Z czołówek słoweńskich gazet zniknęły już wiadomości o największym w historii kraju (3600 hektarów) pożarze w regionie Kras. Jego gaszenie trwało 17 dni, wymagało udziału ponad 10 000 strażaków profesjonalnych i ochotników. Zdjęcia pogorzeliska zastąpiły w ubiegłym tygodniu artykuły o niespodziewanej wizycie Borisa Johnsona. Nie był to oficjalny pobyt, ale opóźniony „miodowy tydzień”, który były premier Wielkiej Brytanii wraz z małżonką spędził w zielonej dolinie położonej na północy, przy granicy z Austrią. Chociaż para trzymała się z dala od kamer i dziennikarzy, wiadomo, że udała się m.in. na wycieczkę do jaskini Postojna. We wschodniej części kraju, której Johnsonowie nie zdążyli odwiedzić, leży Ptuj – najstarsze miasto w Słowenii.
Stojąc na brzegu Drawy podziwiamy czerwone dachy ptujskiej starówki i górującego nad nią zamku. O jego długiej historii przypomina wieża obronna z IX wieku, która potem stała się częścią budzącej respekt twierdzy. Dziś oglądamy zamek rozbudowany w stylu barokowym. Działające wewnątrz muzeum regionalne oprócz komnat i odnowionej kolekcji starych instrumentów z piękną, pochodzącą z 1732 roku violą d'amore, umożliwia turystom obejrzenie tradycyjnych karnawałowych strojów.
Karnawał na Ptuju to bardzo ważne wydarzenie. W ostatnią niedzielę przed Wielkim Postem odbywa się tu kolorowa „povorka”, czyli pochód, którego głównymi bohaterami są kurenty. Włochate stwory tańczą i skaczą, wybijając rytm przypiętymi do pasów krowimi dzwonkami. Po co? Żeby odegnać zimę. Wyjątkowy ptujski karnawał został umieszczony na liście 10 najciekawszych karnawałów na świecie.
Do zamku można się dostać pieszo, od strony starego miasta, lub podjechać na znajdujący się w pobliżu parking. Bilety wstępu kosztują 8 (dorośli) i 3 euro (dzieci). Schodząc z zamku brukowaną uliczką trudno nie zauważyć różowej fasady kościoła. To fragment powstałego w 1230 roku klasztoru dominikańskiego, który ustanowiła Matylda, żona władającego Ptujem Fryderyka III. Teraz mieści się w nim centrum kultury. Koniecznie trzeba przejść się XIII-wiecznym gotyckim krużgankiem, jednym z najlepiej zachowanych średniowiecznych zabytków tego typu w Europie Środkowej. Niedługo po dominikanach do miasta przybyli minoryci (1239 rok). Im region zawdzięcza rozwój tradycji winiarskiej. Wina z „Ptujskiej kleti” trafiają dziś nawet do Azji.
Więcej w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.
Tekst i fot. Marta Kunavar
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze