Ukazał się przełomowy dokument watykańskiej Dykasterii Nauki Wiary na temat błogosławienia par jednopłciowych w Kościele katolickim, podpisany przez prefekta dykasterii oraz papieża Franciszka. Cieszą się niemieccy heretycy z drogi synodalnej, wiwatują środowiska lewicowe, niedowierzanie okazują zwykli wierni, szukający w Kościele nie instrukcji hedonistycznego życia, ale umocnienia na drodze do zbawienia wiecznego, na której przeszkodę stanowi grzech, także grzech praktykowanego homoseksualizmu w parach tej samej płci. Batalia o tzw. „małżeństwa homoseksualne” w cywilizacji zachodniej została już przez postępowców wygrana. U nas nowe, pełne katolickich heretyków władze przy milczeniu Episkopatu za chwilę zechcą je wprowadzić pod zastępczą nazwą „związków partnerskich”. Piękną cywilizację chrześcijańską zastąpi niebawem, także rękami uczniów Chrystusa uczyniona, cywilizacja humanistyczna. Patrzcie, jak zmyślnie to diabeł wykombinował.
O tym, że będą próby storpedowania odwiecznego, pochodzącego z objawienia Bożego, nauczania na temat negatywnej oceny moralnej aktywnego homoseksualizmu, wiedzieliśmy od dawna, ale że nastąpią tak szybko i do tego z wnętrza Kościoła, budzi pewne zdziwienie, ale nie tak znowu wielkie. W dokumencie zatytułowanym „Fiducia supplicans” prefekt i Franciszek (bardziej prefekt) bardzo się starają, żeby wszystko wyglądało po Bożemu. Najpierw autorzy robią długi wykład na temat dobrodziejstwa, jakim jest samo błogosławieństwo (należne każdemu w pojedynkę, w parach, w grupach, nawet rzeczom i miejscom), silą się nawet na teologiczne definicje dwu uzupełniających się błogosławieństw pochodzenia biblijnego – „zstępującego” (kiedy Bóg zsyła łaskę) i „wstępującego” (kiedy człowiek błogosławi w akcie dziękczynienia Boga), czynią zastrzeżenia, że nie chodzi o żadną podmianę związków osób tej samej płci z sakramentalnymi małżeństwami, ani o żadne ceremonie uregulowane przepisami liturgicznymi, tylko o „proste błogosławieństwa” prywatne, równe takim, jakimi pobożna babcia może pobłogosławić wnuczka przed wyjazdem na wycieczkę szkolną.
To o co tyle szumu? I dlaczego niemieccy księża katoliccy, którzy tak się cieszą z Franciszkowych decyzji, gdy udzielają tych swoich „prywatnych błogosławieństw”, zawsze robią to w kościele przed ołtarzem, a nie w kruchcie albo na ulicy, a pary gejów lub lesbijek są odświętnie ubrane w strojach przypominających co najmniej stroje weselne, choć prefekt i Franciszek zastrzegają, że stroje nie mogą być weselne, żeby ceremonie w niczym nie przypominały ceremonii sakramentalnych i żeby wszystkim było wiadomo, że tu nie chodzi o żadne małżeństwa i że trzeba zrobić wszystko, żeby uniknąć „poważnych form zgorszenia” oraz „zamieszania wśród wiernych”. Jak to, to te proste babcine błogosławieństwa w parach tej samej płci, które nawet nie wymagają „warunków wstępnych” i „ocen moralnych”, miałyby gorszyć i siać zamieszanie wśród wiernych? I dlaczego jeszcze te „proste” i „pobożne” błogosławieństwa „w parach tej samej płci”, „bez warunków wstępnych” i „bez ocen moralnych”, w dodatku „odpowiadające na wolę Pana”, w aurze „miłości duszpasterskiej” z „obfitością łask” miałyby się odbywać w roboczych strojach, gdzieś wstydliwie na uboczu? Ojcze Franciszku, widać tu jakąś niespójność w Twoim pobożnym nauczaniu. Skąd tyle obaw o zgorszenie w tak wspaniałych „parach” i w tak „pobożnych praktykach”, „spontanicznych” i „wolnych od skostniałych form celebracji liturgicznej”, bliskich „bogactwu pobożności ludowej” (czy to nie obraża tych cudownych par?), wolnych od „schematów doktrynalnych”, które, wiadomo, „prowadzą do narcystycznego i autorytarnego elitaryzmu” oraz „nieznośnej kazuistyki”. Nie obawiaj się Franciszku, te „spontaniczne” i „niezrytualizowane błogosławieństwa”, podejmowane za Twoją radą z „roztropnością duszpasterską” na pewno odpowiadają „zamysłom Boga zapisanym w stworzeniu i w pełni objawionym przez Chrystusa Pana”. W przeciwnym razie wpuściłbyś, Franciszku, biednych księży w niezły kanał. Chyba że księży zastąpią babcie, każda para ma przecież jakąś babcię, skoro już tak bardzo nalegasz, by były to naprawdę „proste” i „spontaniczne” błogosławieństwa. Diabeł zapewne się zgodzi, przynajmniej do czasu, aż wszyscy się trochę oswoimy.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze