Podczas imprez kulturalnych i sportowych na trybunach Orlen Areny zasiadają tysiące widzów. W ferworze emocji mało kto myśli, że zajmując siedzisko w hali, można ulec wypadkowi.
Pan Andrzej opowiedział nam o wydarzeniu, które miało miejsce podczas turnieju sportowego dla dzieci. – W Orlen Arenie odbywały się zawody młodziutkich piłkarzy, a na trybunach zasiedli dumni rodzice i dziadkowie – tłumaczy. – Byłem jednym z nich. Ponieważ dwa tygodnie wcześniej przeszedłem operację kolana, przyszedłem do hali o dwóch kulach. Usiadłem na lewej trybunie, w trzecim rzędzie, na miejscu o ile pamiętam nr 12. Podczas trwania meczu siedzenie pode mną nagle się zarwało. Zwinąłem się w literę „S”, kolano zostało maksymalnie zgięte, łydka dociśnięta do podudzia. Z pomocą innych osób udało mi się wykaraskać z pułapki. Przeraźliwy ból minął po chwili. Mam nadzieję, że nie będzie negatywnych skutków tego wypadku. Pan Andrzej dodaje, że zdarzenie widziało przynajmniej ośmioro dorosłych świadków. – Oczywiście fakt ten od razu zgłosiłem pracownikowi ochrony, bo nie mogłem znaleźć żadnego z gospodarzy obiektu. Napisałem także list do szefów Orlen Areny – dodaje. Jego zdaniem zdarzenie świadczy o tym, że krzesełka na widowni Orlen Areny są niebezpieczne albo niewłaściwie serwisowane. Zastanawia się także, czy otrzymały atesty lub certyfikaty, poprzedzone właściwymi badaniami. Obiecał również powiadomić o swoim wypadku, do którego doprowadziło zamontowanie na widowni niebezpiecznych siedzeń, odpowiednie instytucje, by nie dopuścić do uszkodzenia ciała jakiegokolwiek innego widza.
Nasz czytelnik został przeproszony przez kierownictwo Orlen Areny, ale to nie wystarczyło. Na adres prezydenta miasta i inżyniera obiektu Wiesława Chrobota napisał list, w którym domagał się wymiany wszystkich siedzisk, a nie tylko tego uszkodzonego przez niego podczas upadku. – Sądzę, że wszystkie krzesełka stanowią zagrożenie, naprawa jednego nie zmieni potencjalnego zagrożenia dla wielu widzów – dodał.
– Trzy razy w roku robione są przeglądy wszystkich siedzisk. Dostaliśmy od producenta zestawy naprawcze. W niektórych przypadkach winę ponosi błędny montaż, inne nie zostały dokładnie wykonane. Wiemy o tym i reagujemy w każdej sytuacji. Przez trzy lata użytkowania mieliśmy 32 takie przypadki, co stanowi około 0,6% ogólnej liczby zamontowanych siedzisk. W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak nadzieja, że uszkodzenia nie będą się powtarzać – tłumaczy inżynier obiektu W. Chrobot.
Biorąc pod uwagę liczby, trzeba stwierdzić, że rzeczywiście uszkodzenia siedzisk są minimalne, a trudno całkowicie wykluczyć wszelkie zdarzenia przy tak dużej liczbie miejsc w hali. Jednak zdaniem pana Andrzeja, to wielkie szczęście gospodarzy obiektu, że żaden przypadek nie skończył się tragicznie. – W rzędzie przede mną siedziały dwie młode kobiety w zaawansowanej ciąży. Kiedy pomyślę, co by się stało, gdyby pod nimi zarwały się siedziska, robi mi się zimno.
32 przypadki na ponad 5 tys. siedzisk w ciągu trzech lat nie muszą oznaczać niebezpieczeństwa dla siedzących. 0,6% uszkodzeń można uznać za zdarzenia w granicach błędu. Oczywiście do czasu, aż zdarzy się tragiczny wypadek, który przecież nie jest wykluczony. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie, bo raczej trudno przewidywać, by możliwa była wymiana wszystkich siedzisk? Czy zamontowanie nowych dawałoby gwarancję, że nie dojdzie do wypadku. 100-procentowej pewności nikt nigdy nie będzie miał. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze