Zapadły wyroki wobec 19 osób oskarżonych o kradzież mięsa z Zakładu Przetwórstwa Mięsa Olewnik. Niemal wszystkie wyroki są w zawieszeniu, a zdarzyło się nawet uniewinnienie. Sąd nie podzielił opinii prokuratury, że oskarżeni działali w zorganizowanej grupie przestępczej. Dlatego wyroki są niższe.
Ława oskarżonych w największej sali płockiego Sądu Okręgowego pękała w szwach. Przynajmniej na początku procesu, który ruszył w kwietniu tego roku. Na ogłoszeniu wyroku nie było już tak ciasno. Z 19 oskarżonych wyroków wysłuchało 10. Ale i tak samo odczytywanie przez sąd kar wymierzonych oskarżonym trwało blisko godzinę.
Wśród oskarżonych były osoby w wieku od 27 do 73 lat, w tym jedna kobieta. Najstarszy z oskarżonych, Arkadiusz B. miał najpoważniejsze zarzuty. To on zdaniem prokuratury założył i kierował grupą przestępczą, która kradła mięso. Według aktu oskarżenia grupa od sierpnia 2008 r. do marca 2011 r. miała ukraść 32 tony mięsa o wartości ponad 460 tys. zł. Trzem osobom prokuratura postawiła zarzut kupowania mięsa, chociaż wiedzieli, że pochodzi ono z kradzieży.
Arkadiusz B. nie przyznał się do zorganizowania i kierowania grupą. Przyznał się do kradzieży mięsa, ale nie w ramach grupy. Przed sądem nie chciał składać wyjaśnień, zgodził się tylko odpowiadać na pytania swojego obrońcy. W swoich zeznaniach podczas śledztwa początkowo niewiele mówił. Dopiero później opowiedział o całym procederze. Wymienił nazwiska osób zaangażowanych w kradzieże. Byli to pracownicy magazynu, kierowcy, portierzy. Opowiadał o tym, jak oznaczane były skrzynki z mięsem przeznaczonym do kradzieży. Ale zaznaczył, że nie tylko on kradł mięso, że robili to także inni, a on nie we wszystkich kradzieżach brał udział.
Pozostali oskarżeni przyznali się do kradzieży mięsa, ale nie do udziału w grupie przestępczej. Kwestionowali też, podawaną przez prokuraturę, ilość ukradzionego mięsa i jego wartość. Ich zdaniem ukradli mięso warte 4–5 tys. zł.
Sąd podzielił zdanie oskarżonych i ich obrońców w kwestii uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej. – Zdaniem sądu w tym wypadku nie można mówić o działaniach w ramach zorganizowanej grupy przestępczej. Można mówić o szajce – stwierdziła sędzia Beata Szafaryn, uzasadniając wyrok. A ten w tym punkcie był uniewinniający dla wszystkich oskarżonych. Gdyby sąd przychylił się do zdania oskarżyciela, to np. Arkadiuszowi B. groziłoby nawet 10 lat więzienia. A tak za kradzież mięsa został on skazany m.in. na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat oraz 20 tys. zł grzywny. Z tym, że ponad połowa grzywny została mu zaliczona za pobyt w areszcie śledczym. Sąd uznał także, że nie ma mowy o kradzieży 32 ton mięsa o wartości ponad 460 tys. zł. Zdaniem sądu Arkadiusz B. ukradł 13,3 tony mięsa wartego ponad 136 tys. zł.
Kolejny najwyższy wyrok otrzymała jedyna kobieta na ławie oskarżonych Małgorzata T. Sąd skazał ją na rok i osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na pięć lat oraz 6 tys. zł grzywny. Zdecydowana większość oskarżonych o kradzieże otrzymała wyroki półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 1000 złotych grzywny. Ale było też jedno uniewinnienie od wszystkich zarzutów.
Osoby, które kupowały kradzione mięso, zostały uznane za winne tego, że nabywały mięso pochodzące z kradzieży i wiedziały o tym. Zostały skazane na wyroki od sześciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata i grzywnę 500 zł do grzywny w wysokości 180 zł.
Wszyscy uznani za winnych kradzieży muszą również naprawić szkody na rzecz zakładu, z którego kradli mięso. W sumie ta naprawa szkody opiewa na kwotę ponad 90 tys. zł.
(gsz)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze