Znane porzekadło ludowe głosi, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Znane na wszystkich kontynentach, choć w różnych postaciach. Na przykład w Afryce mówi się, że jeśli ktoś Kalemu ukraść krowę to źle, a jeśli Kali komuś ukraść krowę, to dobrze! Jeśli zastosujemy je do krajowej polityki, to przybierze postać stwierdzenia, że jak nasz człowiek mieć coś za uszami w minionym ustroju to dobrze, a jeśli wasz, to… Ostatnio media serwują nam nie kończący się serial o pośle partii rządzącej, peerelowskim prokuratorze, a dziś „twarzy” w konfrontacji z Trybunałem Konstytucyjnym. Sprawa jest, jak się mówi w żargonie prawniczym, rozwojowa. Na początku były tylko luźne wypowiedzi z trybuny sejmowej, teraz pojawiły się „kwity” i „świadkowie”. Upubliczniono mianowicie akt oskarżenia działacza opozycji podpisany przez naszego „bohatera”. A na dodatek wypowiedź owego opozycjonisty, że dotarł do akt IPN potwierdzających niechlubną rolę wspomnianego w tej sprawie.
I co? I nic! Pan poseł idzie w zaparte. Ba, twierdzi, że on wielu opozycjonistom pomógł, a niektórzy wręcz zawdzięczają mu wolność! I ma rację! To słuszna, sprawdzona strategia. A stoi za nią nie byle jaki autorytet. Wszak wszyscy znamy przypadek ważnej postaci naszego życia publicznego, wobec której padały równie nikczemne oskarżenia. I której również wyciągano kwity z jego podpisem (w tym zobowiązanie do współpracy) i powoływano się na świadków. Czym się zatem różnią te przypadki? Ano tym, że to był „nasz współpracuś”. I co z tego, zapytałby zapewne naiwny czytelnik? Takich oczywiście nasz Tygodnik nie ma, toteż mógłbym sobie darować odpowiedź, ale zostało mi trochę miejsca, zatem na wypadek, gdyby tekst ten wpadł w ręce osoby niedostatecznie wyrobionej politycznie… Otóż to, że w przypadku „naszego” te kwity to rzecz jasna ubeckie fałszywki, nie warte nawet lichego papieru, którego użyto do ich nieudolnego spreparowania. A podważanie wyjaśnień naszego „dobra narodowego”, choćby w kwestii pieniędzy niewiadomego rzekomo pochodzenia, regularnie zasilających budżet domowy jego rodziny, pusty śmiech tylko budzić musi. Bo co? Że niemożliwe są regularne sukcesy w grach liczbowych? Owszem, prawdopodobieństwo nie jest wygórowane, ale to tylko teoria!
I na koniec drobna uwaga. „Pijar” obecnej władzy tak naprawdę nie istnieje. Gorzej, nikt w tym obozie chyba nigdy o takim zjawisku nie słyszał. Tylko tak można wytłumaczyć uczynienie naszego bohatera „twarzą” konfliktu z Trybunałem. Mowa o twarzy sensu stricto…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze