Choć wydaje się niemożliwe, by przez tyle lat sprawować jedną funkcję, panu Władysławowi Ambroziakowi się to udaje. Od niespełna sześciu dekad (dokładnie od 1964 r.) jest sołtysem sołectwa Kaźmierków-Mellerów. Zmieniały się czasy, ustrój, życie i praca na wsi. Nie zmieniło się jedno – zaangażowanie pana Władysława w sprawy lokalnej społeczności, a także zaufanie, jakim sołtys cieszy się wśród mieszkańców.
59 lat pełnienia funkcji sołtysa to piękny staż, a przy okazji długa historia na tle przemian, jakie dokonywały się w Polsce na przestrzeni lat. A jak zaczęła się trwająca od wielu lat praca pana Władysława na rzecz sołectwa? – Poprzedni sołtys zrezygnował ze względu na stan zdrowia. Była to starsza osoba, która cieszyła się zaufaniem, a ja byłem młodzikiem – miałem 22 lata. Był jeszcze inny kandydat, ale to ja wtedy wygrałem – wspomina sołtys Władysław Ambroziak. I dodaje:
– Mimo młodego wieku miałem już pewne doświadczenie. W 1958 r. założyliśmy kółko rolnicze, pierwsze w powiecie gostynińskim. Byłem skarbnikiem w tym kółku, zbierałem pieniądze, rozliczałem się z nich, rozmawiałem z ludźmi. Zdobyłem dzięki temu zaufanie. Ludzie wiedzieli, że powierzone mi środki nie przepadną.
– Założyliśmy kółko rolnicze, ponieważ chodziło nam o to, by zmechanizować pracę na roli. Część ludzi w to nie wierzyła, byli tacy, którzy mówili, że zostanie tu założony kołchoz, a przecież nie o to chodziło. W końcu przejrzeli na oczy i zaczęli korzystać z tych maszyn. Szczególnie to zatrzymało w tamtym czasie młodych ludzi, którzy nie odchodzili, ponieważ widzieli jakąś przyszłość w rolnictwie – wspomina sołtys Władysław Ambroziak.

Sołectwo tworzą dwie miejscowości – Kaźmierków i Mellerów. Pracy zawsze było tu dużo, choć wraz z przemianami w kraju pewne obowiązki sołtysa zmieniały swój charakter bądź ustępowały innym.
– Gdy zaczynałem pełnić swoją funkcję, istniały jeszcze gromadzkie rady narodowe. Sołtys gromadzkiej rady narodowej miał na głowie naprawdę wiele. Podatek, obowiązkowa składka ubezpieczeniowa, fundusz gromadzki w gotówce, roboty w naturze, obowiązkowe dostawy zboża czy ziemniaków, fundusz budowy szkół, obrona cywilna – to wszystko spoczywało na sołtysie. Trzeba to było zorganizować we wsi, a nie były to proste sprawy, różne bywały sytuacje w rodzinach. Trzeba było być wyrozumiałym i mieć zaufanie do ludzi. Potem, kiedy minęły lata gierkowskie, pewne obowiązki odpadły, ale za to pojawiła się wszechobecna kontraktacja – i to też robił sołtys. A później były kartki, które też przechodziły przez ręce sołtysa – opowiada pan Władysław.
Dziś sołectwo wygląda zupełnie inaczej. Zauważalny jest odpływ młodych ludzi, zmniejszyła się liczba gospodarstw. Życie na wsi i praca na roli także się zmieniły. Ale nie zmieniło się to, że mieszkańcy wsi Kaźmierków i Mellerów w dalszym ciągu mogą liczyć na swojego sołtysa, do którego zwracają się z różnymi problemami. A ten nigdy nie odmawia im pomocy. Należy też podkreślić, że współpraca sołtysa z mieszkańcami zawsze się układała i nadal tak jest. Wspólnymi siłami udało się m.in. zapobiec zamknięciu punktu lekarskiego w Trębkach.

Warto wspomnieć, że sołectwo Kaźmierków-Mellerów jest jednym z beneficjentów Mazowieckiego Instrumentu Aktywizacji Sołectw, a pieniądze pozyskane z Sejmiku Województwa Mazowieckiego pomogły w budowie siłowni plenerowej. – Gdy podobne obiekty zaczęły powstawać w innych miejscowościach, rozpocząłem starania o to, żeby i u nas coś takiego zbudować. Oczywiście gmina nie ma aż tak dużych środków, ale udało się pozyskać dofinansowanie z Urzędu Marszałkowskiego, a gmina do tego dołożyła. Obiekt ma wzięcie. W okresie zimowym może mniejsze, ale teraz, na wiosnę, zainteresowanie jest duże. Okoliczni mieszkańcy, którzy tamtędy przejeżdżają, często się zatrzymują i korzystają z tej siłowni. Była nam potrzebna, ponieważ jest to dla nas taka namiastka rekreacji – tłumaczy pan Władysław.
Na koniec spytaliśmy, co sołtys robi w wolnym czasie. – Całe swoje życie, kiedy zajmowałem się gospodarstwem, nie miałem takiej możliwości, żeby gdzieś wyjechać, oderwać się od obowiązków. Teraz z żoną jeździmy do sanatorium, kiedy tylko dostajemy na taki wyjazd przydział. Wcześniej było to nieosiągalne, a teraz z tego korzystamy – zdradza Władysław Ambroziak.
(kw)
* Materiał przygotowany we współpracy z Urzędem Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego w Warszawie
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
zawsze z władzą i klerem
zawsze z władzą i klerem