Przede dworem [...] zielony kierz, Nasz warszawiak chudy kieby pies. Na stodole stoją jętki, Nasz warszawiak bardzo prędki. Z początku nie wiedziałem, czy to na mnie, później jednak, gdy mi Jaśkowa całą dyktowała piosneczkę, mówiła, gdy przyszło do tych dwóch strof, że „teraz na pana”. Domyśliłem się, że owa druga strofa jest konceptem dziewki, którą na kilka godzin przedtem na polu z powrósłem goniłem [...]... Fryc jak utnie dobrzyńskiego na skrzypkach, tak wszyscy na dziedzińcu w taniec. Piękna noc była, księżyc i gwiazdy świeciały, jednakże musiano wynieść dwie świece, już to dla traktującego wódką ekonoma, już też dla Fryca, który choć o 3-ch stronach, tak rzępolił, jakby drugi o 4-ch nie potrafił. Zaczęły się skoki, walec i obertas, aby jednak zachęcić stojących cicho i tylko na miejscu podrygujących parobków, poszedłem w pierwszą parę walca z panną Teklą, na koniec z panią Dziewanowską. Później tak się wszyscy rozochocili, że do upadłego na dziedzińcu wywijali; słusznie mówię, że do upadłego, bo kilka par upadło, gdy pierwsza bosą nogą o kamyk zawadziła. Już była prawie 11-nasta, gdy Frycowa basetlę przynosi, gorszą od skrzypcy, o jednej tylko stronie. Dorwawszy się zakurzonego smyka, jak zacznę bassować, takiem tęgo dudlił, że się wszyscy zlecieli patrzeć na dwóch Fryców, jednego śpiący na skrzypkach, drugiego na jednostronnej, monokordycznej, zakurzonej [...] rzępolącego basetli, gdy wtem panna Ludwika „mus” zawołała; trzeba było więc wrócić, dobranoc powiedzieć i pójść spać – opowiadał Fryderyk Chopin w liście do rodziny napisanym w Szafarni 26 sierpnia 1825 roku. Po raz drugi spędzał wakacje w dworku Juliana i Honoraty Dziewanowskich, rodziców szkolnego kolegi – Dominika. Miłym gospodarzom, ich krewnym i sąsiadom odwiedzającym Szafarnię niezwykle utalentowany i towarzyski chłopiec bardzo przypadł do gustu.
Dworek w Szafarni leżący na ziemi dobrzyńskiej, blisko granicy zaboru pruskiego, Fryderyk Chopin odwiedził dwa razy: latem 1824 i latem 1825 roku. Był już wówczas uczniem Liceum Warszawskiego. Zaproszenie do Szafarni rodzice czternastoletniego młodzieńca przyjęli bardzo przychylnie. Mieli nadzieję, że pobyt na wsi korzystnie wpłynie na wątłe zdrowie chłopca. Poza tym ojciec Chopina, Mikołaj, był niegdyś w tym majątku guwernerem. Choć Fryderyk dostał zakaz jedzenia wiejskiego chleba i musiano piec mu specjalne bułeczki, ponadto pił ziółka i kilka filiżanek kawy żołędziowej dziennie, z pobytu u swojego kolegi był bardzo zadowolony. Swoje wrażenia opisywał w „Kurierze Szafarskim” redagowanym na wzór „Kuriera Warszawskiego”, w dwóch działach: krajowym i zagranicznym. Umieścił tam wiele zabawnych opowieści o codziennych wiejskich wypadkach, swoich zabawach i zajęciach, gościach dworku, chorobach zwierząt. I takie właśnie wiadomości podpisane „Pichon”, czyli anagramem nazwiska Chopin, dostawali od niego rodzice w Warszawie.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze