Jeszcze trzy lata temu byli nową piekarnią, o której mówiło się głównie pocztą pantoflową. Dziś po ich chleb mieszkańcy potrafią przyjechać z drugiego końca Mazowsza, a niewielki Sikórz wielu osobom kojarzy się właśnie z Pracownią Rzemieślniczą København. Choć zmienił się adres, piekarnia urosła niemal pięciokrotnie, a właściciele otworzyli nowy rozdział swojej działalności, jedno pozostało niezmienne – czas, naturalny zakwas i ręczna praca nadal są ważniejsze niż tempo produkcji.
Historia Pracowni Rzemieślniczej København nie zaczęła się od biznesplanu. Najpierw były lata spędzone w Danii, nauka zawodu w jednej z renomowanych piekarni rzemieślniczych i przekonanie, że dobrego chleba nie da się zrobić w pośpiechu. Potem przyszedł powrót do Polski i marzenie, by w Sikorzu stworzyć miejsce, w którym jakość będzie ważniejsza od liczby sprzedanych bochenków.
Kiedy trzy lata temu Sebastian i Justyna Ptasińscy otwierali piekarnię, nie spodziewali się, jak szybko mieszkańcy odkryją ich wypieki. Już po kilku tygodniach przed niewielkim sklepem ustawiały się kolejki, a do Sikorza zaczęli przyjeżdżać klienci nie tylko z okolicy, ale również z Płocka, Gostynina, Włocławka czy Warszawy.
– Kiedy wracaliśmy z Danii, wiedziałem jedno – chcę zabrać te smaki ze sobą. Nie wyobrażałem sobie, że już nigdy nie będę jadł takiego chleba. To właśnie wtedy narodził się pomysł, żeby otworzyć własną piekarnię – wspomina Sebastian Ptasiński.
Po trzech latach działalności piekarnia otworzyła nową siedzibę. Pierwszy zakład wraz ze sklepem miał zaledwie 70 metrów kwadratowych. Dziś cała piekarnia zajmuje 330 metrów, a sam sklep ma powierzchnię porównywalną z dawnym zakładem. Klienci zyskali wygodniejszy sklep, parking i miejsce, w którym mogą napić się kawy lub zjeść ciasto.
Większy obiekt nie oznacza jednak większej produkcji. Dodatkowa przestrzeń ma przede wszystkim poprawić organizację pracy i pozwolić wydłużyć proces fermentacji ciasta.
– Ludzie pytali, czy teraz pójdziemy na ilość. Czy jakość się nie zmieni. A my od początku wiedzieliśmy, że ta piekarnia powstała z zupełnie innego powodu – mówi Sebastian Ptasiński.
Jak podkreśla, największym kapitałem firmy nie są kolejne maszyny, ale klienci, którzy wracają.
– Pieniądze oczywiście są ważne, ale dla mnie największym majątkiem jest klient, który wychodzi od nas zadowolony. Nie potrzebuję być największy. Wystarczy mi świadomość, że ludzie wracają, bo wiedzą, co u nas kupują.
Reklama
Nowa inwestycja była dużym przedsięwzięciem dla rodzinnej firmy i powstała dzięki wsparciu Banku Spółdzielczego w Starej Białej. Właściciele podkreślają jednak, że nowa siedziba nie jest metą, lecz kolejnym etapem rozwoju.
W København wszystko zaczyna się dzień wcześniej. Ciasto potrzebuje czasu, aby dojrzeć. Nie da się tego procesu przyspieszyć, dlatego większy zakład ma przede wszystkim zapewnić wypiekom jeszcze lepsze warunki do naturalnej fermentacji.
– Najważniejsze jest to, że teraz możemy pozwolić ciastu spokojnie pracować. Nie chcemy niczego przyspieszać. Wręcz przeciwnie – zależy nam na tym, żeby dać mu jeszcze więcej czasu – tłumaczy właściciel.
Reklama
Ciasto dojrzewa przez ponad dobę. Dopiero wtedy trafia do pieca. Naturalny zakwas nadaje pieczywu charakterystyczny smak, aromat i sprawia, że przez wiele dni pozostaje świeże.
Codzienna praca wymaga również przewidywania, ilu klientów pojawi się następnego dnia. Jeśli wypieków będzie za mało, część osób odejdzie z pustymi rękami. Jeśli za dużo – część pracy się zmarnuje. W København obowiązuje jedna zasada: niesprzedane pieczywo nie wraca na półki następnego dnia.
– To zawsze jest loteria. Czasem zastanawiamy się, czy zrobić więcej, czy mniej. Ryzykujemy każdego dnia. Ale dla mnie nie ma możliwości, żeby następnego dnia sprzedawać wczorajszy chleb – mówi właściciel.
Reklama
Nowoczesna piekarnia nie oznacza, że wszystko wykonują maszyny. W København urządzenia pomagają jedynie przy wyrabianiu ciasta. Cała reszta pozostaje w rękach ludzi.
Każdy wypiek ma własną recepturę i własny proces przygotowania, a bochenki od początku do końca formowane są ręcznie. Chleb z pieczoną cebulą i boczkiem czy z burakiem nie powstaje z gotowych mieszanek. Najpierw trzeba przygotować wszystkie składniki, a dopiero później połączyć je z odpowiednio dojrzewającym ciastem.
Za każdym wypiekiem stoi praca całego zespołu. Jedni przygotowują zakwas i pilnują fermentacji, inni odpowiadają za wyrabianie ciasta, ręczne formowanie bochenków, wypiek czy obsługę klientów. Każdy etap ma znaczenie, bo wystarczy jeden błąd, aby efekt końcowy nie był taki, jakiego oczekują właściciele. W København nie ma miejsca na przypadek ani pośpiech. Jest za to współpraca, odpowiedzialność i świadomość, że dobrego chleba nie tworzy jedna osoba, lecz zespół.
– To są nasze receptury. Każdy chleb ma inny skład i każdy wymaga osobnego przygotowania. Tu nie ma jednego worka z gotową mieszanką, z której robi się wszystkie wypieki – podkreśla Sebastian Ptasiński.
Jak dodaje, nawet najlepszy piekarz nie stworzy dobrego miejsca bez ludzi, którym może zaufać. To właśnie zespół sprawia, że klienci każdego dnia otrzymują pieczywo o tej samej jakości. Doświadczenie i współpraca pozostają ważniejsze od elektroniki, bo nawet niewielka zmiana temperatury może wpłynąć na pracę zakwasu.
Dlaczego rzemieślniczy chleb kosztuje więcej niż pieczywo z marketu? Sebastian Ptasiński odpowiada, że na cenę składają się wysokiej jakości składniki, ponad doba fermentacji, ręczna praca i czas poświęcony każdemu bochenkowi.
– Często proszę klientów, żeby spojrzeli na to inaczej. Nasz chleb można jeść przez wiele dni. Nie pleśnieje po dwóch czy trzech dniach i nie trafia do kosza. W praktyce okazuje się, że cena naszego chleba niewiele się różni od tego tańszego z piekarni przemysłowej albo marketu, który po dwóch dniach nie nadaje się do jedzenia i połowę trzeba wyrzucić – mówi. Naturalny zakwas sprawia, że pieczywo dłużej zachowuje świeżość, dodatkowo jakość i smak są nieporównywalne. Dlatego wielu klientów przyjeżdża do Sikorza raz w tygodniu i kupuje kilka bochenków na zapas.
Reklama
Nowa siedziba ma być czymś więcej niż piekarnią. Już dziś można usiąść przy kawie, zjeść ciasto czy lody, a w planach jest także sobotni ryneczek z lokalnymi produktami. Pomysł jest prosty – stworzyć miejsce, gdzie podczas jednej wizyty będzie można kupić dobre produkty od lokalnych wytwórców i spotkać ludzi, którzy je tworzą.
Pomysłów na rozwój nie brakuje, jednak właściciel podkreśla, że wszystko będzie odbywać się spokojnym tempem. Najpierw zespół chce w pełni oswoić się z nowym miejscem, a dopiero później realizować kolejne plany.
Po trzech latach działalności Pracownia Rzemieślnicza København jest znacznie większa niż na początku swojej drogi. Nie zmieniło się jednak to, co od początku było najważniejsze – dobry chleb nadal wymaga czasu, cierpliwości i ludzi, którzy wykonują swoją pracę z pełnym zaangażowaniem.
Największym sukcesem nie jest nowy budynek ani większa piekarnia. Największym sukcesem są klienci, którzy wracają do Sikorza po kolejny bochenek, bo wiedzą, że po drugiej stronie lady czeka zespół, który każdego dnia wkłada w swoją pracę całe serce.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze