Celje – kojarzone z drużyną piłki ręcznej i zaciętymi meczami z Wisłą Płock – w świąteczne dni odpoczywa. Rano po starówce spaceruje niewiele osób. Jeszcze nie widać turystów zmierzających w stronę największego w Słowenii średniowiecznego zamku. W wolny od pracy wielkanocny poniedziałek wszyscy wyruszają na rowery, w góry albo nad morze. Piran, Strunjan, Ankaran? My wybieramy spacer po słonecznej Izoli.
Już po drodze widać, że wiosna przyszła tutaj przynajmniej dwa tygodnie wcześniej. W ogródkach kwitną magnolie, przekwitają narcyzy, pojawiły się wczesne tulipany. Przed domami ozdobionymi świeżo przyciętymi żywopłotami z forsycji – barwne kompozycje roślin i krzewów. Na każdym parapecie przyciągają wzrok skrzynki z bratkami albo pelargonie. Nie łudźmy się jednak, że do przyjemnych pierwszych wrażeń dołączymy wizytę u właścicieli. Owszem – chętnie porozmawiają o każdej roślince, ale zaproszenie do środka dostać trudno. W tym, że „mój dom jest moją twierdzą”, Słoweńcy zgadzają się z Anglikami. Wyjątkiem są okrągłe urodziny, obchodzone z wielką pompą, na które zaprasza się wszystkich „ciotecznych” i sąsiadów. Niezależnie, ile lat ma jubilat.
Słoweńcy nie wyobrażają sobie Wielkanocy bez poticy. To pielęgnowana przez kolejne pokolenia słoweńska tradycja, a przepis każda rodzina ma trochę inny. Podstawą jest ciasto drożdżowe i nadzienie z orzechów. Jedni dodają rodzynki i miód. Inni tylko orzechy, najczęściej włoskie. „Kłótnie” o to, co dodawać, a czego nie, przypominają trochę bój o rodzynki w serniku... Poticę można upiec jak babę w specjalnej ceramicznej albo glinianej formie lub na płaskiej blasze. Każdy egzemplarz smakuje inaczej. A degustacja w święta to cała ceremonia. Należy próbować i komplementować, choć przyznam, że po zjedzeniu kilku kawałków nie potrafiłam powiedzieć, czyja była najlepsza.
Na wielkanocnym stole nie brakuje też szynki i jajek. W jaki sposób na jajkach powstają kwiatki – dowiedziałam się od mojej gospodyni. Bierze się kawałek rajstopy, zawija w nią jajko, na którym leży stokrotka, źdźbło trawy, liść i gotuje w cebulaku. Na brązowej od cebuli skorupce zostaje jaśniejszy rysunek.
Zanim będziemy w niedzielę smakować różne potrawy, tak jak w Polsce należy je poświęcić – albo w kościele, albo w wyznaczonym domu. Nasz pełen jedzenia kosz wiklinowy trafia do sąsiadów, razem z trzydziestoma innymi, pełnymi ciast, mięs, owoców, jaj. Pokarmy święci oddelegowany przez proboszcza diakon, życząc zebranym dobrze przeżytych świąt.
Wielkanocne śniadanie trwa długo. I co ciekawe – zaczyna się od aperitifu w postaci likieru. Im bardziej gorzki, tym lepiej dla żołądków. Może być aromatyczna szałwiówka (wg oryginalnego przepisu sąsiadki potrzeba na nią litr alkoholu, kilogram cytryn, kilogram cukru, około 170 listków szałwii i dwa tygodnie „leżakowania”). Orzechówka też daje radę.
Poniedziałek również rozpoczynamy od rodzinnego śniadania. Przy ciastach planujemy dzień. Wielu Słoweńców wykorzystuje czas wolny na wycieczki: rowerowe, motocyklowe, piesze w góry. Gdziekolwiek jedziesz – jeden dzień wystarczy, by cieszyć się widokiem Adriatyku czy Alp. Ewentualnie można zajrzeć do Włoch lub Austrii. Korzystamy z pięknej pogody (18 stopni) i wygodną autostradą jedziemy nad morze. Lubię malowniczy Piran, ale z obawy przed korkami wybór pada na bliższy zjazd – Izolę.
Miasteczko leży w regionie Istra (Istria). Niegdyś wyspa, dziś to półwysep zamieszkały przez około 11 tysięcy ludzi, głównie Słoweńców i Włochów. W sezonie bywa zatłoczony. Ale nawet w wielkanocny poniedziałek na nadmorskiej promenadzie spotykamy mnóstwo spacerowiczów. Przyglądają się rozmaitym artefaktom proponowanym na targu staroci albo piją kawę. Wszystkie ogródki pełne. Jest kilku śmiałków, którzy wchodzą do zimnego morza...
W lokalnej kawiarni największym powodzeniem cieszy się lada z lodami. Rzeczywiście pyszne, a hitem jest smak „Izolan” (połączenie wanilii, skórki pomarańczowej i nutelli). Gałka kosztuje w tym roku już ponad 2 euro, ale pocieszeniem jest jej ogromny rozmiar. W porze obiadowej kolejki ustawiają się przed restauracjami. Żeby zjeść smaczną rybę, musieliśmy czekać ponad 45 minut, o czym kelner lojalnie uprzedził.
Przechadzkę po Izoli można zacząć nad morzem albo średniowiecznymi uliczkami. Wśród kilku najstarszych budynków są: pałace Manzioli, Lovisato, Besenghi degli Ughi, w którym można wziąć ślub. Nas przyciąga ulica artystów, gdzie przed każdą kamieniczką stoją kolorowe donice z kwiatami. Nie brakuje małych galerii i pracowni. Gdzieniegdzie wiszą muszle ozdobione rysunkiem białego gołębia, bo ptak trzymający w dziobie oliwną gałązkę jest symbolem miasta. Znajduje się nawet w herbie. Jak głosi legenda, ocalił Izolę od najazdu Genueńczyków. Przestraszeni mieszkańcy, widząc nadpływające statki, poprosili o pomoc świętego Maura. Ten zesłał nad wyspę gęstą mgłę, dzięki której była niewidoczna i białą gołębicę. Kiedy najeźdźcy dostrzegli ptaka, popłynęli za nim ponieważ myśleli, że trzyma się blisko lądu. A gołębica wyprowadziła ich na szerokie morze, z dala od Izoli. Kiedy wróciła, usiadła na dzwonnicy kościoła św. Maura z gałązką oliwną w dziobie – symbolem pokoju. W ten sposób miasto ocalało.
Do otwarcia sezonu jeszcze trochę, ale informacja turystyczna już zaprasza na znajdujących się w pobliżu osiem plaż (dzikich, piaszczystych, kamienistych, dla turystów z psami), słynny klif i do Parku Archeologicznego „Simonov zaliv”, gdzie można obejrzeć pozostałości willi i rzymskiego portu. Ciekawe eksponaty znajdują się też pod wodą.
Po obiedzie ostatnie spojrzenie na morze i wyruszamy w drogę powrotną. Korki przed Postojną, korki przed Lublaną. Dalej idzie dość gładko. Do Celja wracamy wieczorem. I znowu spacerujących jak na lekarstwo, bo Wielkanoc się kończy i każdy myśli o czekającym go jutro dniu pracy. Nie jestem zorientowana w wynikach meczów, ale syn gospodarzy to wielki fan szczypiorniaka. Informuje mnie, że po 21 latach drużynie RK Celje Pivovarna Laško udało się wywalczyć półfinał EHF Euro 2026. Mecz 25 kwietnia w arenie „Zlatorog”. Gdy odlatuję ze Słowenii, piłkarze ręczni Wisły zaczynają w ORLEN Arenie rewanżowy mecz Ligi Mistrzów ze Sportingiem.
Fot. Marta Kunavar
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze