Reklama

W Zakładzie Karnym obowiązują procedury covidowe. Nie spóźnij się na widzenie!

25/09/2021 18:24

Pani Małgorzata ma syna, który większą część swojego życia spędził za murami zakładów karnych. Od 12 lat odwiedza go w różnych miastach, bo choć syn nie pełnił jej oczekiwań, to jednak jest jej krew. Nie można chłopaka zostawić samego, bez pomocy, dlatego stara się i odwiedza go co jakiś czas, jak tylko inne obowiązki jej na to pozwalają. Ostatnio syn przebywa w Zakładzie Karnym w Płocku, a ona postanowiła tu przyjechać, by się z nim spotkać. Okazało się to wcale niełatwe

Swoją opowieść rozpoczęła od wspomnień. – Syn został przeniesiony do Płocka z Bydgoszczy. Ja mieszkam dość daleko od tego miasta, więc dopiero po kilku tygodniach znalazłam czas, by pojechać w odwiedziny. Oczywiście to nie jest takie proste, najpierw trzeba było się umówić, a to dopiero jest problem – tłumaczy.
Bo umówienie się na wizytę jest zdaniem pani Małgorzaty mocno skomplikowane. Najpierw trzeba się dodzwonić pod podany na stronie internetowej numer telefonu. W jej przypadku trwało to trzy dni, każdego dokonała około 40 połączeń. Nie żeby było zajęte, po prostu nikt nie podnosił słuchawki.
Czwartego dnia - a pani Małgorzacie bardzo zależało na spotkaniu z synem, bo nie widzieli się półtora roku - wreszcie udało się dodzwonić i ustalić termin. – Miałam stawić się z ZK w środę na godz. 12.30. powiedziano mi, żebym była na miejscu po 12. Ponieważ mam niestety doświadczenie w odwiedzinach, policzyłam sobie, że powinnam dotrzeć jakiś kwadrans po 12. Niestety, nie przewidziałam wszystkiego, a Płocka raczej nie znam, ostatecznie stawiłam się pod bramą o 12.20. Nie zostałam jednak wpuszczona na spotkanie z synem, bo okazało się, że moja grupa już weszła. Funkcjonariusz kazał mi się skontaktować z dyrektorem, który jest władny wydać decyzję o wpuszczeniu lub ustalić nowy termin – opowiada dokładnie przebieg swojej wizyty.
I znowu pani Małgorzata musiała dzwonić, tym razem do dyrektora, i znowu nikt nie odbierał telefonu. Ostatecznie, powołując się na pandemię, dyrektor nie wyraził zgody na widzenie, pozostało jej dzwonienie i ustalenie nowego terminu.

Więcej w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.

Reklama

Jol.

Fot. D. Ossowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Karolina - niezalogowany 2021-09-27 17:03:41

    Najprawdziwsza prawda. Szkoda,że to w drugą stronę nie działa,bo bywa,że funkcjonariusz wpuszcza około 12,30 na teren zakładu a pozniej jeszcze godzina na poczekalni. Kompletna dezorganizacja pod przykrywką ładu. Telefon wyznaczony niby do umawiania widzeń a wiecznie nikt nie odbiera

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gral - niezalogowany 2021-09-27 23:13:29

    Przyjdź na czas a i tak postoisz pół godziny przed wejściem zanim łaskawie Cię wpuszcza

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości