Reklama

Słoweńskie lato

23/08/2017 09:38
Pomiędzy ósmą a dziewiątą kawiarnie na Tartinim wypełniają się gośćmi. Przy stolikach siadają stali bywalcy i turyści, którzy zdążyli już wstać. Uprzejmi kelnerzy sprawnie roznoszą filiżanki z latte, cappuccino, americano, espresso. Podane ze szklanką wody, napełniają powietrze wspaniałym aromatem. Rano Piran uwodzi zapachem kawy, wieczorem – gwarem rozmów w wypełnionych barach i restauracjach.
Do Piranu każdego roku zabieram swoich gości. Gdy zatęsknią za dwiema latarniami u wejścia do małego portu i białym placem, wracają. Najładniejsze miejsce słoweńskiego wybrzeża robi ogromne wrażenie. Jest idealne na letni odpoczynek, bo łączy w sobie zalety miasta i nadmorskiego kurortu. Podobnie jak Sopot. Ciepła słona woda, która unosi kąpiących się na powierzchni, rekompensuje nawet kamieniste plaże. A sól w powietrzu korzystnie wpływa na urodę. Słońce, morze i dużo uliczek, w których łatwo się zgubić to przepis na piękne wakacje.
Przy kawie robi się interesy, czyta gazety, spotyka ze znajomymi. Co ciekawe – to jedno z niewielu słów, które Słoweńcy zdrabniają. Częściej można usłyszeć pytanie o jutranjo kavico (poranną kawkę) niż pieszczotliwą wersję imienia dziecka. Niezwykły sentyment, jakim darzą małą czarną, przekłada się na wysokie piąte miejsce w Europie pod względem spożycia kawy. Mimo tylu miłośników, cena czarnego napoju w ciągu kilku ostatnich lat wzrosła o ponad 60 procent. Filiżanka kosztuje przeciętnie 1,20 euro.
W domach najczęściej pije się tradycyjną kawę po turecku, parzoną w dżezwie. W biurach prym wiodą ekspresy. W kawiarniach możemy wybierać pomiędzy klasykami jak espresso czy bela kava (kawa z mlekiem) a kawą parzoną w tygielku. Dobrej kawy nie trzeba długo szukać. Nie zapłacimy też za nią więcej. Musi smakować, bo inaczej goście przeniosą się do konkurencji. O palmę pierwszeństwa walczą ze sobą marki włoskie i austriacka. Swoich fanów mają Illy, Lavazza i Julius Meinl. Jednak ze sklepowych półek najszybciej znikają torebki ze słoweńską Barcaffe. Ci, którzy chętnie eksperymentują, mogą kupić różne mieszanki w lokalnych palarniach, a potem – próbować w domu. Niestety kawę o smaku wakacji trudno powtórzyć.
Figi za pięć milionów
Naszą podróż do Piranu rozpoczęłyśmy na przystanku autobusowym w Lublanie. Poprzedniego dnia zarezerwowałyśmy przejazd na popularnej w Słowenii stronie internetowej. O wpół do ósmej czekamy na samochód. – Przyjedzie czy nie przyjedzie? – zastanawiamy się, wpatrując w kolejne mijające nas auta. Punktualnie o czasie podjeżdża mercedes. Starszy model, z wygodnymi fotelami i bardzo sympatycznym kierowcą. – Na wakacje? – pyta Zdravko. Bezpiecznie przywozi nas do miasta. Wysiadamy w samym centrum. Jutro pójdziemy na poleconą przez niego plażę, z daleka od miejskiego zgiełku.
Piran wita wspaniałą pogodą. Jest ciepło, ale jeszcze nie gorąco.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości