Reklama

Trudno się dziwić bobrom

11/04/2012 08:33
– Wszystko zależy od tego, kto czego poszukuje i na co patrzy. Kogo bardziej przekonują emocje, a kogo zdrowy rozsądek – mówi Grzegorz Pawlicki. – My szukaliśmy ruiny, która nie byłaby bardzo kosztowna i którą powoli, na miarę możliwości finansowych, można by odbudowywać. Przekonało nas to śliczne otoczenie parkowe. Oglądaliśmy różne dwory w lepszym stanie, ale takich parków prawie nigdzie nie było. Gdy przyjechaliśmy tutaj, zobaczyliśmy nieprzebyty gąszcz krzaków i drzew. Przedzierając się przez zarośla, odkrywaliśmy wyjątkowe okazy i serca nam mocniej zabiły – wspomina profesor, właściciel parku i dworu w Sierakówku.
Zabytkowy park zajmuje powierzchnię aż 7,5 hektara. O jego wyjątkowości świadczą nie tylko wspaniałe okazy drzew, ale także kaskadowo ułożone stawy, położone każdy dwa metry niżej od poprzedniego. Jest ich kilka, w tym jeden z dwiema wyspami i jeden suchy. Przez stawy przepływa rzeczka, która łączy się ze Skrwą, a potem uchodzi do Wisły, mniej więcej 20 km od dworu. Rozlewiska ciągną się za parkiem aż do lasu. To miejsce szczególnie upodobały sobie żurawie, które przylatują wiosną. W innych porach roku też można spotkać ciekawych gości. – Nasze stawy przypadły do gustu wydrom. Pojawiły się któregoś dnia i zaczęły jeść ryby. Dłuższy czas pozwoliliśmy im tutaj mieszkać, ale gdy ich “zbrodnie” przybrały zbyt poważny wymiar, to jednak musieliśmy je przepłoszyć – opowiada doktor Jakub Pawlicki, przedstawiciel drugiego pokolenia rodziny. – Mieliśmy już też inwazję bobrów. Kiedyś wkroczyły do parku, powodując nie lada konflikt wartości. Zwierzęta chronione prawnie weszły na teren chronionego prawnie parku wpisanego do rejestru zabytków i zaczęły go kolonizować, ścinając duże drzewa. Pierwszy był modrzew. Potem zabrały się do grabów. Przyszły z rozlewisk. Gdy zaczęły mocno szkodzić, wezwaliśmy na pomoc komisję składającą się z inspektora ochrony środowiska i konserwatora zabytków. Jeden chciał chronić bobry, drugi – park. Jeden radził naładować fuzję i zrobić porządek z niechcianymi lokatorami, drugi zakazał ingerencji, bo jak stwierdzono w oficjalnym piśmie – “trudno się dziwić bobrom, że wybrały tak piękne miejsce”. Drzewa wokół stawu owinęliśmy siatką i na szczęście bobry odeszły – dodaje Jakub Pawlicki.
W zabytkowym parku można znaleźć: czarną sosnę, graby, dęby, różowy kasztan, jesiony, akacje. Właściciele odtworzyli aleję grabową, posadzili lipy i założyli szpaler brzóz, aby odgrodzić park od pól uprawnych. Ziemię wokół parku przez kilkanaście lat sukcesywnie wykupywali, tworząc z niej strefę ochronną od przebiegającej w pobliżu linii kolejowej, dużej drogi i upraw. – Na terenie parku znajdował się piękny jesion, który miał w obwodzie ponad 6 metrów. Niestety w środku był suchy i potężna wichura go złamała. Jest też dużo innych niebywałych okazów drzew. W majątku garbowano kiedyś skóry. Do fosy wylewano pozostałości i dlatego do dzisiaj gleba jest bardzo nasycona różnymi dodatkami, które powodują, że drzewa tak się rozrosły – opowiada Grzegorz Pawlicki.
Część parku zajmują: ogród różany, ogródek warzywny i sad. Smaczne warzywa upodobały sobie sarny. – Poprzedniej zimy obgryzły tuje i weszły na teren ogródka. Zjadły wszystko do imentu. Dlatego teraz mamy pastuch elektryczny – opowiada gospodyni dworu, Halina Pawlicka. Do granic parku podchodzą borsuki, kuny, jelenie, dziki, a nawet łosie. Wśród drzew można spotkać wiewiórki i różne gatunki ptaków. Całość otoczona jest naturalnym ogrodzeniem z derenia. Piękny czerwony kolor gałązek wyróżnia się w krajobrazie. Pasuje tam też kapliczka, zbudowana przez właścicieli na osi dworu w miejscu z ciekawą historią. – Pochowana została tutaj córka administratora majątku. To była kilkunastoletnia dziewczynka, która zachorowała na szkarlatynę. Nie zdołano jej uratować – opowiada Grzegorz Pawlicki. Kolejny właściciel zrobił tam rodzaj lapidarium. Ułożył kamienie z nazwiskami sąsiadów i przyjaciół. Później kamienie zostały “pożyczone” na pomniki, a ludzie sądząc, że w grobie ukryte są skarby, rozkopali to miejsce. – Cały park wpisany jest do rejestru zbytków. Założony był najprawdopodobniej na początku XIX wieku. O jego dawnej świetności świadczą zachowane fragmenty alei grabowych. Ciągle porządkujemy teren, robimy nasadzenia, zakładamy aleje. W tym roku będziemy porządkować zagajnik na końcu parku – dodaje pani Pawlicka.
Czy po parku mogła niegdyś spacerować narzeczona Fryderyka Chopina, Maria Wodzińska, pochowana w niedalekiej Kłóbce? Około połowy XIX wieku Sierakówek należał do większego klucza majątków rodziny Kleniewskich. Potem kupili go Wodzińscy. Grzegorz Pawlicki uważa, że Maria Wodzińska najprawdopodobniej nie odwiedziła tego dworu, bo w posiadanie rodziny trafił on dopiero później. Maria, która wyszła powtórnie za mąż za Władysława Orpiszewskiego, mieszkała w Kłóbce kilkanaście lat. Jej grób znajduje się na miejscowym cmentarzu. Dzisiaj w pobliżu dworu Orpiszewskich jest skansen. Przez Sierakówek maszerowały natomiast wojska napoleońskie. Napoleon miał swoją bazę noclegową w nie tak bardzo odległych Walewicach.
W 1945 roku ówcześni właściciele musieli opuścić dwór. W budynku zorganizowano dom sierot wojennych. Prowadziła go aktorka Irena Byrska i jej mąż Tadeusz, który przed wojną był związany z Redutą Juliusza Osterwy. Jak wiele osób, Byrscy ze zniszczonej Warszawy wyjechali na prowincję. Gdy znaleźli ten dwór, zorganizowali w nim dom dla dzieci. Jeszcze czasem te dzieci nas odwiedzają. Mieliśmy gości m.in. z Australii i USA. Byrscy dość szybko musieli się wyprowadzić, bo dwór przeznaczono na państwowy dom dziecka. Około roku 1959–1960 powstała tutaj spółdzielnia rolnicza. – W latach 80. dwór popadł w ruinę – mówi Grzegorz Pawlicki. – Ostał się tylko kawałek środkowej części, a reszta była porośnięta lasem – wspomina Halina Pawlicka.
– Na szczęście miał kamienny taras, który pozostał w pierwotnym stanie. Ale od muru do samej wody wyrósł las wierzbowo-topolowy, który też ma ciekawą historię. Gdy władza ludowa odkryła, że spółdzielcy wycinają z parku drzewo na opał, postanowiła wszystkich przykładnie ukarać. Nałożyła na nich kary pieniężne. Niektórzy odsiedzieli nawet wyrok. Do tego sąd nakazał winowajcom posadzić około setki drzew. 70 wierzb i topoli posadzili właśnie tutaj. Dwie wierzby się zachowały. Resztę musieliśmy usunąć – opowiada.
Dwór w Sierakówku to przedstawiciel jednego z najrzadszych typów dworów w Polsce. Maciej Rydel, zajmujący się historią polskich dworów, zaliczył go do dziesiątki tych, które zachowały tradycje dworu i pełnią jego funkcje. Nie zostały zamienione na hotel, ośrodek spa czy restaurację. – Obecnie w Polsce zachowało się około 300 dworów. Największe szczęście miały te pozostające od lat w jednej rodzinie. Osiem czy dziewięć kultywuje do dziś dawne tradycje dworu – mówi Jakub Pawlicki. Sierakówek wyróżnia nietypowy portyk wejściowy, kolumny mają przekrój ośmiokątny, niczego nie podpierają i to jest rzadkość. To nie jest dwór, który pełni funkcję tylko siedziby. Jest przy nim gospodarstwo, są stajnie, konie, psy. Właściciele zachowali jego funkcję kulturalną i oświatową: odbywają się małe koncerty, posiedzenia instytucji naukowych, plenery. Mieszkają i żyją tutaj trzy pokolenia – podkreśla.
Nie wiadomo, jak wyglądał dwór dawniej. Nie zachowały się żadne dokumenty. Wiadomo natomiast, że był bardzo oryginalny i nowoczesny. – Myśmy postawili ten dwór na tych samych, kilkusetletnich fundamentach, z takim samym podziałem wewnętrznym. Był bardzo nowoczesny, dwuipółtraktowy. Miał szereg pokojów po jednej i drugiej stronie połączonych amfiladowo i tak zostało. W 1980 roku miał inny dach, inne facjatki i nie było okien półkolistych w ryzalicie. Reszta jest identyczna – wyjaśnia Grzegorz Pawlicki.
Po wejściu do środka gości witają łacińska sentencja: “Na próżno żyje, kto nikomu nie jest użyteczny” oraz oryginalna “koza”. W holu wiszą liczne fotografie. Największe drzwi prowadzą do głównego salonu, właściwie małej sali balowej z fortepianem i pięknym modrzewiowym sufitem. W małym saloniku wyeksponowano zdjęcia dawnego właściciela dworu – pana Wodzińskiego z czasów, gdy studiował w Dorpacie. Jest też niezwykły portret legionisty, ochotnika obrony Lwowa. Pod czapką ukrywa się młoda dziewczyna – babcia Jakuba Pawlickiego. W takim towarzystwie wybornie smakuje specjalność pani domu – beza z bitą śmietaną. – Tutaj wreszcie mam miejsce, żeby wyeksponować swoje zbiory – cieszy się gospodyni. – Od wielu lat zbieram meble. Część z nich jest jeszcze w renowacji, ale mam nadzieję, że wkrótce powrócą – mówi. Jednym z ciekawszych elementów wnętrza są kuchenne schody, przeniesione do Sierakówka z innego dworu. W pobliżu stoi młyn, niegdyś zamieniony na magazyn zbożowy, dziś – pokoje dla gości. Porządku pilnuje sympatyczny wyżeł. – Nasz dwór jest wyjątkowy. Stoi na wyspie liczącej sobie setki lat. Kiedyś musiał tu być dwór bagienny, do którego prowadziło jedno dojście – uważa Grzegorz Pawlicki. I nic dziwnego, że gospodarze zakochali się w tym miejscu, opuścili Warszawę i ocalają zabytkowy park.
Marta A. Szatkowska
fot. masz.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości