Ani dwuletnia pandemia i coraz bardziej realna groźba kolejnej, ani straszna wojna na Ukrainie z możliwością przekształcenia w wojnę światową, przed czym przestrzega coraz więcej ludzi z Henrym Kissingerem na czele i nawet z naszym Donaldem Tuskiem, niczego nie nauczyły zadufanych w sobie, zarozumiałych ludzi Zachodu. Właśnie zaczął się miesiąc czerwiec, a wraz z nim parady wesołków, którzy ogłaszają wszem i wobec, że dumni są ze swej przypadłości, jakby tu w ogóle można było być z czegokolwiek dumnym. Trzeba być raczej zawstydzonym, że czyny przeciwne naturze usiłuje się podnieść do rangi zasady życia społecznego (niech sobie praktykują prywatnie), rozwalając w ten sposób mozolnie gromadzony przez tysiące lat dorobek pokoleń. Nie da się zbudować mądrej i zdrowej cywilizacji na zasadach, które obrażają rozum. Ale skoro milczą nawet ci, którzy tak są wrażliwi na punkcie rozumu i godzą się nawet na to, by na wyższych uczelniach zamiast solidnie przygotowanych sesji naukowych urządzać festiwale seksualności (tak, tak, to już u nas) z „kołczkami intymności” w rolach głównych, to znaczy, że kres tej chorej cywilizacji jest bliski. I nawet jeśliby się przystroiła w najpiękniejsze piórka „demokracji”, „wolności”, „praw człowieka”, „humanizmu”, „tolerancji”, to i tak musi zdechnąć, bo jest budowana na fałszu.
I choćby wszyscy ambasadorowie świata rezydujący w naszym kraju wywiesili w tym miesiącu kolorowe flagi na znak poparcia tej fałszywej „dumy” (skandal, że rząd pozwala na łamanie prawa), to i tak nie obronią nonsensu przeciwnego biologicznej naturze człowieka. Antywartości od nazwania ich wartościami nie staną się nimi, choćby użyć do tego najbardziej gładkich słów. Otumanić można wielu, a pod wpływem strachu można to zrobić z większością. Prawdziwej równości i godności nie trzeba promować infantylnymi metodami, one są oczywiste, z fałszywymi trzeba się natrudzić, bo rozum łatwo nie przyjmuje głupstw. Dlatego słusznie uważa prof. Paweł Bortkiewicz, że „żyjemy w świecie, w którym zatarta została granica między normą a patologią, między prawdą a kłamstwem, między dobrem a złem”. I mówi dalej o tej tzw. „dumie”, że „to jest rzecz, która urąga rozumowi, urąga też na pewno estetyce, urąga również zdrowemu rozsądkowi i wrażliwości na dobro”.
A prowokacja w Watykanie w wykonaniu ambasady amerykańskiej zapewne za zgodą „dobrego katolika” Joe Bidena, namaszczonego na takiego przez samego Franciszka, to policzek wymierzony Kościołowi i upokorzenie Głowy Kościoła. Upokorzenie, na które sobie papież Franciszek w pełni zasłużył, ale zapewne się tym zbytnio nie przejął, bo na autorytecie urzędu, który sprawuje, nie zależało mu od samego początku. Dlatego jest to także upokorzenie wszystkich katolików, którzy chcieliby jeszcze odróżniać dobro od zła i znać prawdziwą naukę Kościoła, a nie tę, którą narzuca Kościołowi masońska agenda, której tak wiernie wysługuje się Franciszek za zgodą większości biskupów (brak protestu oznacza chyba cichą zgodę). No cóż, trwa niszczenie Kościoła (także od wewnątrz), a wraz z nim ideowych fundamentów zachodniej cywilizacji. W tym procesie kwestia fałszywej dumy odegra kluczową rolę. Nieprzypadkowo narodziła się ona w świecie, który odrzucił Boga i Ewangelię. Musi więc zbudować nowy fundament. Jak on wygląda, już widać. Jaki będzie jego kres, można przewidzieć.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze