Reklama

Wciąż nieznane są przyczyny wypadku na Podolszycach

26/06/2013 09:15
Kierowca mógł zasłabnąć
To był trudny poranek dla mieszkańców bloku przy al. Armii Krajowej. We wtorek, 18 czerwca, około godziny 6.35 tych, którzy jeszcze spali, obudził huk. W jeden z balkonów budynku wbił się autobus Komunikacji Miejskiej. W wypadku rannych zostało dziesięć osób. Sześć z nich, w tym kierowcę autobusu, do szpitala zabrały karetki pogotowia. Pozostałe cztery zgłosiły się same. Część osób mogła wrócić do domów po badaniach i opatrzeniu obrażeń. Jednak cztery musiały pozostać w szpitalu. Mają między innymi urazy kręgosłupów i nóg. Nie ucierpiał nikt z mieszkańców bloku.
O wyjątkowym szczęściu mogą mówić lokatorzy mieszkania, w balkon którego uderzył rozpędzony autobus. Rano, jeśli tylko pozwalała na to pogoda, przed wyjściem do pracy pili na balkonie kawę. Tego dnia wychodzili później i tylko dlatego w chwili wypadku nie było ich na balkonie. Tyle szczęścia nie mieli pasażerowie autobusu linii nr 19, który jechał w kierunku Winiar. Z niewyjaśnionych dotychczas przyczyn 34-letni kierowca stracił panowanie nad pojazdem, przejechał przez chodnik, plac zabaw, łamiąc pod drodze małe drzewa i krzaki. Pojazd zatrzymał się dopiero po uderzeniu w blok. – Wszyscy pasażerowie wyszli z pojazdu o własnych siłach, kierowcę musieliśmy wydostać przy użyciu narzędzi hydraulicznych – mówi rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej mł. bryg. Jacek Starczewski.
Już w szpitalu okazało się, że obrażenia czterech z dziesięciu rannych osób są poważne. Musiały pozostać w szpitalu. Jeden z mężczyzn ma uraz kręgosłupa, a jedna z kobiet złamaną nogę.
Wciąż nie wiadomo, dlaczego doszło do wypadku. – Z relacji jednego ze świadków wynika, że gdy autobus zjeżdżał z jezdni w kierunku bloku, kierowca miał opuszczoną głowę. Może to świadczyć o tym, że zasłabł – informuje rzecznik prasowy płockiej policji st. asp. Krzysztof Piasek.

Przyczyna wciąż nieznana

Dzień po wypadku konferencję prasową zorganizowało kierownictwo płockiej Komunikacji Miejskiej.
– Bezpieczeństwo pasażerów jest dla nas najważniejsze. Jest nam przykro, że kilka osób zostało rannych. Zdajemy sobie sprawę, że musimy ponieść konsekwencje związane z wypłatą odszkodowań. Staramy się, żeby do takich zdarzeń nie dochodziło. Niestety nie wszystko można przewidzieć. To był nieszczęśliwy wypadek, którego w żaden sposób nie można łączyć z komentarzami o zaniedbywaniu bezpieczeństwa, które pojawiły się w ogólnopolskich mediach – mówi prezes Komunikacji Miejskiej Janusz Majchrzak.
Kierowca, który prowadził feralną „dziewiętnastkę”, ma 34 lata, a w płockiej spółce transportowej pracuje od dziesięciu lat. – To najlepszy okres jeśli chodzi o wiek i doświadczenie – tłumaczy Sławomir Pakulski kierujący działem przewozów.
W ubiegłym roku kierowca przeszedł wymagane przepisami badania lekarskie i psychologiczne. Są one ważne do czerwca 2017 roku. W tym roku odbył także szkolenie BHP. Na przełomie stycznia i lutego tego roku był na czternastodniowym urlopie. Przed wypadkiem miał 15-godzinny okres odpoczynku, a w niedzielę, 16 czerwca, dzień wolny. W tym roku nie był na żadnym zwolnieniu lekarskim. – Różne zewnętrzne instytucje badają przyczyny tego wypadku: policja, prokuratura, państwowa inspekcja pracy. Także my powołaliśmy wewnętrzną komisję. Autobus był sprawny. To na razie wstępna ocena, ale możemy wykluczyć przyczyny techniczne. Najbardziej prawdopodobna wydaje się wersja o zasłabnięciu kierowcy. Świadczą o tym między innymi relacje świadków. Gdy autobus zjechał z jezdni, kierowca w żaden sposób nie próbował zmienić toru jego jazdy czy zahamować. Odwiedziliśmy go w szpitalu, był przytomny. To wszystko, co wolno nam powiedzieć o stanie jego zdrowia – mówi Janusz Majchrzak.
Wiadomo, że po wypadku od kierowcy pobrano krew w celu ustalenia stanu trzeźwości. To rutynowe działanie w takich przypadkach. – W naszej firmie obowiązuje zasada 0,0. To bardziej rygorystyczne wymagania niż zapisy w kodeksie karnym. Kierowcy są wyrywkowo sprawdzani przez dyspozytora przed wyjazdem na trasy oraz w trakcie jazdy przez służby nadzoru ruchu – zapewnia Sławomir Pakulski.

Bezpieczeństwo i odpoczynek najważniejsze

Zasady czasu pracy kierowców określają przepisy prawa pracy, ustawa o czasie pracy kierowców oraz zbiorowy układ pracy. Według informacji przedstawionych przez gminną spółkę transportową w Płocku średni dzienny czas pracy kierowców wynosi maksymalnie 8,5 godziny. Są w to wliczone przerwy (w sumie 50 minut) oraz poranna obsługa pojazdu. Najdłuższe zadanie przewozowe dla jednego kierowcy nie przekracza 9 godzin i 58 minut. W takim przypadku maksymalny czas kierowania pojazdem to 7 godzin i 36 minut, 2 godziny i 22 minut to przerwy. Warto w tym miejscu dodać, że maksymalny dopuszczalny czas pracy kierowcy to 10 godzin. – Przywiązujemy bezwzględną wagę do zachowania odpoczynku dobowego – minimum 11 godzin na dobę i 35 godzin w tygodniu. Ponadto kierowcy muszą składać oświadczenia o dodatkowym zatrudnieniu u innych pracodawców. Średni czas pracy kierowców w nadgodzinach to 6 godzin i 20 minut w ciągu miesiąca. Zgodnie z aktualnym planem przewozowym do końca roku praca w godzinach nadliczbowych nie przekroczy 80 godzin dla jednego kierowcy. To 30% dopuszczalnego przez przepisy limitu – tłumaczy Janusz Majchrzak.
Kierowca, który we wtorek prowadził feralny autobus, od początku roku przepracował 6 godzin nadliczbowych. Prezes KM zapewnia, że spółka stara się minimalizować zatrudnianie kierowców w nadgodzinach. – Jeśli tylko możemy, pozyskujemy nowych pracowników. Jednak trzeba mieć świadomość sytuacji na rynku pracy. Trudno jest pozyskać doświadczonych ludzi z odpowiednimi uprawnieniami, a przygotowanie dobrego kierowcy zajmuje dużo czasu – mówi Janusz Majchrzak.
W tej chwili w Komunikacji Miejskiej pracuje 212 kierowców. Załoga sama wybrała społecznego inspektora pracy, który odpowiada między innymi za przekazywanie kierownictwu spółki uwag dotyczących warunków pracy. Jest nim Andrzej Blechert, jednocześnie szef największego w firmie związku zawodowego „Solidarność”. – Załoga przede wszystkim współczuje koledze, który został ranny w wypadku. Nie ma sygnałów, że mogą być nieprzestrzegane przepisy dotyczące czasu pracy czy bezpieczeństwa. Związkowcy oczywiście dostrzegają różne problemy, ale nie są one związane z tym zdarzeniem – mówi Andrzej Blechert.
– Chcę wyraźnie powiedzieć, ze pasażerowie mogą czuć się bezpiecznie w naszych autobusach. Bezpieczeństwo pasażerów oraz przestrzeganie czasu wypoczynku kierowców to dla nas priorytet – podsumowuje Janusz Majchrzak

MAN z 1999 roku

Rozbity autobus ma numer boczny 698. To czternastoletni pojazd. Na razie trudno powiedzieć jaki będzie jego dalszy los. – Na pewno nie wyremontujemy go własnymi siłami. Poprosiliśmy rzeczoznawcę ze specjalistycznej firmy o wycenę. Dopiero po otrzymaniu kalkulacji podejmiemy decyzję, co dalej – mówi dyrektor techniczny KM Robert Pawłowski.

Odszkodowania

– Liczymy się z koniecznością wypłaty odszkodowań dla osób, które ucierpiały w wypadku. Dzwonił już do mnie prezes MTBS-u, którego blok został uszkodzony. Prosił o numer naszej polisy. Oczywiście mamy ubezpieczenie potrzebne w takich sytuacjach – mówi Janusz Majchrzak. – Na szczęście konstrukcja budynku nie została uszkodzona. Mamy już protokół powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Uszkodzone są płyta i wspornik balkonu. Jest to uciążliwe dla najemców. Koszty naprawy pokryjemy z polisy ubezpieczeniowej – zapewnia prezes Miejskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego Mirosław Kłobukowski.

Jacek Danieluk
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości