Reklama

Pieniądze w areszcie

13/12/2017 08:40
Choć nie każdy w to wierzy, jest coś takiego jak intuicja. Mają ją lekarze, policjanci, dziennikarze, mają też niestety złodzieje, którzy szóstym zmysłem są w stanie wyczuć, kto ma przy sobie większą gotówkę i gdzie ją chowa. Oczywiście nie wahają się intuicji użyć dla swoich niecnych celów. Tak było w przypadku Moniki, która 7 marca miała przy sobie większą gotówkę, około 3 tys. zł, większość w banknotach 200-złotowych.
Rano jak zwykle przyszła do pracy, torebkę z pieniędzmi włożyła do szafki i przyjmowała w salonie fryzjerskim przy ul. Łukasiewicza klientki, których akurat tego dnia miała sporo. Jedna wychodziła, a druga już czekała, by usiąść w fotelu. Nie było ani chwili odpoczynku.
Tego dnia wyszła z domu ze sporą sumą, bo miała w planach dokonanie opłat. Akurat tak się złożyło, że żadna z klientek nie płaciła kartą, tylko wszystkie gotówką. – W pewnym momencie miałam chwilę odpoczynku, dosłownie na moment wyszłam do drugiego pomieszczenia, a gdy usłyszałam, że ktoś chodzi po salonie, wróciłam. Zobaczyłam mężczyznę, a ten na moje pytanie, czego sobie życzy, powiedział, że szuka solarium, a za chwilę uciekł. Przez duże okno widziałam, w którym kierunku, ale nawet nie próbowałam go gonić – opowiada.

Zniknęła cała gotówka
Nietrudno się domyślić, że Monika miała przeczucie, że to był złodziej. Zajrzała najpierw do torebki – portfel zniknął, następnie do kasy – zostało tylko trochę bilonu. Wszystkie zarobione pieniądze zniknęły. W sumie około 3 tys. zł, zdecydowana większość w banknotach 200-złotowych.
Zadzwoniła natychmiast na policję, radiowóz przyjechał po godzinie. Zapytali o rysopis sprawcy i w którą stronę pobiegł. Po godzinie nie było po nim najmniejszego śladu. – Chciałam wiedzieć, czy mam jakieś szanse na odzyskanie pieniędzy, ale nawet nie chcieli ze mną rozmawiać na ten temat. Trudno się dziwić, że szybko straciłam nadzieję. Byłam na siebie wściekła za lekkomyślność, za wyjście na chwilę do drugiego pomieszczenia. Gdybym tam była cały czas, na pewno do kradzieży by nie doszło – mówi o swoich rozterkach.
7 marca to był wtorek, w piątek Monika z mężem i synem poszli do jednej z płockich galerii.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości