Reklama

Z BMW przełamujemy stereotypy

30/06/2015 11:21
Na tegoroczny zlot „BMW Przełamujemy stereotypy” dotarli goście z Włocławka, Torunia, Warszawy, zjawiła się nawet ekipa zza Poznania. Płock także miał swoją silną reprezentację. Dopisały również panie. Edyta Zielińska przyjechała kombi E 46. Trudno było pominąć jej auto na Starówce. W oczy od razu rzucały się pomarańczowe felgi. Znów obecna była też Aleksandra Polańczyk. Od zeszłego roku nie zmieniła auta. Nadal jeździ charakterystycznym – jeśli chodzi o kolor lakieru – liliowym sedanem E 36.
Auto zmienił za to Michał Repecki, organizator zlotu. Od kilku miesięcy jeździ BMW e 328. Samochód jest dopracowany pod każdym względem. Ciekawą rzeczą jest tu np. oryginalny spoiler nawiązujący do samochodów startujących na słynnych wyścigach organizowanych w latach 90. w Niemczech. Wtedy właśnie BMW wypuściło limitowaną wersję bardzo mocnego samochodu na wyścigowe tory, ale też homologowanego na ulice. – Ma też niskie zawieszenie typowe dla auta w nurcie auta german style. Poza tym jest to czysta seria, bez większych modyfikacji – zaznacza fan marki BMW z Płocka.
Najciekawsze zlotowe modele mogliśmy oglądać na Starówce. Nie zabrakło popularnego modelu E 36 czy E 30 z lat 80. Przy fontannie zaparkowały też nowe auta z serii 6. Każdy samochód był oddzielnie prezentowany przez konferansjera. Właściciele chętnie otwierali maski samochodów, można też było wsiąść do środka aut.
Młodzi zapatrzeni byli na modele młodsze, bardziej sportowe, w dużej mierze na kabriolety, a w szczególności na auta z mocnymi silnikami. Były i takie giganty na zlocie. Mowa o BMW z serii 6 z silnikiem 5 litrów v8. Praca takiego silnika przypomina bulgotanie typowych amerykańskich samochodów.
Wrażenie na młodzieży robiły też „beemki” z niskimi zawieszeniami. Mówi się o nich „szuracze”, bo rzeczywiście tymi autami często się szura, wystarczy mała nierówność, koleina i słychać szuranie wahaczem o podłoże. W drugiej części zlotu zorganizowanym w ośrodku w Bledzewie był nawet konkurs pt. „Szuram wahaczem nie dokładką”. – Niektórzy specjalnie doklejają spoilery do samochodu. Wygląda to dość komicznie. To jest tzw. wiejski tuning. Tak naprawdę auto ma być niskie na zawieszeniu, a nie być obłożone dookoła plastikiem – tłumaczą znawcy tematu.
Na zlocie nie zabrakło też oczywiście klasyków. Te z ponad dwudziestoletnim czy też trzydziestoletnim stażem na drodze też potrafią zachwycać i zatrzymać na dłużej przechodnia. Do tego okazuje się, że w naszym mieście nie brakuje prawdziwych perełek z emblematem BMW na masce. Mirosław Urbański może się poszczycić np. BMW serii 6, a konkretnie modelem 635 z silnikiem 3,5 litra z 1986 roku. Pod maską kryje się 6 cylindrów i 218 koni mocy. Ten model ze względu na charakterystyczny kształt maski nazywany jest rekinem. W całej historii tego modelu czyli od 1976 do 1992 roku – przy czym końcówka produkcji szła już tylko na Amerykę – wyszło tylko 68 tys. szt tego modelu. W porównaniu dla e 30, który wyszedł z linii produkcyjnej w milionie sztuk, to prawdziwa rzadkość. – Od dawna jestem miłośnikiem BMW. Mój poprzedni model to e 30 w kabriolecie. To było wymarzone auto, przynajmniej tak mi się wydawało. Dwa lata temu pojechaliśmy na zlot grupy BMW. Zobaczyłem tam błękitnego rekina i zakochałem się – wspomina pan Mirosław. Na zlocie nie tylko udało się mu się obejrzeć rekina z bliska, ale też przejechać się nim. – Wiedziałem, że muszę go mieć. Żona wtedy stwierdziła, że zapadłem na chorobę rekinią – wspomina płocczanin. Zaczęły się wielkie poszukiwania. Wymarzony egzemplarz znalazł pod Białymstokiem. Zdecydował się go sprzedać pasjonat starych samochodów. Rekina sprzedawał tylko dlatego, że potrzebne były mu fundusze na odbudowę starego modelu porsche.
Trzeba przyznać, że czerwony rekin na tle białego ratusza na Starówce prezentował się fantastycznie. Aż trudno było uwierzyć, że czegoś mu jeszcze do ideału brakuje. Obecny właściciel ma jednak w planach m.in. zmienić w całości skóry na fotelach, a także całą tapicerkę i dywaniki. – Stare uszczelki w drzwiach zaczynają pękać. Na szczęście są dostępne w Monachium. Ten model był na tyle ekskluzywny, że BMW zdecydowało się na trzymanie części w swoich magazynach – opowiada pan Mirosław. Uszczelki to jednak drobiazgi nie przeszkadzające w jeździe, oczywiście nie codziennej a tylko weekendowej. – Wyjeżdżam czasem na miasto z flagą klubu no i na zloty – tłumaczy płocczanin. Poleca zwłaszcza imprezy w Toruniu i doroczne otwarcie sezonu organizowane przez grupę BMW Warszawa. – 100-150 km bez problemu da się pojechać, ale odwiedzam też zlot w Tarnowie. To już większe odległości. Taki wyjazd też więcej kosztuje. 3,5 litrowy silnik i przy delikatnej jeździe na trasie potrafi spalić 10 litrów paliwa – zaznacza pan Mirosław, dlatego na co dzień jeździ nowszym BMW, a do tego na paliwo szatana czyli w dieslu.
Zlot „BMW – Przełamujemy stereotypy” to na pewno cenna inicjatywa i okazja do podzielenia się swoją pasją. Impreza organizowana był po raz trzeci przez BMW District Płock. Gospodarzem wydarzenia było Miasto Płock. – Mamy nadzieję, że z roku na rok nasza impreza będzie się rozwijać, że będzie więcej samochodów i więcej klubów uczestniczących w prezentacji – tłumaczą organizatorzy.
Przyjezdni goście chętnie zwiedzali miasto, starówkę i… molo. W końcu to jedyne molo na Wisłę w całym kraju. Zlot „BMW Przełamujemy stereotypy” też jest jedyny w swoim rodzaju. Nie tylko promuje popularną samochodową markę, ale też pokazuje Płock jako miasto otwarte na motoryzacyjne atrakcje.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości