Tytułowe tematy to oczywiście kinowa premiera pewnego filmu oraz równie głośna afera. Powinienem jeszcze dołączyć powołanie selekcjonera reprezentacji, ale o tym było przed tygodniem, a ponadto życzenie wyrażone na końcu tamtego felietonu się spełniło… Zatem do rzeczy.
Rozważania o filmie pozwolę sobie rozpocząć od pewnego zwrotu, który często pojawia się w ustach krytyków literackich. Ja wprawdzie pańskiej książki nie czytałem, ale… Ja wprawdzie filmu w całości nie widziałem, ale… W telewizji i Internecie mamy zatrzęsienie krótkich fragmentów. Nie brakuje też scen z prawdziwej granicy. I cóż można powiedzieć o tych dwóch obrazach? Po obejrzeniu scen z filmu widz odnosi wrażenie, że granicę polsko – białoruską szturmują przede wszystkim kobiety z małymi dziećmi (plus starszy pan z siwą brodą). A na zdjęciach z granicy oglądamy gromady młodych, zdrowych byczków, wśród których pewnie dałoby się wypatrzeć jakieś kobiety czy dzieci, ale trzeba mieć naprawdę sokole oko. Nie znam żadnych danych statystycznych dotyczących struktury wieku i płci osób usiłujących się przedostać do naszego pięknego kraju przez obrzydliwy graniczny płot, ale…
A jeśli chodzi o temat drugi, to pozwolę sobie wyodrębnić dwa podtematy. Pierwszy to liczby. Kiedy wybuchła afera, słyszeliśmy o dziesiątkach, a nawet setkach tysięcy imigrantów, napływających do Polski z wykorzystaniem mechanizmu, który stanowi istotę całej sprawy. Szybko jednak z drugiej strony nastąpiła kontra i padła liczba dwustu sześćdziesięciu ośmiu przypadków wykrytych przez nasze dzielne służby. Która jest prawdziwa albo choćby bliższa prawdy? Nie mam narzędzi do podjęcia próby rozstrzygnięcia tego dylematu. W pierwszym przypadku nie wiadomo, ile osób spośród tych tysięcy przekroczyło nasze granice na podstawie wiz pozyskanych w wyniku wiadomego procederu, a w drugim trzeba zadać pytanie o liczbę przypadków nie wykrytych przez służby…
I jak to w końcu jest z tym podejściem do tematu imigrantów? Jednych, "biednych ludzi szukających swojego miejsca na ziemi" trzeba nielegalnie, przez płot "wpuścić do Polski, a kim są, ustalić później", a o tych którzy im w tym przeszkadzają nakręcić film, o innych formach "podziękowań" nie wspominając. Na tych, którzy również nielegalnie, na podstawie "lewych" wiz napływają do nas, by "spełnić marzenia o lepszym życiu" nikt z pizzą nie czeka. Dlaczego? Przez płot wbrew prawu wolno, z lewą wizą nie? Żołnierzy mieszamy z błotem za to, że nie wpuszczają, a urzędników za to, że wpuszczają? A nawet pomagają w przekraczaniu polskiej granicy. Oczywiście to, że biorą jakieś pieniądze za fatygę, jest wysoce naganne, ale to przecież taniec na linie nad przepaścią…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze