Felieton Wiesław Kopeć. Tygodnik Płocki
Po Internecie krążą zapisy video z rozprawy sądowej, w której oskarżonym jest poseł Grzegorz Braun. Zdarzyło mi się ostatnio kawałek takiej rozprawy obejrzeć. Trzeba przyznać, że jest to bardzo zabawny, wysoce komediowy spektakl – zarówno pod względem treści, jak i formy. Co prawda sędzia i prokurator dwoją się i troją, upominając publiczność i samego oskarżonego za ekscentryczne zachowanie, aby ratować „powagę sądu”, ale jak tu się nie śmiać, kiedy treść oskarżenia i zachowania urzędników sądowych wyglądają na bardzo zabawne. A są zabawne, ponieważ z najwyższą powagą usiłuje się tu mówić o sprawach niepoważnych. W literaturze taki zabieg artystyczny nazywa się parodią. Czyżbyśmy i tu mieli parodię sądownictwa? Wiadomo, że sędzia i prokurator reprezentują majestat Rzeczpospolitej, dlatego w sposób poważny muszą rozstrzygać poważne sprawy, a przy tym zachowywać się w poważny sposób. To są zawody, od których wymaga się najwyższych kompetencji, także językowych. Z tymi ostatnimi jest kiepsko. Można postawić tezę, że nasi prawnicy są po prostu kiepsko wykształceni pod względem językowym. Mówią językiem niechlujnym, potocznym, popełniają błędy językowe. Kompromitują w ten sposób „powagę sądu” i „majestat Rzeczpospolitej”. Nagminnie paplają formułki w rodzaju „te prawo”, „te postępowanie”, „te zdarzenie”, „te postanowienie”. Wydawało się, że to jest język potoczny nizin społecznych, a tu się okazuje, że to oficjalny język polskich sądów.
Szczególnie sędziowie nie powinni się tak błaźnić. Nie powinni poprzez swoją ignorancję językową podkopywać „powagi sądu”, której pan sędzia i pan prokurator takim pociesznym językiem co chwilę domagają się od rozbawionej publiczności, nakazując jej „śmiać się w duchu i po cichu”. Świadkowie składają przyrzeczenia, że w tej strasznie niepoważnej „sprawie” będą zeznawać tylko „szczerą prawdę”, jakby mogła istnieć „prawda nieszczera” (tu oczywiście nie popisał się nasz wykształcony ustawodawca w liczbie 460 posłów, 100 senatorów i – na końcu tego łańcucha ignorantów językowych – Prezydenta). Dlatego co chwilę publiczność wybucha śmiechem, jakby to była jakaś komedia, do tego farsowa, a nie poważna rozprawa przed sądem reprezentującym Rzeczpospolitą. No ale takie są skutki systemowych zaniedbań w edukacji, na temat której pewna miła Pani twierdzi, że jest przez państwo polskie traktowana absolutnie priorytetowo. Wypowiadanie takich absurdalnych sądów także obniża powagę władzy, tym razem ustawodawczej. Ale czy komuś zależy na tym, aby w tym śmiesznym kraju cokolwiek było poważne?
Jeśli z kolei chodzi o meritum sprawy, to tu farsowość osiąga szczyty Himalajów (Tatry są na to za niskie). Poseł Braun jest między innymi oskarżany o zniszczenie choinki bożonarodzeniowej „stowarzyszeń sędziowskich” ustawionej przed siedzibą Sądu Okręgowego w Krakowie. Ciekawe, ale niezawiśli sędziowie zawiesili na bożonarodzeniowej choince takie religijne hasła jak „Iustitia”, „Themis”, „Konstytucja” i najbardziej religijne: „LGBT”. Czy taka choinka nie narusza „powagi sądu”? Mnie się chce z niej śmiać i to głośno, a nie „w duchu i po cichu”. Więcej nawet, taka choinka obraża „uczucia religijne” moje i, podejrzewam, milionów innych osób, co w tym kraju jest chyba karalne. Tymczasem to Grzegorz Braun zostanie za niedługo skazany za ratowanie „powagi polskich sądów”, a sędziowie podkopujący tę powagę zostaną nagrodzeni wysoką pensją, którą zapewnił im w Konstytucji niedouczony ustawodawca. Taką my tu mamy farsową sprawiedliwość w tej naszej pięknej i dumnej Rzeczpospolitej. Grzegorz Braun zostanie również ukarany za zgaszenie świec chanukowych, symbolu religijnego obcego naszej kulturze, odkąd judaizm prawdziwy przemianował się w chrześcijaństwo, o czym chyba nie wie kardynał Ryś, któremu nadal się wydaje, co wyznał ostatnio u red. Rymanowskiego, że czekanie na Mesjasza przez współczesnych Żydów należy traktować z najwyższą powagą, równą co najmniej tej, jakiej domagają się dla polskich sądów nasi sędziowie, mimo że nie potrafią mówić poprawnie po polsku. Powaga ta domaga się nawet, aby w polskim sejmie co roku, akurat w okolicy naszego Bożego Narodzenia, pewna żydowska grupa zapalała chanukowe świece. Ich zgaszenie to według kardynała Rysia grzech śmiertelny, a według naszego prawa poważne przestępstwo, tak poważne, że publiczność na sali rozpraw co chwilę wybucha śmiechem, a sędzia przywołuje ją do porządku językiem pełnym błędów. I kto tu najbardziej podkopuje powagę sądu i państwa, a nawet religii?
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze