Tymczasem, kolejny zawód. Nie pokazała się. Mimo to nie tracę jeszcze wiary. Próbuję dalej. Początkowo, nadal tym samym woblerem. Później zmieniam go na inny i jeszcze inny. Potem liczę, że może na wahadełko… Jednak ostatnią szansą wydaje się być obrotówka. W końcu, w akcie desperacji, zawieszam na wędce ponownie czerwono-biały wobler. Troć jakby zapadła się pod ziemię, żadnej reakcji. Aż trudno mi w to uwierzyć, jeszcze trudniej pogodzić się z tym. Dawno już nie miałem takiej sytuacji, żeby podczas zmiany tylu przynęt ryba nie zdecydowała się którejś pochwycić. Niesamowite! Chyba musiała mnie zauważyć i stąd taka a nie inna reakcja na moje dalsze próby sprowokowania jej do brania. A szczęście wydawało się być już tak blisko… Wkrótce mam zdecydowane branie! Lecz tylko przez nikłą chwilę buzuje we mnie adrenalina. Bowiem niemal równocześnie z atakiem ryby na wobler dostrzegam w czystej wodzie sylwetkę miotającego się w nurcie rzeki szczupaka. Zaraz emocje znacznie opadają. Czuję wręcz rozgoryczenie! Nie po to tu przecież przyjechałem. Szczupak ma 57 cm. Na szczęście nie połknął głęboko przynęty, co pozwala mi zwrócić go rzece bez większych okaleczeń. Dalej mam przed sobą kolejny bardzo atrakcyjny trociowy fragment rzeki.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze