Płock. Wąski przejazd przez jar między Borowiczkami a Podolszycami. Jedzie dźwig, za nim zwykły autobus, z tyłu nadjeżdża autobus linii Komfort. Przez jakiś czas jedzie za nimi w żółwim tempie, wreszcie decyduje się na szybki i zwinny manewr wyprzedzania. Udało się. Jest pierwszy, może przyspieszyć, pasażerowie są zadowoleni, bo dojadą szybciej. Ale mogło być zupełnie inaczej. Kraksa wisiała niemal na włosku, ponieważ z naprzeciwka nadjeżdżał ciąg samochodów osobowych. Kierowcy pracujący w dalekobieżnych liniach Polski Ekspres czy Komfort nie chcą na ten temat rozmawiać oficjalnie, ale po cichu, półgębkiem przyznają, że z miasta A do miast B muszą dojechać na czas. Więc łamią przepisy, dysponując pieniędzmi na mandaty. Zdecydowanie zaprzeczają temu przedstawiciele obu firm: – Zależy nam na tym, żeby przede wszystkim dowieźć pasażerów bezpiecznie na miejsce – zgodnie deklarują.Niewątpliwą zaletą przemieszczania się tego typu autobusami jest tempo. Bilet kosztuje trochę drożej niż na zwykłe linie, ale dojeżdża się znacznie szybciej. Ledwo człowiek zdąży się krótko zdrzemnąć i już z Płocka w ciągu niecałych dwóch godzin dopiera do Warszawy: – Oni łamią wszystkie przepisy, jeżdżą 100 km na godzinę, zastanawiam się nieraz, jakie mają zasady jazdy? – pyta retorycznie mężczyzna, który często korzysta z szybkich linii autobusowych.
Bez problemów uzyskaliśmy komentarz przedstawicieli obu wymienionych na wstępie linii. W Komforcie nie pamiętają, kiedy był ostatnio jakiś wypadek, bo zdarzają się rzadko. W Polskim Ekspresie słyszymy, że ostatni wypadek zdarzył się w maju tego roku, na moście w Toruniu, przy prędkości 15 km/h, podczas korka. Ucierpiała jedna osoba. Obie firmy nie miały w ostatnim czasie żadnych uwag ani nie płaciły policji mandatów. Zatrudniają wykwalifikowanych kierowców: – Pracują u nas bardzo doświadczeni kierowcy z dużym stażem, doskonale znający przepisy ruchu drogowego. Nie mieliśmy ostatnio żadnych mandatów z policji za przekroczenie prędkości jazdy, nie było też żadnych negatywnych sygnałów ze strony inspekcji transportu samochodowego. Zresztą cała jazda rejestrowana jest na tachografie (m. in. czas pracy i szybkość przebytej drogi) – mówi prezes Henryk Gajewski z Komfortu w Płocku.
Podobną opinię słyszymy z ust Mateusza Zarembowicza z Polskiego Ekspresu w Warszawie: – W 10-letniej historii firmy nasz autobus nie spowodował żadnego wypadku w związku z przekroczeniem prędkości, było tylko kilka małych zdarzeń. Zatrudniamy najlepszych kierowców na rynku i z największym doświadczeniem. Staramy się być firmą, która jest punktualna i bardzo mocno stawiamy na bezpieczeństwo pasażerów.
Ma to potwierdzić fakt, że wszystkie autobusy Polskiego Ekspresu to autobusy wysokopokładowe, w 85 % firmy volvo, która to marka uchodzi za najbezpieczniejszą na rynku.
Niestety, nie udało nam się uzyskać oficjalnej wypowiedzi żadnego z pracujących w wymienionych liniach kierowców. Normalne – boją się o pracę. Cicho przyznają, że często nie sposób dojechać na czas, który jest wyśrubowany, więc po prostu przyspieszają. Jeden dyskretnie zdradził, że musi dojechać do Warszawy w 1 godz. 35 minut. Jak on ma to zrobić? Normalnie, naciskając pedał gazu.
Jednak Mateusz Zarembowicz zapewnia, że w reprezentowanej przez niego firmie kierowcy ponoszą za to konsekwencje: – Wszystkie nieścisłości w tachografie odbijają się na pensji kierowcy.
Wtóruje mu Henryk Gajewski: – Najważniejsze jest bezpieczeństwo pasażerów. Chcemy ich dowieźć bezpiecznie i na czas. Prędkość jazdy musi być dostosowana do warunków, jakie są ustalone przepisami ruchu drogowego, drogi, po której jedzie i ilości kilometrów do pokonania. Średnia prędkość to między 50 a 55 km/h. Na trasie nie mamy możliwości kontrolowania tego, ale po pani telefonie sprawdzę wykresy szybkości poruszania się naszych autobusów – obiecuje.
Nic złego o jeździe dalekobieżnych autobusów nie jest w stanie powiedzieć policja wojewódzka. Owszem, kontrole są przeprowadzane, ale w jednej grupie są autobusy i gimbusy. Ostatnio nie zdarzył się żaden poważny wypadek z udziałem autobusów należących do Komfortu czy Polskiego Ekspresu, więc firmy trzeba uznać za „czyste”.
Firmy autobusowe wiedzą więc swoje, a pasażerowie swoje. Owszem, są zadowoleni z usług obu firm, ale równocześnie zdarza im się podczas jazdy obserwować sytuacje na krawędzi bezpieczeństwa. Bywa za szybko i bywa ryzykownie. Na szczęście się udaje. Bo można znać przepisy ruchu drogowego, a mimo tego je łamać. Poza tym to swoisty paradoks, bo z jednej strony pasażerowie chcą na miejsce dojechać jak najszybciej, a z drugiej czasami poziom adrenaliny we krwi za bardzo im się podnosi.
Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze