W Kołobrzegu jestem wczesnym popołudniem. Dzisiaj już nie połowię. Całe popołudnie zajmuje mi znalezienie kwatery i zagospodarowanie się w niej. Wieczór poświęcam natomiast na przeglądanie sprzętu, wyselekcjonowanie do podręcznych pudełek przynęt, na które jutro i w pozostałe dni będę łowił, oraz zaplanowanie rozkładówki jutrzejszej wyprawy nad rzekę. Wieczorem i całą noc mocno wieje! Pada przelotny deszcz. Jestem więc dobrej myśli, co do czekających mnie nad wodą najbliższych dni. Zaraz po przebudzeniu, kiedy na nogi stawia mnie mocna, aromatyczna, gorąca herbata z cytryną, uświadamiam sobie, że nadchodzi jesień. Ależ ten czas leci… W pamięci jeszcze świeże, wyraziste obrazy z zimowych i wiosennych trociowych eskapad, tymczasem… Wszystko – szczególnie teraz, kiedy człowiek dobija pięćdziesiątki – tak zaskakująco szybko przemija. Tak trudno się z tym pogodzić, tak żal każdego dnia! Boże, jak to szybko przeleciało… Wprawdzie zupełnie nie czuję się na te lata, ale jednak trochę mnie to przeraża! Przy śniadaniu z niemałym trudem zachowuję spokój, starając się panować nad emocjami i coraz bardziej narastającym podnieceniem oraz wzmagającą się z każdą chwilą łowiecką namiętnością, bowiem już trzecią dobę tęgo wieje! Po niebie ciągną ciemnogranatowe deszczowe chmury. Przelotnie pada deszcz, to znów na krótko wygląda słońce. Słowem, aura wymarzona na połów łososia! I kiedy w niespełna godzinę później idę biegnącą skrajem lasu polną drogą ku rzece, rozpiera mnie ogromna radość. Wreszcie czuję, że żyję! W kwadrans później jestem już pod urokiem rzeki. Z fascynacją i niebywałą przyjemnością przypatruję się jej nurtowi, obrzeżom i otaczającej ją dolinie. Jestem taki szczęśliwy, że znowu tu jestem, że nic się nie zmieniło, że wszystko jest jak dawniej. I już wiem, że od tej chwili nic – poza rzeką, wędką i łososiami – nie będzie miało najmniejszego znaczenia! Woda w rzece czysta i wyjątkowo niska. Nie zraża mnie to jednak specjalnie, chociaż zdaję sobie sprawę, że w tych warunkach niełatwo będzie pobudzić do brania pasywną, zasiedziałą w rzece od dłuższego już czasu troć wędrowną czy łososia. Nie przejmuję się też wędkującą już pewnie od wczesnego ranka obsadą trzech aut stojących na pobliskiej polanie, bo wiem, że pierwszeństwo nad wodą nie zawsze idzie w parze ze złowieniem ryby. Mimo niskiego stanu wody w rzece, zawieszam na wędce stosunkowo dużą i ciężką błystkę obrotową, żeby podczas penetracji wielu atrakcyjnych fragmentów Parsęty z szybkim nurtem błystka nie była zbyt mocno wynoszona ku powierzchni wody.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze