Kierowca mógł zasłabnąć To był trudny poranek dla mieszkańców bloku przy al. Armii Krajowej. We wtorek, 18 czerwca, około godziny 6.35 tych, którzy jeszcze spali, obudził huk. W jeden z balkonów budynku wbił się autobus Komunikacji Miejskiej. W wypadku rannych zostało dziesięć osób. Sześć z nich, w tym kierowcę autobusu, do szpitala zabrały karetki pogotowia. Pozostałe cztery zgłosiły się same. Część osób mogła wrócić do domów po badaniach i opatrzeniu obrażeń. Jednak cztery musiały pozostać w szpitalu. Mają między innymi urazy kręgosłupów i nóg. Nie ucierpiał nikt z mieszkańców bloku. O wyjątkowym szczęściu mogą mówić lokatorzy mieszkania, w balkon którego uderzył rozpędzony autobus. Rano, jeśli tylko pozwalała na to pogoda, przed wyjściem do pracy pili na balkonie kawę. Tego dnia wychodzili później i tylko dlatego w chwili wypadku nie było ich na balkonie. Tyle szczęścia nie mieli pasażerowie autobusu linii nr 19, który jechał w kierunku Winiar. Z niewyjaśnionych dotychczas przyczyn 34-letni kierowca stracił panowanie nad pojazdem, przejechał przez chodnik, plac zabaw, łamiąc pod drodze małe drzewa i krzaki. Pojazd zatrzymał się dopiero po uderzeniu w blok. – Wszyscy pasażerowie wyszli z pojazdu o własnych siłach, kierowcę musieliśmy wydostać przy użyciu narzędzi hydraulicznych – mówi rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej mł. bryg. Jacek Starczewski. Już w szpitalu okazało się, że obrażenia czterech z dziesięciu rannych osób są poważne. Musiały pozostać w szpitalu. Jeden z mężczyzn ma uraz kręgosłupa, a jedna z kobiet złamaną nogę. Wciąż nie wiadomo, dlaczego doszło do wypadku. – Z relacji jednego ze świadków wynika, że gdy autobus zjeżdżał z jezdni w kierunku bloku, kierowca miał opuszczoną głowę. Może to świadczyć o tym, że zasłabł – informuje rzecznik prasowy płockiej policji st. asp. Krzysztof Piasek.
Przyczyna wciąż nieznana
Dzień po wypadku konferencję prasową zorganizowało kierownictwo płockiej Komunikacji Miejskiej. – Bezpieczeństwo pasażerów jest dla nas najważniejsze. Jest nam przykro, że kilka osób zostało rannych. Zdajemy sobie sprawę, że musimy ponieść konsekwencje związane z wypłatą odszkodowań. Staramy się, żeby do takich zdarzeń nie dochodziło. Niestety nie wszystko można przewidzieć. To był nieszczęśliwy wypadek, którego w żaden sposób nie można łączyć z komentarzami o zaniedbywaniu bezpieczeństwa, które pojawiły się w ogólnopolskich mediach – mówi prezes Komunikacji Miejskiej Janusz Majchrzak. Kierowca, który prowadził feralną „dziewiętnastkę”, ma 34 lata, a w płockiej spółce transportowej pracuje od dziesięciu lat. – To najlepszy okres jeśli chodzi o wiek i doświadczenie – tłumaczy Sławomir Pakulski kierujący działem przewozów. W ubiegłym roku kierowca przeszedł wymagane przepisami badania lekarskie i psychologiczne. Są one ważne do czerwca 2017 roku. W tym roku odbył także szkolenie BHP. Na przełomie stycznia i lutego tego roku był na czternastodniowym urlopie. Przed wypadkiem miał 15-godzinny okres odpoczynku, a w niedzielę, 16 czerwca, dzień wolny. W tym roku nie był na żadnym zwolnieniu lekarskim. – Różne zewnętrzne instytucje badają przyczyny tego wypadku: policja, prokuratura, państwowa inspekcja pracy. Także my powołaliśmy wewnętrzną komisję. Autobus był sprawny. To na razie wstępna ocena, ale możemy wykluczyć przyczyny techniczne. Najbardziej prawdopodobna wydaje się wersja o zasłabnięciu kierowcy. Świadczą o tym między innymi relacje świadków. Gdy autobus zjechał z jezdni, kierowca w żaden sposób nie próbował zmienić toru jego jazdy czy zahamować. Odwiedziliśmy go w szpitalu, był przytomny. To wszystko, co wolno nam powiedzieć o stanie jego zdrowia – mówi Janusz Majchrzak. Wiadomo, że po wypadku od kierowcy pobrano krew w celu ustalenia stanu trzeźwości. To rutynowe działanie w takich przypadkach. – W naszej firmie obowiązuje zasada 0,0. To bardziej rygorystyczne wymagania niż zapisy w kodeksie karnym. Kierowcy są wyrywkowo sprawdzani przez dyspozytora przed wyjazdem na trasy oraz w trakcie jazdy przez służby nadzoru ruchu – zapewnia Sławomir Pakulski.
Bezpieczeństwo i odpoczynek najważniejsze
Zasady czasu pracy kierowców określają przepisy prawa pracy, ustawa o czasie pracy kierowców oraz zbiorowy układ pracy. Według informacji przedstawionych przez gminną spółkę transportową w Płocku średni dzienny czas pracy kierowców wynosi maksymalnie 8,5 godziny. Są w to wliczone przerwy (w sumie 50 minut) oraz poranna obsługa pojazdu. Najdłuższe zadanie przewozowe dla jednego kierowcy nie przekracza 9 godzin i 58 minut. W takim przypadku maksymalny czas kierowania pojazdem to 7 godzin i 36 minut, 2 godziny i 22 minut to przerwy. Warto w tym miejscu dodać, że maksymalny dopuszczalny czas pracy kierowcy to 10 godzin. – Przywiązujemy bezwzględną wagę do zachowania odpoczynku dobowego – minimum 11 godzin na dobę i 35 godzin w tygodniu. Ponadto kierowcy muszą składać oświadczenia o dodatkowym zatrudnieniu u innych pracodawców. Średni czas pracy kierowców w nadgodzinach to 6 godzin i 20 minut w ciągu miesiąca. Zgodnie z aktualnym planem przewozowym do końca roku praca w godzinach nadliczbowych nie przekroczy 80 godzin dla jednego kierowcy. To 30% dopuszczalnego przez przepisy limitu – tłumaczy Janusz Majchrzak. Kierowca, który we wtorek prowadził feralny autobus, od początku roku przepracował 6 godzin nadliczbowych. Prezes KM zapewnia, że spółka stara się minimalizować zatrudnianie kierowców w nadgodzinach. – Jeśli tylko możemy, pozyskujemy nowych pracowników. Jednak trzeba mieć świadomość sytuacji na rynku pracy. Trudno jest pozyskać doświadczonych ludzi z odpowiednimi uprawnieniami, a przygotowanie dobrego kierowcy zajmuje dużo czasu – mówi Janusz Majchrzak. W tej chwili w Komunikacji Miejskiej pracuje 212 kierowców. Załoga sama wybrała społecznego inspektora pracy, który odpowiada między innymi za przekazywanie kierownictwu spółki uwag dotyczących warunków pracy. Jest nim Andrzej Blechert, jednocześnie szef największego w firmie związku zawodowego „Solidarność”. – Załoga przede wszystkim współczuje koledze, który został ranny w wypadku. Nie ma sygnałów, że mogą być nieprzestrzegane przepisy dotyczące czasu pracy czy bezpieczeństwa. Związkowcy oczywiście dostrzegają różne problemy, ale nie są one związane z tym zdarzeniem – mówi Andrzej Blechert. – Chcę wyraźnie powiedzieć, ze pasażerowie mogą czuć się bezpiecznie w naszych autobusach. Bezpieczeństwo pasażerów oraz przestrzeganie czasu wypoczynku kierowców to dla nas priorytet – podsumowuje Janusz Majchrzak
MAN z 1999 roku
Rozbity autobus ma numer boczny 698. To czternastoletni pojazd. Na razie trudno powiedzieć jaki będzie jego dalszy los. – Na pewno nie wyremontujemy go własnymi siłami. Poprosiliśmy rzeczoznawcę ze specjalistycznej firmy o wycenę. Dopiero po otrzymaniu kalkulacji podejmiemy decyzję, co dalej – mówi dyrektor techniczny KM Robert Pawłowski.
Odszkodowania
– Liczymy się z koniecznością wypłaty odszkodowań dla osób, które ucierpiały w wypadku. Dzwonił już do mnie prezes MTBS-u, którego blok został uszkodzony. Prosił o numer naszej polisy. Oczywiście mamy ubezpieczenie potrzebne w takich sytuacjach – mówi Janusz Majchrzak. – Na szczęście konstrukcja budynku nie została uszkodzona. Mamy już protokół powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Uszkodzone są płyta i wspornik balkonu. Jest to uciążliwe dla najemców. Koszty naprawy pokryjemy z polisy ubezpieczeniowej – zapewnia prezes Miejskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego Mirosław Kłobukowski.
Jacek Danieluk
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze