Początek roku przyniósł wydarzenie, którego nie sposób pominąć milczeniem. Zamach na redakcję francuskiego czasopisma, którego nazwy nie wymienię. Z tego samego powodu, dla którego nie wymieniam nazwy rodzimego pisma, wydawanego przez byłego rzecznika rządu. Przy czym trzeba dodać, że nasz szmatławiec to przy francuskim „mały Pikuś”. Jak skomentować to, co się dzieje wokół zamachu? Marsze przeciwko terroryzmowi, tabliczki z napisem „jestem… (tu nazwa czasopisma)”, wypowiedzi autorytetów „w obronie wolności słowa”… Nie ulega wątpliwości, że dla nas, żyjących w określonym kręgu cywilizacyjnym, mordowanie ludzi z tego powodu, że pracują w redakcji czasopisma, które opublikowało jakieś treści, choćby najbardziej obrzydliwe, raniące kogoś do żywego, jest niedopuszczalne i absolutnie godne potępienia. Tego rodzaju mord jest oczywiście przestępstwem i powinien być ścigany z całą surowością prawa. Nie nadmiernie surowego dla przestępców, trzeba przy tym dodać. Kara śmierci im przecież nie grozi… Ale jest druga strona medalu. Oni nie należą do naszego kręgu cywilizacyjnego! Muzułmanie, w odróżnieniu od chrześcijan chociażby, religię traktują śmiertelnie (nomen omen) poważnie. Obrażanie, wyszydzanie, czy choćby tylko żarty z Proroka to czyny zasługujące na karę najwyższą. Czyli karę śmierci…
A co do reakcji Europejczyków… Cóż, mówienie o wolności słowa to w tym wypadku nieporozumienie. Wyszydzanie, drwiny z cudzych przekonań, w tym religijnych, w granicach określonych tym terminem się zdecydowanie nie mieści i zasługuje na potępienie! Co by zatem miały oznaczać tabliczki „jestem… (tu nazwa czasopisma)”? Że też drwię ze świętości wyznawanych przez ludzi żyjących w innych kręgach kulturowych? Ja nie drwię! A jeśli chodzi o marsze przeciwko terroryzmowi, czy szerzej, przeciwko przemocy, zwłaszcza organizowane przez władze, to trudno pojąć, o co tak naprawdę organizatorom chodzi? Do kogo adresują swoje przesłanie? Do terrorystów i innych bandziorów? Władza nie jest od organizowania marszów. Władzę utrzymujemy z pieniędzy podatników po to, by sprawców (potencjalnych i realnych) takich zbrodni ścigała i zwalczała przy pomocy siły, którą w tym właśnie celu dysponuje! A marsze mogą organizować obywatele, którzy tej siły są z mocy prawa pozbawieni. Oczywiście mowa o marszach jako formie nacisku na władzę właśnie. Bo tylko takie mają sens. A marsze przeciwko zjawiskom w rodzaju terroryzmu czy przemocy… Równie dobrze można by zorganizować marsz przeciwko tsunami na Hawajach! Było znacznie bardziej brutalne od terrorystów z Paryża…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze