Kurozwęki to niewielka wioska nad rzeczką Czarną Staszowską, lewym dopływem Wisły, leżąca pomiędzy Szydłowem a Połańcem w południowej części ziemi świętokrzyskiej. Była kiedyś prywatnym miastem szlacheckim, które nigdy nie rozwinęło się w większą aglomerację. Przypominają o tym: rynek, dwa kościoły, zabudowania dawnego klasztoru kanoników laterańskich oraz leżący kilometr na północ od centrum barokowy pałac.
Tak o tym miejscu, zdegustowany jego ówczesnym wyglądem, napisał w „Dziennikach” Stefan Żeromski, który mieszkał tutaj krótko w 1888 roku:
„Na górze stromej i skalistej rozłożyło się miasteczko, jedno z tych, jakie Bóg wie za co noszą nazwę miasteczek. Kilkadziesiąt chat zbudowanych w czworobok, chat nie włościańskich, gdyż mają staromieszczańskie portyki o oryginalnie, a stereotypowo jednocześnie rzeźbionych słupach, studnia w środku rynku, bożnica, kościół i klasztor szarytek. Wójt, pan pisarz, ksiądz, nauczyciel – oto wielki świat Kurozwęk. Zstępując z góry dopiero widzisz ogrody i gąszcze olbrzymich drzew, a wśród nich oblany dookoła wodą pałac”.
Reklama
Żeromski pałac ten, jako siedzibę księcia Gintułta o nazwie Grudno, uczynił miejscem akcji w napisanej parę lat później napoleońskiej powieści „Popioły”.
Zamek obronny, protoplasta obecnego pałacu, powstał w czternastym wieku, na niewysokim pagórku na lewym brzegu Czarnej. Otaczały go wówczas podmokłe łąki i pola uprawne. Był jednym z pierwszych nizinnych murowanych zamków rycerskich w Polsce i należał do rodu Kurozwęckich. Za swoich przodków uważali oni wielkopolskich Poraitów, wywodzących się od brata czeskiego biskupa świętego Wojciecha. Obecni właściciele pałacu chlubią się także tym, że w ciągu sześciuset lat, mimo że władały nim cztery rody magnackie, pałac nigdy nie został sprzedany w obce ręce. Zmiany dokonywały się bowiem wyłącznie w drodze związków małżeńskich i dziedziczenia. Zamek jest unikatowym obiektem umożliwiającym studia nad stylami architektonicznymi, bowiem zachowały się elementy budowlane ze wszystkich poprzednich epok historycznych. Przykładowo dawne pomieszczenia średniowiecznego parteru pełnią obecnie rolę piwnic, a współczesny dziedziniec znajduje się jedną kondygnację wyżej niż przed sześciuset laty. Obecnie miejsce to pełni rolę centrum rozrywki i wypoczynku dla poszukujących ciekawych doznań turystów.
Dwupiętrowa fasada główna zwrócona jest licem ku południowi, natomiast pozostałe skrzydła są jednopiętrowe. Na wprost bramy wjazdowej znajduje się okazały półkolisty stromy podjazd, poniżej którego jest zbiornik wodny. Brama wjazdowa na arkadowy dziedziniec zwana „czarną” mieści się we wschodnim skrzydle budowli, a prowadzi do niej zrekonstruowany most drewniany przerzucony nad fosą. O historii rezydencji można dowiedzieć się, zwiedzając w pałacowym poddaszu Muzeum Rodziny Popielów, ukazujące historię czterech kolejnych rodzin władających posiadłością oraz losy zamku na przestrzeni wieków.
Pałac ma czternastowieczny rodowód. Wzniesione wówczas kamienne mury obronne otaczały dziedziniec, na którym stały zabudowania drewniane. Główna brama wjazdowa znajdowała się od strony południowej, a obok niej była czternastometrowej wysokości wieża obronno-mieszkalna. Wieś Kurozwęki wzmiankowana była po raz pierwszy pisemnie w połowie trzynastego wieku. Lokację miejską otrzymała na przełomie trzynastego i czternastego wieku, jednak nie zachował się oryginalny dokument potwierdzający dokładną datę.
Kurozwęccy pełnili ważne funkcje polityczne i kościelne za czasów panowania ostatnich Piastów, jednak szczyt świetności rodu przypadł na czasy Andegawena Ludwika Węgierskiego, którego byli gorącymi stronnikami. Na początku szesnastego wieku zamek stał się własnością Lanckorońskich, którzy stopniowo rozbudowywali go, a w osiemnastym wieku otoczyli dziedziniec dwukondygnacyjnymi krużgankami. To oni też ufundowali – na północnych obrzeżach miasta – klasztor kanoników regularnych wraz z późnogotyckim kościołem będącym obecnie świątynią parafialną. Jest to bardzo ciekawy pod względem architektonicznym obiekt, dlatego warto go zobaczyć.
Po Lanckorońskich pałac przejęli Sołtykowie i wtedy też dokonano kolejnych przekształceń, w efekcie których powstała późnobarokowa czteroskrzydłowa rezydencja z renesansowym dziedzińcem i wciąż dobrze zachowanymi wieloma gotyckimi pozostałościami. Po Sołtykach obiekt przejęli Popielowie, do których należy on do dnia dzisiejszego, z przerwą na okres komunizmu, po którym w stanie ruiny musieli odkupić go od państwa. Pod ich rządami ponownie odzyskał blask, stając się jedną z pereł w koronie regionu świętokrzyskiego.
We wspomnianym już muzeum można obejrzeć także kolekcję obrazów, szkiców i akwareli Józefa Czapskiego. Prezentowane tam obrazy zgromadziła mieszkająca po II wojnie światowej w Bretanii Jolanta z Wańkowiczów de Boisgelin, która była przyjaciółką malarza. Jej mąż, markiz Giles de Boisgelin, nawet po jej śmierci kontynuował zakupy, gromadząc dużą ilość dzieł. Turyści mogą też zwiedzić w towarzystwie przewodnika zamkowe lochy, kaplicę, komnaty mieszkalne, czy dawną salę balową. W jednej z zabaw uczestniczył ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski. Do dyspozycji gości udostępniony jest także otaczający obiekt park, zaprojektowany pierwotnie w stylu angielskim.
[paywall]
Powstał on w trzeciej dekadzie dziewiętnastego wieku, a pomysłodawczynią projektu była Anastazja Sołtykowa, zainspirowana puławskim ogrodem Czartoryskich. Jej plan zrealizował specjalnie sprowadzony czeski ogrodnik, a jego dzieło kontynuował francuski artysta ogrodowy, którego zatrudniła córka Anastazji Emilia Popiel. Na potrzeby kompozycji wybudowano pod koniec osiemnastego wieku dwa pawilony zamykające boki mieszczącego się przed główną fasadą pałacu dziedzińca. Jego południową granicę wyznacza brzeg rzeczki Czarnej. W zachodnim pawilonie mieściła się dawniej ptaszarnia i oranżeria, a znajdujący się vis-a-vis niego wschodni pełnił dawniej rolę pałacyku myśliwskiego.
Obecnie w obu znajdują się pokoje hotelowe, a w pawilonie zachodnim funkcjonująca w okresie letnim kawiarnia. Oryginalnie parzoną kawę włoską, ciastka czy lody można więc spożyć na terenie parku w otoczeniu starych platanów i innych wiekowych drzew. Pięć apartamentów mieści się w różnych częściach pałacu, a dodatkowo na potrzeby hotelu przeznaczono także stojący kilkaset metrów na południe budynek dawnej piwowarni. Kurozwęki są obecnie sprawnie działającym przedsiębiorstwem o charakterze agroturystyczno-gospodarczym, oferującym przybywającym tu gościom szereg atrakcji, dostosowanych do potrzeb zarówno dorosłych, młodzieży, jak i dzieci. Rocznie odwiedza to miejsce ponad sto tysięcy turystów zwabionych nie tylko pięknem pałacu, ale szeregiem innych atrakcji.
Okolica ma charakter wybitnie wiejski, przepiękne krajobrazy, można tutaj znakomicie wypocząć i zapomnieć o wielkomiejskim zgiełku i hałasie. W pałacu działa całoroczna restauracja z udostępnionym w okresie letnim tarasem, oferująca posiłki dla gości indywidualnych oraz grup turystycznych. Oprócz typowo polskiej kuchni oferuje także dania egzotyczne, którymi są potrawy z bizona amerykańskiego. W pałacu działa także sklepik z pamiątkami, książkami i regionalnymi specjałami spożywczymi. Zespół pałacowo-parkowy w Kurozwękach jest miejscem magicznym, ze specyficznym klimatem.
Hodowla bizonów, jedyna tego typu w Polsce, to wyjątkowa atrakcja, która rozsławia skutecznie Kurozwęki w Polsce i na świecie. Zagroda, gdzie można podziwiać te piękne zwierzęta, obecne tutaj już od dwudziestu pięciu lat, znajduje się kilkaset metrów na północ od pałacu. Można je obejrzeć, a stado liczy obecnie już około stu zwierząt, zza ogrodzenia podczas pieszego spaceru bądź podczas safari, podróżując końską bryczką lub na ciągniętej przez traktor przyczepie. Obok placu zabaw zlokalizowany jest kolejny sezonowy punkt gastronomiczny Bizon Grill, czynny w sezonie letnim. Serwowane jest w nim mięso bizonie z grilla, napoje, ciasta, lody i kilka gatunków piwa niepasteryzowanego z miejscowego browaru. W związku z hodowlą bizonów corocznie organizowane są cztery cykliczne festyny, a najsłynniejszy z nich sierpniowy, kilkudniowy nosi nazwę „Dziki Zachód w Kurozwękach”, na który zjeżdżają smakosze bizoniego mięsa z całej Polski. Pojawiają się wówczas Indianie, kowboje, organizowane są pokazy konne.
Browar mieści się w jednej z przystosowanych do tego celu dawnych dworskich oficyn, obok bramy wjazdowej. Popielowie kontynuują w ten sposób wielowieczną tradycję piwowarską tego miejsca. Można go zwiedzić z przewodnikiem i przy okazji zapoznać się z tajemnicami warzenia chmielowego napoju oraz wziąć udział w degustacji piw o ekscytująco brzmiących nazwach: „Pani Karen”, „Złoto Kurozwęk”, „Sarmata”, „Biały Bizon”. Melomani mogą też uczestniczyć w cyklicznie organizowanych na terenie parku wieczorkach muzycznych.
Znakomitej zabawie, zarówno dla dzieci, jak i dorosłych służą też dwa labirynty, jeden prowadzący wśród drzew bukowych, a drugi umieszczony w cztero i półhektarowym polu kukurydzy. Organizowane są w nich gry terenowe z mapą pozwalające sprawdzić umiejętności orientacji w terenie oraz umożliwiające poszerzenie wiedzy na różne tematy humanistyczne. Wieczorami na południowej elewacji pałacu w ramach kina plenerowego można obejrzeć film „Kurozwęki – 700 lat historii”.
Stadnina koni arabskich oferuje wczasy w siodle, konne wycieczki po okolicy, naukę jazdy, a także zwiedzanie najbliższego otoczenia bryczką. Na miejscu można również wypożyczyć rowery. Jest też tutaj mini zoo prezentujące różne gatunki zwierząt domowych, a w godzinach porannych odbywają się pokazy aktywnego ich karmienia. W parku organizowane są rozmaite imprezy, są też sale przystosowane do organizacji eventów, imprez kulturalnych, uroczystości rodzinnych, czy też spotkań firmowych.
We wschodniej części Kurozwęk znajduje się jeszcze jedna, niewielka świątynia pw. św. Rocha. Powstała w połowie osiemnastego wieku, jako wotum za ocalenie mieszkańców podczas panującej wówczas w Polsce zarazy. Wokół niej znajduje się cmentarz – miejsce pamięci narodowej, na którym pochowani zostali pochodzący z tej okolicy i polegli niedaleko od tego miejsca powstańcy styczniowi. Z Kurozwęk niedaleko jest do przepięknego królewskiego Szydłowa, zwanego polskim Carcassonne, niewielkiego miasteczka, w którym zamek, mury obronne, bramy i kościoły z czasów Kazimierza Wielkiego dotrwały do naszych czasów. Warto więc i tam zajrzeć podczas wypoczynku w Kurozwękach.
Tekst i fot. Ewa i Bogumił Liszewscy
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze