ nie zdało egzaminu, bo w świetle przedstawionej wyżej teorii nie mogło. Co innego „babciowe” . Jeśli młoda matka ma się uwolnić od konsekwencji wynikających z oddawania się aktywności określanej terminem labor, to musi ją w tej roli zastąpić kobieta, która ten okres w życiu ma dawno za sobą, zdążyła się spełnić w rolach zaliczanych do kategorii action bądź work (albo jednej i drugiej), w związku z czym nie odczuwa parcia na „widzialność”.
I na koniec swobodna wypowiedź autora niniejszego felietonu. Nie dajmy się zwariować. Opisany z taką swadą okres pozostawania matki noworodka w fazie „labor” to dwadzieścia tygodni. Po tym czasie można młodego człowieka umieścić w żłobku i zaspokajać potrzeby wyższego rzędu w aktywności action lub work!
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze