Reklama

Nie płaciła za lokal wyłączony z użytkowania. Samotna matka z czwórką nieletnich dzieci z przydziałem na ul. Otolińską 23 w Płocku

14/12/2022 08:00

Bardzo różnie układa się ludziom życie. Jedni od urodzenia mają wszystko, a los usuwa spod ich nóg wszelkie przeszkody, inni muszą wszystko wyszarpnąć, wywalczyć, wychodzić. Nie ma odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak jest, ale jeśli ktoś boryka się z ogromnymi problemami, to trzeba pospieszyć z pomocą. Zwłaszcza gdy musi zadbać też o czwórkę nieletnich dzieci.

Lokatorzy nowych budynków komunalnych oddawanych przez Urząd Miasta, odbierając klucze do nowiutkich mieszkań, nawet nie zdają sobie sprawy z tego, w jakich warunkach mogą mieszkać ci, którzy z różnych powodów są na odległych miejscach na listach oczekujących albo dostają propozycję zamieszkania w bloku o bardzo złej sławie, przy ul. Otolińskiej 23.
Justyna była tuż po gimnazjum, miała 16 lat, gdy zaszła w ciążę. Oczywiście nie pracowała, mieszkała z narzeczonym w budynku przy ul. Sienkiewicza. Nie narzekała, wychowywała córkę i wszystko dobrze się układało. Ale nie na długo. Kilka lat później urodziła syna. Jak się później okazało - z wielkimi problemami zdrowotnymi. Dziś chłopak ma 13 lat i problemy z pamięcią, z wymową, niedosłyszy, jest po operacji ucha - odbudowa ślimaka. Niestety nieudanej, trzeba ją powtórzyć. Drugi syn ma dziś 10 lat, dobrze sobie radzi w szkole, ale ze zdrowiem nie jest najlepiej. Jest pod opieką neurologa, ma torbiel w głowie, jest leczony. Najmłodsza córeczka urodziła się już w mieszkaniu, do którego przeprowadzili się w 2009 roku. Niedawno skończyła cztery miesiące.

Tata zostawił dług…
Właśnie po urodzinach Krystiana (imię zmienione), rozstała się z narzeczonym i przeprowadziła do ojca, do budynku przy ul. Wyszogrodzkiej. Obiekt ma dziś ponad 100 lat, kiedyś był miejscem zamieszkania oficerów Wojska Polskiego.
Tata Justyny zmarł zostawiając dług, bo nie płacił czynszu. Wielu powie, co to za dług, około 2 tys. zł, ale dla Justyny, samotnej już matki wówczas trójki dzieci, to była wielka suma, nie do zdobycia. Warto dodać, że wtedy nie było 500+, nie było wyprawek dla dzieci do szkoły. Nie dostawała alimentów, praktycznie żyli tylko z zasiłków.
Pieniędzy brakowało na wszystko, budżetu domowego nie dawało się spiąć. Bo jak ktoś ma dylemat, czy wydać na czynsz, czy leczenie dziecka, to się nie zastanawia i zadłuża mieszkanie. 
Dług starała się spłacić, ale jakoś tak wyszło, że była bez prawa najmu, czyli mieszkała nielegalnie. Jednak dogadała się z administracją i powoli ratami spłacała dług. Płaciła też czynsz za lokal, ale dopatrzono się, że nie była zameldowana, kiedy ojciec żył i dostała eksmisję. 
Lokal, w którym mieszka, trudno nazwać mieszkaniem. Co prawda jest spore, ponad 80 m kw. powierzchni, ale Justyna z dziećmi zajmuje tylko jeden pokój, w którym wszyscy mieszkają. Powodów jest kilka. Po pierwsze w pozostałych jest zarwana podłoga, a po drugie kominiarze wydali zakaz palenia w piecu, możliwe jest tylko ogrzewanie energią elektryczną, a to wydatek, zwłaszcza ostatnio, znacznie przekraczający dochody Justyny.
Jest też trzeci powód. Budynek jest opanowany przez insekty, myszy i szczury czują się tu lepiej niż rodzina. Wszędzie, w szafkach na jedzenie, w czymś, co można przy dużej dozie wyobraźni nazwać kuchnią, w mleku najmłodszej córeczki… Zdarzały się pogryzienia, dlatego rodzina używa tylko jednego pokoju sprawdzając każdego wieczora, czy myszy i szczury nie przedostały się do środka. Bo tam stoi jeszcze łóżeczko najmłodszej córeczki.
Jak można się spodziewać, nie ma tam też ciepłej wody, łazienki praktycznie też nie ma, ale z tym problemem nauczyli się już żyć. Najmłodszą córeczkę Justyna kąpie u siostry.
Podsumowując. Na 20 m kw. mieszka 5 osób, Justyna, jej prawie dorosła córka, dwóch synów i niemowlak. Nie mają się gdzie umyć i jak ogrzać, bo kominiarze zalecili przestawienie pieca. Na to Justyna się nie zdecyduje, bo to zbyt wielki wydatek, a przecież budynek jest przeznaczony do rozbiórki.
Ponieważ budynek jest w fatalnym stanie technicznym, bezdomni tylko czekają, by go opanować. Zatruwają życie Justyny. I nie chodzi tu tylko o załatwianie potrzeb fizjologicznych, także o strach, że mogą zaprószyć ogień i o kradzież korespondencji. Nawet nie wiedziała, że wysyłane były do niej jakieś pisma z urzędu. Niestety Justyna jest w trudnej sytuacji, bo choć składa dokumenty do Urzędu Miasta i przydział lokalu, to jest traktowana nie tylko jako osoba mieszkająca nielegalnie, także jak ktoś, kto nie zgłasza się na wezwanie urzędników.

Reklama

Urzędnicy proponują 20 metrów…
W końcu dostała przydział lokalu. Całe 20 m kw. w budynku przy ul. Otolińskiej 23. (...)

Jola Marciniak

Fot. D. Ossowski


Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Skandal - niezalogowany 2022-12-14 10:40:17

    Znajduje się pomoc dla Ukraińców, są dla nich mieszkania, jedzenie, opieka lekarska, to jakim problemem jest dla miasta taka niewielka rodzina. Polska rodzina powinna być priorytetem. To skandal

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Michal - niezalogowany 2022-12-15 09:53:44

    *Komentarz usunięty ze względów regulaminowych*

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Sylwia - niezalogowany 2022-12-14 11:25:40

    Własnym obywatelom nie pomaga Państwo a miliony przeznacza na Ukraińców którzy mordowali Polaków?!!! Jaka to jest sprawiedliwość mieszkając we własnym kraju priorytetowo biorą pod uwagę Ukraińców!!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości