Reklama

Widziane ze skarpy

15/12/2016 07:56

Znane porzekadło ludowe głosi, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Znane na wszystkich kontynentach, choć w różnych postaciach. Na przykład w Afryce mówi się, że jeśli ktoś Kalemu ukraść krowę to źle, a jeśli Kali komuś ukraść krowę, to dobrze! Jeśli zastosujemy je do krajowej polityki, to przybierze postać stwierdzenia, że jak nasz człowiek mieć coś za uszami w minionym ustroju to dobrze, a jeśli wasz, to… Ostatnio media serwują nam nie kończący się serial o pośle partii rządzącej, peerelowskim prokuratorze, a dziś „twarzy” w konfrontacji z Trybunałem Konstytucyjnym. Sprawa jest, jak się mówi w żargonie prawniczym, rozwojowa. Na początku były tylko luźne wypowiedzi z trybuny sejmowej, teraz pojawiły się „kwity” i „świadkowie”. Upubliczniono mianowicie akt oskarżenia działacza opozycji podpisany przez naszego „bohatera”. A na dodatek wypowiedź owego opozycjonisty, że dotarł do akt IPN potwierdzających niechlubną rolę wspomnianego w tej sprawie.
I co? I nic! Pan poseł idzie w zaparte. Ba, twierdzi, że on wielu opozycjonistom pomógł, a niektórzy wręcz zawdzięczają mu wolność! I ma rację! To słuszna, sprawdzona strategia. A stoi za nią nie byle jaki autorytet. Wszak wszyscy znamy przypadek ważnej postaci naszego życia publicznego, wobec której padały równie nikczemne oskarżenia. I której również wyciągano kwity z jego podpisem (w tym zobowiązanie do współpracy) i powoływano się na świadków. Czym się zatem różnią te przypadki? Ano tym, że to był „nasz współpracuś”. I co z tego, zapytałby zapewne naiwny czytelnik? Takich oczywiście nasz Tygodnik nie ma, toteż mógłbym sobie darować odpowiedź, ale zostało mi trochę miejsca, zatem na wypadek, gdyby tekst ten wpadł w ręce osoby niedostatecznie wyrobionej politycznie… Otóż to, że w przypadku „naszego” te kwity to rzecz jasna ubeckie fałszywki, nie warte nawet lichego papieru, którego użyto do ich nieudolnego spreparowania. A podważanie wyjaśnień naszego „dobra narodowego”, choćby w kwestii pieniędzy niewiadomego rzekomo pochodzenia, regularnie zasilających budżet domowy jego rodziny, pusty śmiech tylko budzić musi. Bo co? Że niemożliwe są regularne sukcesy w grach liczbowych? Owszem, prawdopodobieństwo nie jest wygórowane, ale to tylko teoria!
I na koniec drobna uwaga. „Pijar” obecnej władzy tak naprawdę nie istnieje. Gorzej, nikt w tym obozie chyba nigdy o takim zjawisku nie słyszał. Tylko tak można wytłumaczyć uczynienie naszego bohatera „twarzą” konfliktu z Trybunałem. Mowa o twarzy sensu stricto…

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości