Nie ucichły jeszcze emocje, nie wystygły przegrzane serwery, nie rozstrzygnięto, czy wybory samorządowe były w końcu sfałszowane, czy prawidłowe (pan Kaczyński coś tam zaczął i urwał w połowie, stawiam zatem na to drugie), a już czeka nas druga runda pasjonującego maratonu wyborczego. To nie żarty, proszę państwa, za trzy miesiące będziemy wybierać prezydenta państwa – w pięknym, ciepłym, uroczym miesiącu maju, jak zdecydował o tym pan marszałek Sikorski. Termin najlepszy z najlepszych, urny przeźroczyste, nie sposób oszukać, nie sposób czekać. Mieli rację ci wielcy i roztropni wodzowie, którzy na długo przed decyzją pana marszałka zgłosili swoich kandydatów (dlaczego siebie nie zgłosili?), byśmy przecież mieli jakiś wybór. Nie ma demokracji bez wyborów. A demokracja musi być i zgodnie z duchem czasu musimy się w niej dobrze czuć. A dobrze się czuć, to dzisiaj przecież przede wszystkim dobrze się bawić. Takie czasy. Zatem nieważne, kto wygra, kto przegra, najważniejsze, proszę państwa, by się dobrze bawić.
A zabawa zapowiada się przednia. No bo przecież… pan Kaczyński zgłosił pana Dudę, pan Miller panią Ogórek, pan Piechociński pana Jarubasa (grube ryby za plecami płotek), pan Marusik pana Wilka, pan Korwin, jak zwykle, zgłosił się sam. Pani Grodzka nie ma wyjścia, też się musi zgłosić. Do ciemnogrodu trzeba wpuścić trochę światła. Mało? Nie zabraknie oczywiście pana Palikota. Jest jeszcze kilku innych kandydatów, także bez znaczenia. Biskupom pozostaje już tylko pobłogosławić tę wesołą ferajnę i zachęcić ludzi do udziału w wyborach, bo bez udziału wybory będą nieudane, a zabawa się popsuje. Aha, chyba tylko dla podgrzania emocji pan prezydent najłaskawiej nam urzędujący na razie się nie zgłasza. Nie martwmy się jednak, zgłosi się na pewno, a nawet wygra.
Wygra, bo nikt inny nie chce tych wyborów wygrać. Mydli nam oczy pan Kaczyński, że chce wygrać, ale to bujda. Sam jak tchórz schował się za zawodnikiem z trzeciej ligi (przegrał wybory o prezydenturę Krakowa), to czytelny sygnał co do intencji prezesa. Nawet dla poczciwego profesora Glińskiego zabrakło miejsca. Jest za dobry, wie o tym, więc pewnie by się nawet nie zgodził. A tak poza tym, to szkoda, że nie wystartuje Grzegorz Lato, zawód wszystkim zrobił pan Biedroń, jego ambicje prezydenckie sięgają (na razie!) poziomu Słupska. Uatrakcyjniłby te wybory z pewnością także Jan Tomaszewski, ale Prezes boi się pierwszej ligi, więc pan Jan musiał się salwować do konkurencji. Za pięć lat też będą wybory, kto wie, w jakim stanie będzie wtedy polska demokracja. Może osiągnie jeszcze większy stopień zidiocenia i ktoś przypomni sobie o Herkulesie z Wembley. Na pana prezesa nie ma co liczyć, gustuje w rozgrywkach regionalnych. Ale dosyć tego wybrzydzania, wybory rozpisane, karty rzucone na stół, czas na wielkie przemówienie prymasa, albo list Episkopatu. Ktoś przecież musi nas ośmielić, byśmy w tym szyderczym chichocie historii wzięli jednak udział.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze