Wkrótce minie pół roku od początku wojny u naszych granic. I trochę nam ta wojna spowszedniała. Nie znam wyników żadnych badań „w tym temacie”, ale z potocznych obserwacji najbliższego otoczenia wnioskuję, że już tylko najwięksi pasjonaci śledzą na bieżąco doniesienia z frontu. Spowszedniały informacje o ostrzelaniu rakietami kolejnych obiektów cywilnych…
Ostatnio nieco ożywienia wniosło wystąpienie przywódcy naszych, byłych już chyba, bratanków do szabli i szklanki, w którym wyłożył swoją wizję wydarzeń na Ukrainie. W skrócie: wojna nie jest wynikiem parcia Rosji do kolejnych podbojów (w domyśle odbudowania imperium), ale postrzegania przez nią własnego bezpieczeństwa. A to zakłada rezygnację Ukrainy z dążenia do członkostwa w NATO i gwarancję sojuszu, że do takiego kroku nie dojdzie. Tymczasem sytuacja rozwijała się wyraźnie w kierunku faktycznego włączenia tego kraju do paktu. Czyli atak miał charakter prewencyjny...
Natomiast atak Rosjan na któregokolwiek członka NATO Orban wyklucza, bo zdają sobie oni sprawę z ogromnej przewagi militarnej sojuszu. I tu można się spierać. Jeżeli bowiem Rosja nie powstrzymała się przed atakiem na państwo znajdujące się na etapie „faktycznego włączania” do sojuszu, to twierdzenie, że nie posunie się o krok dalej, ma słabe podstawy. Z czego to wynika? Nie wiem, ale można przypuszczać, że wiara w zdecydowane działanie militarne sojuszu w wypadku agresji przeciwko „mniej ważnemu” członkowi jest u Rosjan mocno ograniczona. Na czym opierają swoje założenie? Może na fakcie, że owa przewaga militarna to przed wszystkim Ameryka i w pewnym stopniu Turcja i Wielka Brytania.
Zatem pytanie, jak zareaguje sojusz w przypadku zagrożenia jednego z członków sprowadza się do tych trzech krajów. I jest jedną wielką zagadką. Słynny artykuł piąty Traktatu Waszyngtońskiego jest pusty jak stodoła na przednówku. W razie problemów z rozumieniem archaicznych terminów „stodoła” i „przednówek” odsyłam do lektur szkolnych. „Chłopi”, „Nad Niemnem”, „Placówka”… Każde zachowanie członka paktu będzie zgodne z literą tego artykułu. O „duchu” wolę się nie wypowiadać…
I na koniec drobna refleksja. Wojna się kiedyś skończy. Nasi sąsiedzi otrzymują stałe dostawy sprzętu wojskowego. I nie tylko posowieckiego złomu, ale również nowoczesnego, amerykańskiego i nie tylko. Nie jest to leasing. Armia ukraińska będzie w tym momencie jedną z najlepiej wyposażonych w Europie, z zaprawionymi w boju i potrafiącymi się tym sprzętem posługiwać żołnierzami. Rodzi się pytanie, co się stanie z tym arsenałem po zakończeniu wojny? Ukraińcy zostaną z nim jak Himilsbach z angielskim? Jak będą z niego korzystać?
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze