Reklama

Właściwy człowiek na właściwym miejscu

04/11/2009 08:06

Rozmowę w Tygodnikiem Płockim nowy wiceprezes Wisły Płock ds. sportowych Bogdan Zajączkowski rozpoczął od stwierdzenia: – Nie jestem przyzwyczajony do biurka. Swoje urzędowanie musiał rozpocząć od dokładnego przeanalizowania tego, co dzieje się w klubowych zespołach seniorów. A nie dzieje się dobrze. Zespół piłki nożnej zajmuje miejsce w strefie spadkowej, a piłkarze ręczni nie tylko odpadli z europejskich pucharów, także przegrali mecz ligowy. Nie tak miał wyglądać ten sezon w ich wykonaniu.

Bogdan Zajączkowski jest przede wszystkim związany z piłką ręczną, ale jak twierdzi, drugiej klubowej dyscyplinie będzie teraz poświęcał nie mniej czasu. Przypomnijmy, że jako trener zespołu seniorów odniósł z Wisłą największe sukcesy. I drużynę objął w sezonie 1992//93. Do 2000 roku, kiedy to przestał być szkoleniowcem Nafciarzy, wywalczył z zawodnikami pierwszy w historii Płocka tytuł Mistrza Polski, zdobył także cztery srebrne i dwa brązowe medale oraz pięć Pucharów Polski. W tym czasie dwa razy Wisła awansowała do ćwierćfinałów europejskich pucharów, w sezonie 1993/94 i 1996/97.
W 2000 roku został trenerem kadry narodowej i to w tym czasie reprezentacja Polski wywalczyła wreszcie awans do finałów Mistrzostw Europy. Wielu dziś grających w kadrze narodowej piłkarzy, właśnie wtedy wyjechało do bardzo dobrych drużyn zachodnich, by tam podnosić swoje umiejętności, co miało ogromny wpływ na obecne wyniki narodowej drużyny.
W drugim swoim podejściu do Wisły, trener Zajączkowski wraz z zespołem zdobył srebrny medal w 2007 roku i złoty w 2008, awansował również do Ligi Mistrzów, a prowadzony przez niego zespół dwukrotnie zdobył Puchar Polski. Od 27 października znów pracuje w Wiśle Płock, tym razem na stanowisku wiceprezesa ds. sportowych.
Pierwsze dni pracy, to przede wszystkim rozmowy z osobami, które bezpośrednio zajmują się pierwszymi zespołami. – Jak jest przedstawiciel piłki ręcznej w zarządzie, to jest to korzystne dla sekcji, ale ja nie zamierzam zajmować się tylko tą jedną dyscypliną – tłumaczył. – Przede wszystkim mam teraz większe pole do popisu, ale i znacznie większą odpowiedzialność. Jest bardzo wiele takich obszarów, którymi trzeba zająć się natychmiast i muszę tu zaznaczyć, że na razie nie zamierzam rozmawiać o jakichkolwiek zmianach kadrowych, są znacznie ważniejsze sprawy.
Te ważniejsze sprawy to przede wszystkim brak lekarza i odnowy biologicznej dla zawodników. – Nie wiem, kto do tego dopuścił, ale w zawodowym świecie sportowym to nie do pomyślenia, by kupować za duże pieniądze graczy, a potem nie dbać o nich należycie – mówił. – To jest nielogiczne – przecież zawodnicy to majątek klubu.
Podobnych problemów i pytań jest mnóstwo. Być może ktoś przez miesiące wpadł w rutynę, a tu potrzebne jest inne spojrzenie. Przecież przed Wisłą jest bardzo ważny, choć nie najważniejszy w tym sezonie mecz, tymczasem sytuacja kadrowa nie jest najlepsza, są problemy z dyspozycyjnością zawodników. – Nie może być tak, że zawodnik kontuzjowany wchodzi do gry – tłumaczy. – Trzeba racjonalnie dysponować siłami piłkarzy, już dziś postawić sobie cele, czy ważny jest najbliższy mecz z VIVE i zwycięstwo za cenę zdrowia zawodników, czy racjonalne dysponowanie ich siłami. W wielu przypadkach nawet nie znamy efektów leczenia piłkarzy. Ja nie twierdzę, że wszyscy muszą leczyć się w Płocku. Samdahlowi to odpowiada, a Kuzelevovi nie. I dlatego mam nadzieję, że wypracujemy taki model, że współpraca będzie ścisła. To jedno z najważniejszych zadań, jakie stawiam teraz przed sobą. Nie jest wykluczone, że ten problem dotyczy obu sekcji.
Co do zdrowia zawodników i leczenia ich kontuzji, to w Wiśle jest z tym różnie. Trudno usprawiedliwić postępowanie klubu z jednym z rozgrywających, który grał końcówkę poprzedniego sezonu z kontuzją, a potem czekał od maja do lipca, by poddać się operacji. W rezultacie dopiero w październiku wrócił na boisku.
Trudno ocenić pozytywnie występy Larsa Madsena, ale z drugiej strony zawodnik jest kontuzjowany i przede wszystkim powinien wyleczyć swoje dolegliwości, by potem w pełnej krasie swoich możliwości wrócić na boisko. Nie jest też dobrym rozwiązaniem, kiedy jeden z bramkarzy gra z pękniętą kością dłoni, a drugi narzeka na uraz, z powodu którego zostaje natychmiast odesłany ze zgrupowania kadry.
Takich przykładów można podać dużo. Do tego dochodzi brak wiedzy o postępie leczenia, choćby Kuzeleva, który wyjechał z Płocka do swoich lekarzy i tak na dobrą sprawę trudno przewidzieć, kiedy i w jakim stanie wróci. – Mamy XXI wiek, a tak naprawdę nie ze wszystkim jesteśmy w stanie nadążyć za światem – zakończył dyskusję na ten temat wiceprezes Zajączkowski.
B. Zajączkowski ma podpisany kontrakt do 30 czerwca 2012 roku, ale jak sam stwierdził, każdy można wcześniej rozwiązać. Po raz pierwszy w życiu, choć nawiązuje współpracę z klubem po raz trzeci, nie ma postawionych konkretnych celów. – Ale oczywiście utożsamiam się z tym zadaniami, które zostały postawione przed trenerami. W końcu to jedziemy na tym samym wózku, nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej.  
Jola Marciniak

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości