Reklama

Wojna dla rozwoju (zrównoważonego)

27/11/2022 08:00

Wojna jest czymś strasznym. Możni tego świata używają jej do załatwiania swoich interesów. Oficjalnie w podręcznikach historii czytamy, że wojny prowadzą państwa czy narody, ale to nieprawda, prowadzą je przywódcy państw, dawniej królowie, teraz prezydenci, premierzy, pierwsi lub generalni sekretarze. Ich interesy nie pokrywają się z interesami zwykłych obywateli, którzy pragną żyć spokojnie, pracować i cieszyć się owocami swej pracy – im wojny nie są potrzebne. Jednak, jak wiadomo, na wojnach najgęściej giną właśnie oni (spełniając patriotyczny obowiązek oddania życia za interesy tłustych oligarchów), im kopie się groby, ustawia przy nich narodowe flagi, ich rodzinom wręcza się gratulacyjne dyplomy, czasem pośmiertne medale. Ten capstrzyk na razie rozgrywa się u sąsiada, ale są siły, widać to, które chcą go przenieść na nasze terytorium. Oczywiście na wojnie rakiety latają we wszystkie strony, czasem nawet w stronę przyjaciół, sojuszników, dlatego nie można mieć pretensji i tym razem, że rakieta, która miał polecieć na wschód, poleciała na zachód i od razu wydała dwa odgłosy wybuchu. To się zdarza i nie ma w tym nic dziwnego. Prezydenci ościennych państw i szefowie organizacji międzynarodowych mogli przetestować mowy kondolencyjne i „wyrazy solidarności”, bohater narodu mógł się popisać swoją ostrzegawczą retoryką, wielki pakt, który będzie walczył o każdy centymetr swojego terytorium, sprawdził swoje procedury. A nam pozostaje czekać i rozglądać się, co wielcy szykują dla nas, kiedy wyczerpie się potencjał sąsiada.
Gdybyśmy jeszcze mieli władze, które troszczą się o nas, a nie o interesy wielkich i tłustych, moglibyśmy jako tako czuć się bezpiecznie, ale ponieważ nie mamy takich władz, dlatego z trwogą możemy tylko czekać, kiedy przyjdzie nam odegrać rolę, jak to nazywają politolodzy, zderzaka strategicznego nr 2 w tej awangardowej proxy war, która już odbywa się z użyciem naszych czołgów i samolotów. Jeżeli w tej sytuacji ktoś jeszcze się dziwi, że rakiety spadają i na nasze terytorium (na razie tylko przypadkowo), to znaczy, że nie wyzbył się tej słodkiej naiwności płynącej z bezgranicznej wiary w propagandę sączoną dzień za dniem przez rządowe i opozycyjne media. Ta ich obecna zadziwiająca zgodność w kwestii wojny (jak w czasie pandemii i szczepień) nie wróży niczego dobrego. Nie jesteśmy podmiotem we własnym kraju, jesteśmy tylko przedmiotem bezdusznej, oczywiście demokratycznej, zgodnej z prawem, manipulacji. Ale skoro wojna też jest potrzebna, żeby zaprowadzić zrównoważony rozwój, to i co możemy zrobić?
Tym bardziej, że zrównoważony rozwój popiera także nasz najwyższy pasterz, który aby dać temu szczery wyraz, otacza się dla równowagi coraz chętniej aborcjonistkami, zwolennikami mnogości płci i legalizacji zachowań nazywanych do niedawna kulturalnie dewiacjami. W ten sposób wiodąca na świecie do niedawna cywilizacja pogłębia swój wielki kryzys. Eksport demokracji aż po krańce świata z jej „standardami” i „wartościami”, które dla dużej części mieszkańców planety są obrzydliwościami, po prostu się nie powiódł. Traci na tym także dolar, stąd dla jego wzmocnienia potrzebna jest wojna, ale żeby osiągnąć zamierzony efekt teatr działań wojennych wydaje się już za mały, stąd nie zdziwmy się, jeśli podobne, przypadkowe oczywiście, incydenty z rakietami będą się odtąd powtarzać coraz częściej aż do nich całkiem zwyczajnie przywykniemy. Wojnę dla tak wielkich celów zrozumiemy i usprawiedliwimy chętnie. A czy mamy inne wyjście?

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości