Reklama

P?ocka Szopka Powiatowo-Kulturowa, Rymowana i Rozliczeniowa

03/01/2002 13:35
(Scena w?t?o o?wietlona. Z prawej strony wej?cie z napisem: „Furta dla wybranych, z lewej – „wyj?cie z sytuacji”. Po?rodku sceny rozpostarty na tronie zadumany w?odarz Stanis?aw Jan Jakubowski – w jednym gu?larz i prezydent (na odchodnym). W tle ledwie dostrzegalny ch?r komentator?w).Scena 1 Wchodzi grupa zzi?bni?tych, o?nie?onych muzealnik?w pod przyw?dztwem dyr. Tadeusza Zaremby, niekt?rzy d?wigaj? zakurzone tobo?y wype?nione resztkami zbior?w secesyjnych. Jak jeden m?? zaczynaj? recytowa? b?agalnie w kierunku Gu?larza: Ciemno wsz?dzie, zimno wsz?dzie. Lepiej b?dzie? Oj nie b?dzie. Mia?y rosn?? z?ote g?ry a ?atamy w kiesie dziury miast wzbogaca? kultur sfery przysz?o ?ebra? dla muzeum na ciep?e kaloryfery. Milcz?co stoj? przed zafrasowanym prezydentem ufnie oczekuj?c odpowiedzi. Gu?larz: Zamek prawnie wzi?ty w zamian wam przydziel? jedn? tumsk? kamienic? i „prusk? kamer?” niema?o daj? lecz szepn? szczerze - tylko na papierze. Zrezygnowane poselstwo muzealnik?w ze zwieszonymi g?owami kieruje si? do wyj?cia. Dyrektor Tadeusz Zaremba (szeptem do siebie) Odbieraj? – przydzielaj?, przydzielaj? odbieraj? tylko trudy lat mej pracy dla p?ockiej kultury sercu rado?ci ju? nie przydaj? Ch?r komentator?w (?piewnie): Czas na internet, na now? kultur? by?oby godziwie muzealne starocie wygna? na Radziwie. Scena 2 Na scen? wbiega wyelegantowana mgr Anna Skorus, dyrektorka POKiS-u, w dodatku blondynka. Za ni? wierne zast?pczynie, d?wigaj?ce stosy dyplom?w, order?w, odznacze? i innych dowod?w sukces?w na kulturalnej niwie. mgr Skorus wyrecytowuje jednym tchem Wielko?? kultury szeroko widz? bez wzgl?du na plotki nie patrz? ja tylko na p?ockie op?otki naszej kulturze koniecznie trzeba powiewu ?wiata szerokiego od Ameryki po Grenlandi? a jak b?dzie trzeba przez koncerty w katedrze dotr? wprost do nieba. Gu?larz (wchodz?c blondynce w s?owo) Ja mam problem z nowym mostem – on jest niczym z?oty r?g Na makiecie g?adki, pi?kny – a faktycznie smr?d i huk. Dyrektorka (rezolutnie ripostuj?c): Co tam, panie, mosty, mosty – b?l starosty. Ja dostrzegam dalej, g??biej, chocia? w spos?b prosty z filar?w kultury na wsze strony ?wiata przerzucam pomosty. Wi?c gdzie tu problem, dodam od niechcenia ?e na pa?skiej dumnej piersi l?ni? jako gwiazdy ?wiata ca?ego liczne ordery i odznaczenia. Po wyg?oszeniu tej kwestii dekoruje Gu?larza dodatkowymi medalami, w skupieniu szukaj?c wolnego miejsca na klapach prezydenckiego garnituru, po czym dygn?wszy dziewcz?co udaje si? do wyj?cia rytmicznie stukaj?c wysokimi obcasikami. Za ni? karnie w szeregu nieod??czne pretorianki, bu?czucznie pod?piewuj?c: "„ej, kto Polak na bankiety"” Ch?r komentator?w (kontent-mruczando) To nam blond kultura, taka tu si? przyda, nie za? dziura bud?etowa czyli z n?dz? bida. Scena 3 Energicznie wkracza do akcji dobrodusznie, po ojcowsku u?miechni?ty starosta powiatowy Micha? Boszko. Wy raptem P?ock macie na g?owie, ja ca?y powiat, w nim ludzi mrowie. Wam w g?owach mrzonki o drugiej przeprawie, ja za? o ludzkiej sprawie i strawie codziennie musz? pami?ta?. nawet gdy sto?ek odda? ju? przyjdzie innej szacownej osobie, oddam bez ?alu. bo wiem, ?e zadba on o maluczkich, polne drogi, ma?e wioski codzienne troski – jak ja podobnie. Gu?larz do Starosty (marzycielsko): Pogody ducha ci zazdroszcz?, tego ?e? bez ?ali. Ja w swoim folwarku, w Zarz?dzie w Radzie mam zam?t wieczny i swary. W tym miejscu przychodzi do swojsko-gwarowego samochwalstwa: Robotne bylim du?o zrobilim czego to nie otworzylim ... ... a jeszcze wi?cej zamknylim! Ceny, podatki i w?asne diety a jak?e – podwy?szylim! Remonty – przed?u?ylim wnioski – oddalilim bezrobocie – podwy?szylim, siebie dokarmilim, was z naiwno?ci – rozgrzeszylim, we ?wi?tyni Synagodze – tak jeno na pr?be Show „Kwo Wadis” – jako pierwsze uczynilim Po wys?uchaniu prezydenckiej oracji na w?asn? chwa??, Starosta Micha? Boszko oddala si?, kr?c?c z niedowierzeniem g?ow?. W tym momencie ch?r komentuje prezydenck? mow?: Wszystkim zazdro?ci, wci?? mno?y ?ale zda si? nie pami?ta? wcale i? pr?cz opas?ej pensji na kilka mu licz? konta, ordery, medale. Scena 4 Majestatycznie wkracza do akcji dystyngowany, starszy pan w kapeluszu i z lask? –im? Prezes Towarzystwa Wielce Naukowego P?ockiego: Jam zeszczyt?w dozna? wiele drzewiej w partii, dzi? w ko?ciele. Niczegom nie rozda? biednym, cho? zebra?em wiele. Czas na doktor?w, na pokole? zmiany (tu z nag?? bole?ci? w g?osie) po mnie cho?by Wies?aw i jego Cygany. A niech ta?cuj? w?r?d ksi?g prastarych i wr??? z kuli – jam tam za stary. Nie mam ja widze?, nie b?d? ?wi?ty, pr?dzej od Faustyn wykl?ty. Byle mie? spok?j, lwy ko?o domu odejd? po angielsku i naukowo nie wadz?c nikomu. Ch?r: Niech z b?lu ryczy raniony ?o? - Prezes Chojnacki to by? Kto?! Scena 5 Charakterystycznie drobnym truchtem, w hinduskim turbanie na g?owie wbiega wzmiankowany Wies?aw Kowalski: Ja Tybet, ja?min, wonie kadzide? wam przybli?y?em jak jaki guru, jak wielki Lama na harekryszn?w was wy?wi?ci?em najlepszym w malarstwie, pisarstwie, wr??biarstwie by prezesa przej?? ber?o – w ?wi?to?? kr?w – uwierzy? gotowy. O ?wi?tych wiem wszystko – co dzie? mam widzenia: raz to tom poezji w?asnej – to zn?w go?? z Lichenia. Jam fotografik, lepszym od Krydy mog? by? ?wi?tym – troch? od bidy. Tu rzekn? skromnie, cho??em uczony, pierwszym Cygan?w sprosi? w salony. Wies?aw Kowalski w emocjach ca?y, wybiega r?wnie dziarsko jak wbieg?, mrucz?c pod nosem „czas polerowa? ber?o i koron?, z pe?ni? insygni?w i w blasku chwa?y na pierwsz? stron? wej??”. Ch?r (zdaj?c si? zauroczony charyzm? kandydata) ?piewnie: Od wieczora a? do ranka gus?a, obrz?dy, owsianka, w dzie? za? dieta otr?bowa - cia?a i ducha odnowa Chwalmy Indie, Alleluja! Wies?aw zn?w w ob?okach buja. Scena 6 Przyodziany wymownie w peleryn? Konrada, z b?yskiem szale?stwa w oku wkracza na scen? Marek Mokrowiecki – Dyrektor Teatru na zawsze Dramatycznego: By? albo nie by? – dla mnie bez znaczenia za nic Szaniawski, Skotnicki, Mro?ek mam wi?ksz? misj? do wype?nienia wszakiem dramatu bo?ek Mog? by? „Dziady”, „Mackbeth” te? obleci byle nie kosztem bajek dla dzieci gdy w mie?cie bieda – nie ma co je?? bajki to strawy duchowej tre??. Co tam krytyka, pusta widownia, mnie w mych dzia?aniach nie trzeba odmian pe?no mnie wsz?dzie, wszystko obleci przecie? to jedyne na bud?et sieci wida? mnie tak?e na akademiach zawistni m?wi? ?em „epidemia” Ale mnie? Co mi tam! Ci?gle trwam, wiecznie trwam. Dyrektor teatru zarzucaj?c artystycznie po?y peleryny Konrada, wychodzi b?yskaj?c szale?czo okiem w stron? tronu. Ch?r komentator?w (refleksyjnie) gdy publiki braknie na nic pogadanki przyjdzie niebawem na ulicach, w szko?ach urz?dza? co pr?dzej na widza ?apanki. Scena 7 W ?wiat?o sceny wbiega radosna gromada dzieci w r??nym wieku. Male?kie – w strojach anio?k?w, inne wi?ksze w strojach arlekin?w, chodz? na szczud?ach. ?piewaj? radosne kol?dy. Jest Turo?, Gwiazda i ca?kiem malutki niegro?ny Herod – pr??no nadrabiaj?cy gro?no?? malowanymi, czarnymi w?sami i brod?. Po?rodku rozbrykanej gromadki – dyrektora m?odzie?owego Domu Kultury im. Kr?la Maciusia Pierwszego – Roma Ludwicka: O zaszczyty nie zabiegam pracuj? dnie ca?e ucz? pi?kna, wra?liwo?ci u?miech dzieci mi za chwa??. I Lwowiakom sercu mi?ym azyl u si? da?am aby tradycja kresowa w pokoleniach nie sp?owia?a. Ca?a weso?a gromadka wybiega ze sceny, niekt?re zbytnio rozbrykane dzieci dyrektorka uspokaja, g?aszcz?c po rozwichrzonych g??wkach. W wyj?ciu jeszcze raz zab?ys?a roziskrzona, rozkr?cona, kolorowa gwiazda. Ch?r komentator?w (wszyscy wzruszeni) Z Gwiazd? przyszli – Niechaj ?wieci! Ma?o takich ludzi z dusz?, co dzieciak?w sztuki ucz? a i starszych prawd? wzrusz?. Scena 8 Wkracza dumnie, brodaty, w m?drych okularach – Poeta na Etacie. Od progu zaczyna wylicza? z pretensj? w g?osie. Podobnom ostatni dzisiaj w tej sforze, cho? pierwszym z m?drych wed?ug wielko?ci, wszak chwa?? miasta pisz? z mozo?em, prze?om stanowi? – rzucone ko?ci. Wam szampan, kawior z pieczonym wo?em mnie czarna polewka z chudym roso?em. (z pogr??k? w g?osie) Za stos konkursowych wierszy W Nowym Roku b?d? Pierwszym. Gu?larz-pojednawczo Jam te? w poezji rozmi?owan sam j? deklamuj?, czy Mickiewicz, czy Nawrocki jednako ich wielko?? czuj?. Tu prezydent wyci?ga zza tronu plik w?asnych wierszy, m?wi?c: wy?cie m?dry etatowo o ocen? wi?c poprosz? a gdy znajd? si? sponsory wkrocz? do historii w poetyki glorii. Poeta z ledwie skrywan? odraz? bierze, p??g?osem m?wi?c na odchodnym: Prawda? – ja musz?, za cienki etat – cierpie? katusze! Ch?r komentator?w (bez szacunku) my?la? ?e przez ?ycie ca?e b?dzie miewa? pe?ny ??obek lecz kwiatki, muszki, ptaszki, cudze my?li marny ?ycia to Dorobek. Scena 9 Gu?larz wsta?, skin?? na ch?r komentator?w m?wi?c – „nareszcie koniec. Nagle, z tupotem i szczebiotaniem wbiegaj? rado?nie fikaj?c n??kami w rytm kankana, cztery wiotkie Muzy – Kubiak, Strzelecka, ?liwi?ska, Wojnarowska i Siekiera. Rozta?czone otaczaj? prezydenta, ?piewnie przekrzykuj?c: - Czy to ju? bal? My lubim bale! Ta?czym wspaniale – jak w jakim? szale! Szybko wi?c w tan! Bo drugi raz, powt?rnie zn?w – mog? nie prosi? nas wcale. Wiruj? w ta?cu razem z prezydentem i ch?rem komentator?w. ?wiat?a powoli zaczynaj? gasn?? a od drzwi zaczyna pr?szy? i zaci?ga? ?niegiem. Gasn? ?wiat?a, na zasypan? ?niegiem scen? i oszroniony tron opada kurtyna. Koniec.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości