Felieton Jerzy Ogonowski. Tygodnik Płocki
Tak naprawdę to temat zbyt „ciężki” jak na felieton, ale ze względu na możliwe konsekwencje takiego czy innego wyboru pozwalam sobie na krótki komentarz. Zacznę od historii. Nietypowej, bo zazwyczaj termin ten oznacza zapis relacji między państwami. Tymczasm państwowość ukraińska tak naprawdę zaczyna się od roku 1991, czyli rozpadu Związku Sowieckiego. Polska jako pierwszy kraj uznała niepodległość nowo powstałego państwa. Jednak relacje polsko – ukraińskie sięgają czasów o wiele bardziej odległych, kiedy ziemie wchodzące w skład dzisiejszej Ukrainy były częścią państwa polskiego, a potem Rzeczpospolitej Obojga Narodów. I nie brakowało w tej historii dramatycznych spięć. Najostrzejszy konflikt to czas powstania Chmielnickiego. Po przegranej przez Polaków bitwie pod Batohem na rozkaz Chmielnickiego w okrutny sposób zamordowano kilka tysięcy jeńców. Odpowiedzią była ekspedycja karna pod dowództwem Stefana Czarnieckiego, którego brat, bratanek oraz szwagier byli wśród ofiar tej masakry. Szlak wyprawy znaczyły masowe egzekucje, grabieże, gwałty podpalania, a szturm każdej miejscowości kończył się z reguły masową rzezią mieszkańców, nawet kobiet ciężarnych i niemowląt. Przypominam te fakty, świadomość historyczna narodów nie sięga tak daleko.
O historii Wołynia nikomu przypominać nie trzeba. Temat za ustroju słusznie minionego zakazany odżył po jego upadku i zajmuje ważne miejsce w świadomości Polaków. Żyją ludzie, którzy stracili w tamtym czasie najbliższych i do dziś nie wiedzą, gdzie spoczywają ich szczątki. Dla nich decyzja władz Ukrainy o nadaniu eltarnej jednostce ukraińskiej armii imienia formacji, która okrutnych zbrodni na ich przodkach dokonała jest szczególnie bolesne.
Czy w tej sytuacji symboliczny protest, odebranie prezydentowi Ukrainy, który tę decyzję aprobował, najwyższego polskiego odznaczenia cywilnego to uzasadnione działanie władz polskich? O ile kapituła orderu wniosek prezydenta zatwierdzi, a premier przyłoży kontrasygnatę...
Jaką alternatywną formę reakcji proponują zwolennicy tezy, że w sytuacji gdy Ukraina walczy z agresorem, który i dla nas jest śmiertelnym zagrożeniem to „ gorzej niż zbrodnia – to błąd” (Talleyrand).
W naszej historii najnowszej był moment, gdy stosunek do okresu minionego „pierwszy niekomunistyczny premier” ujął w sformułowaniu „przszłość odkreślamy grubą linią”. Cóż, przyszłość pokazała, że łatwiej efektowną frazę wygłosić, niż przekuć ją w czyny! Tu trzeba raczej odwołać się do powiedzenia „czas leczy rany”. Dziś bylibyśmy zszokowani gdyby nasi ukraińscy sąsiedzi zażądali usunięcia z polskiego hymnu jednej zwrotki (wiadomo której), ale na symetrię jeszcze nie czas!
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze