Reklama

Z wędkarskiego notatnika

08/08/2018 09:44
Dzisiaj jadę sam, na wczesną popołudniówkę. Postanawiam jeszcze raz spróbować szczęścia powyżej Ząbrowa, w olchach, na prostce przed linią wysokiego napięcia. Kiedy wyjeżdżam z Kołobrzegu, od zachodu nadciągają ciemnogranatowe chmury, zaczyna kropić deszcz. Gdy docieram na miejsce pada już intensywnie. Nie wygląda to dobrze, mam wątpliwości, czy jest nadzieja aby w niedługim czasie deszcz nieco chociaż osłabł. Chwilę waham się – czekać na dalszy rozwój sytuacji, czy mimo wszystko szykować się do wędkowania? Ryzykuję. Wyciągam z bagażnika samochodu spodniobuty, nieprzemakalną ceratową kurtkę. Ubieram się. Składam spinning. Jeszcze zwlekam. Nieco zgorzkniały palę papierosa, mając nadzieję, że może jednak… O dziwo deszcz słabnie! Idę. Nim dochodzę do rzeki, deszcz niemal zupełnie przestaje padać.
Woda w Parsęcie znowu podniosła się przez noc. W olchach, na brzegu jest aż do kolan, miejscami nawet do połowy uda. Zaczynam od miejsca, w którym złowiłem swojego pierwszego tegorocznego letniego „srebrniaka”. W jednym z kolejnych poprowadzeń woblera, w pobliżu mojej burty brzegowej, wyczuwam dwa następujące po sobie trącenia. Ryba jednak nie zapina się. Jestem przekonany, że te trącenia woblera to efekt zainteresowania przynętą smolta troci. Mimo to, dla spokoju sumienia, wykonuję w tym miejscu jeszcze kilka rzutów. Nic jednak już się nie dzieje.
Po dwóch kwadransach, mniej więcej w połowie prostki w olchach, w czwartym, może piątym poprowadzeniu przynęty, mam w nurcie miękkie, zdecydowane branie! Zaraz po zacięciu ryba błyskawicznie podpływa pod powierzchnię wody.

Tekst i fot. Andrzej Konowrocki


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości