Na nieznanym mi łowisku sonduję ukształtowanie dna i miejsca występowania zaczepów zastępując przynętę zwykłym ołowianym ciężarkiem. Niezbędną do skutecznego łowienia precyzję zapewnia mi malowany wodoodpornym flamastrem pamiętnik. Pokolorowane fragmenty żyłki oznaczają na- i zaprądowe strony zatopionych krzaków, rumowisk, a nawet pojedynczych dużych kamieni. Kontrolowane puszczanie przynęty z nurtem wody rozpoczynam od znajdującego się tuż pod szczytem główki wymytego przez wodę dołka. Przemieszczający się w trochę wolniejszym od prądu tempie twister nieprzerwanie kusi drapieżniki. Tylko w chwilach napadów obżarstwa wyskakują one do przynęt przepływających w znacznym oddaleniu, natomiast nigdy nie przepuszczą spływającym tuż nad ich stanowiskiem. Dlatego bardzo ważne jest takie dobranie ciężaru główki, żeby przy zatrzymaniu spławika twister unosił się najwyżej metr nad dnem.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze