Reklama

W katedrze płockiej spoczywają doczesne szczątki dawnych władców Polski: Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego. Równa Świątyni Salomona!


Autor „Kroniki dziejów Polski”, Wincenty Kadłubek, nazywany ojcem kultury polskiej, określił ją – głosząc pochwałę tej budowli i jej fundatora – jako świątynię równą świątyni Salomona. Historycy dostrzegają oczywiście skłonność byłego biskupa krakowskiego do przesadzania, niemniej katedra w Płocku musiała wywierać duże wrażenie na jej współczesnych. A konsekrowano ją w roku 1144.


Nie była to pierwsza katedra na Wzgórzu Tumskim. Poprzednią ufundował Władysław Herman, stale urzędujący na swoim mazowieckim dworze w Płocku. To w niej pasowany na rycerza został między rokiem 1096 a 1100 Bolesław Krzywousty. Miała ona pełnić rolę głównego kościoła biskupstwa płockiego, założonego w 1075 roku, w trakcie reorganizacji polskiej prowincji kościelnej przez legatów papieża Grzegorza VII. Niestety, najazd Pomorzan w roku 1127 przyniósł kres jej funkcjonowania. Najeźdźcy sprofanowali znajdujące się w świątyni doczesne szczątki władcy Polski Władysława Hermana i jego żony Judyty.

 

Reklama

Wielki budowniczy z Malonne

Katedra w Płocku od samego początku jej funkcjonowania była miejscem pochówku książąt i biskupów. Jak zaznacza Tomasz Kordala w pozycji wydanej przez Muzeum Mazowieckie w Płocku „X wieków Płocka”,

„zdaniem historyka Marcina Pauka u schyłku XI wieku narodziła się w Płocku idea urządzenia, wzorem cesarskiej Spiry, dynastycznej nekropolii, która dodałaby splendoru grodowi na Wzgórzu Tumskim. Pomysłodawcą mógł być przebywający wtedy w tym grodzie Otton z Bambergu, późniejszy biskup i misjonarz, kanonizowany w 1189 roku”.

Reklama

Niemniej inicjatorem budowy był nie kto inny, jak biskup Aleksander z Malonne, związany także z historią Drzwi Płockich, jeden z wielu wybitnych mężów, którzy przewodzili diecezji płockiej. Konsekracja tego kościoła wzniesionego w stylu romańskim odbyła się w roku 1144. W tym czasie była największą tego typu budowlą na ziemiach polskich.

 

Historia wędrujących dzwonów

XIII wiek to niespokojny okres w dziejach naszego kraju. Złe koleje losu dotknęły także Ziemię Płocką, w tym najważniejszy na Mazowszu gród. W roku 1233 katedra została zniszczona przez pożar. Dziesięć lat później Płock i katedrę splądrowali Prusowie, a pod koniec wieku to samo uczynili Litwini. W efekcie romańska świątynia musiała być jak najszybciej poddana gruntownemu remontowi. W ramach prac renowacyjnych dobudowano gotyckie wieże zachodnie. Ich powstanie datuje się na przełom XIII i XIV wieku. Generalnie rzecz ujmując, nie zdecydowano się wówczas na tak potrzebny generalny remont. Mimo że król Kazimierz Wielki zaznaczył, że płocki kościół ma być odrestaurowany po jego śmierci, to żadnych poważniejszych prac w tym zakresie nie podjęto. Naprawy miały charakter jedynie prowizoryczny. Ba, zły stan katedry spowodował, że w roku 1492 z obawy przed zawaleniem się wież, zdementowano z nich dzwony, które zostały przeniesione do wieży zegarowej pobliskiego zamku. Dzisiaj – po ponad 600 latach – to właśnie wieża zegarowa dawnego zamku książąt mazowieckich jest miejscem, gdzie są zamontowane na stałe.

Reklama

 

Katedra renesansowa

W roku 1531 biskup Andrzej Krzycki postanowił wznieść praktycznie nową świątynię. Rok wcześniej bowiem pożar spowodował zawalenie się całej lewej nawy świątyni. Nową katedrę – o zdecydowanym obliczu renesansowym – budowano praktycznie od podstaw. Pracami kierowali włoscy budowniczowie Bernardinus de Gianottis, Giovanni Cini ze Sieny i Filip z Fiesole. Niestety, jeszcze przed zakończeniem wszystkich prac przy odbudowie (właściwie budowie nowej...) katedry, ukazały się kolejne pęknięcia w sklepieniach. Już póżniej, po wielu latach remontu, świątyni dokończył Jan Baptysta z Wenecji. Na przecięciu nawy głównej i transeptu wybudowano wówczas ośmioboczną kopułę, wydłużono prezbiterium, a do naw bocznych dobudowano kapitularz i skarbiec. Niestety, w ramach przebudowy renesansowej zatracono wówczas wszystkie przedrenesansowe grobowce i epitafia.

Reklama

 

Katedra klasycystyczna

Kolejnym biskupem, który znacząco wpłynął na wygląd świątyni był Michał Jerzy Poniatowski, który zlecił Dominikowi Merliniemu – wybitnemu architektowi doby klasycyzmu – przebudowę uszkodzonej zachodniej fasady katedry. Miało to miejsce w latach 1784-87. W części zachodniej świątyni pojawiły się jońskie kolumny, ciężka attyka oraz gzymsy, murom nadano bardzo masywny wygląd. Dobudowano ponadto dwie kaplice: poświęconą Najświętszemu Sakramentowi oraz pod wezwaniem Świętego Zygmunta. Projektowi zarzucano jednak brak harmonii ze starszą częścią kościoła, która także wtedy przeszła gruntowną renowację.

Reklama

 

Czas na Szyllera

3 lata trwał kolejny generalny remont katedry. Na samym początku wieku XX. Pracami kierował Stefan Szyller. Kapituła świątyni zdecydowała, że odnowiona katedra znów ma przypominać świątynię renesansową. Odbudowano od zewnątrz dolne partie starych murów i zbudowano boczne ściany z nowych ciosów granitowych. Zrekonstruowano także wieże w zachodniej części kościoła, aby nadać budowli bardziej średniowiecznego charakteru. W efekcie powstał kościół, który w takiej formie nigdy nie istniał. Niemniej taka była ponad sto lat temu sztuka konserwacji zabytków. 8 listopada 1903 roku biskup płocki Jerzy Szembek dokonał rekonsekracji katedry. Zaraz potem Władysław Drapiewski stworzył polichromię wnętrza świątyni, która zdobi ja do dzisiaj.

Reklama

 

Katedra bazyliką mniejszą

1 lipca 1910 r. Ojciec Święty Pius X nadał płockiemu kościołowi katedralnemu tytuł bazyliki mniejszej. Jest to godność, jaką otrzymują kościoły wyróżniające się wartością zabytkową, liturgiczną, pielgrzymkową i duszpasterską. W specjalnym liście papież napisał wówczas:

Starożytnością swoją celuje nad wszystkimi kościołami katedralnymi w Polsce pod panowaniem rosyjskim. Odznacza się architekturą, malowidłami ściennymi i witrażami; niemniej sławią ją niezliczone pomniki sztuki dawnej. Tam dwaj królowie pochowani oczekują w pokoju na zmartwychwstanie, świetny ich sarkofag tenże kościół zdobi. Posiada też znakomite relikwie świętych, a głowę św. Zygmunta, króla burgundzkiego, od dawna przechowuje ze czcią religijną. Skarbiec obfituje w godne podziwu naczynia święte i w drogocenne aparaty. Przy kościele jest muzeum, które szczyci się posiadaniem sławnych okazów wszelkiego rodzaju sztuki”.

Reklama

Warto dodać, że płocka świątynia była trzecią katedrą w Polsce (po krakowskiej i włocławskiej), która otrzymała ten szacowny tytuł.

 

Remonty XXI-wieczne

W roku 2015 rozpoczęły się zaplanowane na klika lat prace remontowe płockiej bazyliki katedralnej. 17 marca 2015 r. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznało Parafii Katedralnej 400.000 złotych na remont wieży północnej. Stanowiło to 2/3 wnioskowanej kwoty dotacji. Brakująca kwota została pokryta z funduszy Urzędu Miasta Płocka i Parafii Katedralnej. W czerwcu 2016 roku rozpoczęto remont wieży południowej. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznało tym razem na ten cel 600.000 zł. To oczywiście także zbyt mała kwota, dlatego trzeba się było posiłkować innymi źródłami finansowania.

Reklama

W 2017 roku został dokończony remont Kaplicy Królewskiej, a także przeprowadzono renowację frontonu Katedry.  Ponadto dokonano odwodnienia murów bazyliki.

Warto zaznaczyć, że płocka parafia katedralna w 2020 r. wykonała łącznie prace remontowe za kwotę około 1 mln 208 tys. 520 zł, w tym za dotacje pozyskane z Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, Samorządu Województwa Mazowieckiego, Urzędu Miasta Płocka.

W roku 2023 w ramach programu Mazowsze dla zabytków wykonano prace konserwatorskie i restauratorskie nagrobka biskupa Hieronima Cieleckiego w katedrze płockiej za kwotę 80 000 zł. Z kolei w roku 2024 w ramach tego programu odnowiono epitafia biskupów Kacpra Borowskiego i Ignacego Krasickiego (koszt prac - 45 000 zł). W poprzednich latach w kilku etapach prace konserwatorskie i restauratorskie objęły drewniane wyposażenie bazyliki katedralnej.

Reklama

 

Władcy i dziedzice...

Pod północną wieżą bazyliki umiejscowiona jest Kaplica Królewska. W jej podziemiach spoczywają szczątki władców Polski – Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego oraz piętnastu książąt mazowieckich. W średniowieczu dewastowane przez różnych najeźdźców, zostały odnalezione dopiero w 1825 r. i staraniem bp. Prażmowskiego złożone w obecnym miejscu.

Ponowny pochówek szczątków książęcych (po wykonaniu odpowiednich badań), w osobnych trumnach, odbył się 1 czerwca 1975 r. podczas uroczystości jubileuszu 900-lecia powstania diecezji płockiej z udziałem ówczesnego prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego (1901-1981). Prochy Władysława I Hermana i Bolesława III Krzywoustego złożono wówczas we wnętrzu sarkofagu Kaplicy Królewskiej w dwóch trumnach wykonanych z brązu, wyłożonych wewnątrz purpurowym aksamitem. Na sarkofagu złożono insygnia władzy monarszej: miecz, berło i koronę. Szczątki 14 książąt mazowieckich i księżniczki litewskiej Gaudemundy złożono natomiast w krypcie kaplicy, pod sarkofagiem. Na sarkofagu z czarnego marmuru, wykonanym według projektu Zygmunta Vogla, umieszczono napis:

Reklama

„Władcy i dziedzice ziem: krakowskiej, sandomierskiej, śląskiej, wielkopolskiej, mazowieckiej, dobrzyńskiej, michałowskiej, łęczyckiej i Pomorza”.

Na przodzie sarkofagu znajduje się orzeł z alabastru, a na jego płycie złote insygnia królewskie.

 

 


Zagadka Drzwi Płockich

Zamówił je biskup Aleksander, Flamand pochodzący z Malonne, który będąc benedyktyńskim misjonarzem sprawował kościelną władzę w diecezji płockiej w latach 1129-1156. Wykonał je w Magdeburgu mistrz ówczesnej sztuki odlewniczej Riquin, któremu pomagał kolejny specjalista w tej dziedzinie – mistrz Waismuth. Mowa o słynnych Drzwiach Płockich, zamontowanych w głównym wejściu płockiej katedry.

Zresztą obaj artyści uwiecznili się na wieczność w dolnym rejestrze kwater lewego skrzydła drzwi. Ba, nie tylko oni! Znalazł się tam także ruski mistrz Abraham, widoczny u dołu, gdzie wycięto fragment bordiury, pomiędzy Riquinem a Waismuthem. Mistrz Abraham nie miał nic wspólnego z odlewnią w Magdeburgu. Skąd zatem jego wizerunek? Odpowiedź na to zagadkowe pytanie znajdziecie poniżej...

Postacie fundatorów brązowych podwoi są także ukazane płaskorzeźbą. I tak w osobnych kwaterach znajdują się wizerunki biskupa Aleksandra z Malonne w asyście diakonów oraz biskupa magdeburskiego Piotra Wichmana von Seeburga.

Drzwi Płockie o wymiarach 3,6 m wysokie i szerokości każdego z dwu skrzydeł 1,2 wykonano z drewna, obijając płytami brązowymi w bordiurowych ramach. Podzielone są na 26 pól pokrytych 49 płytami. Płockie wrota, razem z Drzwiami Gnieźnieńskimi, należą do jednych z najlepszych dzieł tego typu w dwunastowiecznej Europie, choćby ze względu na rysunek kwater, jak i kunszt ich wykonywania.

 

Ilustracja Składu Apostolskiego

Drzwi służyły przede wszystkim ilustracji Składu Apostolskiego jako wykład prawd i zasad wiary chrześcijańskiej. Niewiele kościołów w tym czasie mogło sobie pozwolić na drzwi metalowe, ozdobione rzeźbą odlewaną lub trybowaną. łączyło się to z funkcją świątyni w służbie hierarchii kościelnej.

Czcigodne podwoje katedry płockiej otwierały przed średniowiecznym człowiekiem bramy raju, bezpieczeństwa i dobra, broniąc go przed złem, grożącym mu bezustannie poza obrębem kościoła. Fronton kościelny, szczególnie portal, w XI do XIII wieku służył za tło kulturowe dla życia zbiorowego chrześcijańskiej gminy miejskiej.

Przed drzwiami kościelnymi witano dostojnych gości, udzielano chrztu, zawierano małżeństwa, odprawiano pokutę, zbierano się na narady, wydawano sądowe wyroki.

 

Drzwi nie są oryginalne...

Jak do tego doszło, nie wiadomo. Według niektórych hipotez miały być zrabowane w XIII w. przez Litwinów, podczas ich wyprawy na Mazowsze. Inni badacze historii twierdzą, że zostały przekazane jako dar duchowieństwa polskiego bądź książąt płockich dla księcia nowogrodzkiego, Szymona Lingwena, brata Władysława Jagiełły. Według jednych źródeł trafiły do Nowogrodu już w 1170 r. – wkrótce po wykonaniu, według innych przed połową XV wieku. W Nowogrodzie ponownie je zmontowano, umieszczając w nieprawidłowej kolejności niektóre sceny. Nawiązując do tej ostatniej wersji, Robert Kunkel – autor i współautor kilkunastu książek, m.in. na temat architektury romańskiej i architektury gotyckiej w Polsce, wysunął hipotezę, w myśl której drzwi, jako kłopotliwy dar arcybiskupa magdeburskiego Wichmana dla nowo wzniesionej katedry w Płocku, nie zostały przez Aleksandra przyjęte i do Płocka nigdy nie dotarły.

Tak czy siak Drzwi znalazły się ostatecznie soborze św. Sofii w Nowogrodzie Wielkim na Rusi. Tam te niezwykłe wrota przystosował do portalu zachodniego świątyni mistrz Abraham. Stąd jego wizerunek na jednej z kwater. Zatem jedną z tajemnic mamy wyjaśnioną...

 

Kwatery flekowano wkrętami...

Drzwi w Nowogrodzie nie zawsze traktowane były tak, jak na to zasługują. Wielokrotnie ich domontowanie a nawet zakopywanie w ziemi i na nowo montowanie, zakłóciły pierwotny układ kwater. W swoim czasie w Nowogrodzie zawieszone były nieruchomo na ścianie jako trofeum wojenne.

Oryginał w Nowogrodzie wskazuje wiele miejsc po niestarannie przeprowadzonych naprawach ubytków i pęknięć. Widoczne jest flekowanie blachą, uzupełnianie ubytków ołowiem oraz przycinanie listew bordiury. Nie wahano się stosować współczesnych wkrętów do drewna, zupełnie niepasujących do zabytku. Efektem dokładnego odlewu Drzwi zamontowanych w katedrze płockiej są m.in. napisy cyrylicą, które odnajdziemy na płockich wrotach, oprócz oczywiście napisów łacińskich, pochodzących jeszcze z odlewni w Magdeburgu.

 

„Powrót” Drzwi do Płocka

Jeszcze przed II wojną światową liczne polskie autorytety postulowały, aby rząd polski odzyskał bezcenny zabytek. Po wojnie jednak rząd komunistyczny nie był zainteresowany tą sprawą.

Jesienią 1971 r. Pracownia Konserwacji Zabytków ze Szczecina wykonała matrycę z oryginału w Nowogrodzie Wielkim. Stało się to za przyczyną starań Prezesa Towarzystwa Naukowego Płockiego dr. Jakuba Chojnackiego pośrednictwa polskiego Ministerstwa Kultury i Sztuki, oraz Ambasady Polskiej w Moskwie.

Posiadając matrycę wykonano ok. 1973 roku odlew z żywicy epoksydowej. W końcu lat siedemdziesiątych władze miasta Płocka postanowiły o wykonaniu kopii odlanej w brązie, która na stałe zostanie zawieszona w katedrze płockiej. Poszczególne płyty odlewano i cyzelowano przez prawie trzy lata.

Po ponad pięciu wiekach, ważąca ponad 2 tony kopia Drzwi Płockich została zawieszona w wejściu do katedry dnia 23 XI 1981 roku. Uroczyste przekazanie i poświęcenie jej przez Prymasa Polski, Kardynała Józefa Glempa nastąpiło w dniu 28 II 1982 roku, wobec wielu biskupów, duchowieństwa, władz i ogromnych rzesz mieszkańców Mazowsza.

 

 


Czy wiesz, że...

„Bogurodzica” powstała w Płocku?

„Bogurodzica”. To dawny nieformalny hymn polski, śpiewany przez nasze rycerstwo w wielu średniowiecznych bitwach, w tym w tej najsłynniejsze – z Krzyżakami pod Grunwaldem.

Autor Bogurodzicy jest nieznany. Legenda o autorstwie św. Wojciecha nie ma podstaw źródłowych, jednak Józef Birkenmajer, polski slawista, historyk literatury i krytyk literacki w monografii o tym utworze (1937) wskazał krąg misjonarzy, współbraci Wojciecha (który przybył z misją do Polski jako zakonnik benedyktyn) oraz ich (nieznane dziś, lecz powstające w X wieku) pieśni jako możliwą inspirację dla utworu.

Płock był w średniowieczu ważnym ośrodkiem religijnym i literackim, a zachowane opisy liturgii w katedrze płockiej sugerują, że śpiewano tam pieśni po polsku. Najstarszy zapis „Bogurodzicy” pochodzi z początku XV wieku, a utwór prawdopodobnie powstał wcześniej, w XIII lub XIV wieku. W tym okresie (hipotetycznym, lecz poświadczanym przez bardzo stare formy językowe tekstu) Płock, jako stolica diecezji i – co najważniejsze – prężny ośrodek benedyktyński, mógł być miejscem powstania tej pieśni.

Zatem nie ma pewności, że „Bogurodzica” została napisana w Płocku, ale jest to całkiem możliwe.

O ile o miejscu napisania „Bogurodzicy” możemy rozmawiać w trybie przypuszczającym, o tyle znamy etymologię pieśni kościelnej, śpiewanej podczas świąt Wielkiej Nocy: „Chrystus zmartwychstan jest”. Pierwotny zapis tytułu tej pieśni to: „Krystus z martwych wstał je”. Należy ona do tzw. tropów płockich, czyli polskich pieśni tropicznych zapisanych w Płocku w drugiej połowie XIV wieku. Tropy te były krótkimi utworami wykonywanymi zbiorowo przez wiernych podczas rezurekcji w katedrze płockiej. Zapisane zostały w Płocku w drugiej połowie XIV w., powstały jednak prawdopodobnie wcześniej.

Warto wiedzieć, że „Krystus z martwych wstał je” to najstarszy znany zapis polskiego tekstu poetyckiego. Utwór zapisany został w 1365 przez Świętosława z Wilkowa w Graduale płockim (Graduale plocense), stąd zaliczany jest do tzw. tropów płockich. Graduał przechowywany był w Bibliotece Seminarium Duchownego w Płocku. Zrabowany przez Niemców, zaginął podczas II wojny światowej. Tekst pieśni zachował się jednak w drukowanych odpisach.

Zdaniem Andrzeja Dąbrówki, polskiego historyka literatury, mediewisty, leksykografa, literata, językoznawcy i tłumacza, pieśń ta mogła pełnić funkcję hymnu bitewnego, dając nadzieję na zmartwychwstanie poległych, jednak została wyparta przez „Bogurodzicę” w celu uniknięcia konfuzji związanej z tym, że wojsko krzyżackie używało w tej funkcji pieśni „Christ ist erstanden” o tej samej melodii.

 

Co wspólnego z płocką katedrą ma orzełek Kościuszkowców

Orzeł bez korony. Taki widniał podczas II wojny światowej na czapkach i furażerkach żołnierzy sformowanej w Związku Radzieckim 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. A jego historia rozpoczyna się w płockiej katedrze...

W Kaplicy Królewskiej katedry spoczywają doczesne szczątki dawnych władców Polski: Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego. Dla ich właściwego upamiętnienia Zygmunt Vogel – malarz, grafik, profesor na Oddziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Warszawskiego – przygotował projekt sarkofagu. To klasyczny grobowiec z czarnego marmuru. Na zewnętrznej płycie widzimy 2 posrebrzane orły oraz insygnia monarsze: korona, berło i miecz. Z kolei na przedniej ścianie sarkofagu zwraca uwagę orzeł bez korony z białego alabastru. I to wizerunek tego właśnie orła nosili na swoich czapkach Kościuszkowcy.

Jak do tego doszło? Janina Broniewska – pisarka i działaczka Związku Patriotów Polskich – pierwsza żona znanego poety, płocczanina Władysława Broniewskiego – natrafiła na ilustrację przedstawiającą grobowiec księcia Władysława Hermana z płockiej katedry w moskiewskim mieszkaniu historyka sztuki Pawła Ettingera. Bardzo jej przypadł do gustu. O swoim odkryciu poinformowała kierujących ZPP działaczy komunistycznych: Alfreda Lampe i Wandę Wasilewską. Zdecydowano, że ten właśnie orzełek (bez korony – co było ważne dla negujących wszystko, co miało miejsce w przedwojennej Polsce komunistów) będzie właściwym dla żołnierzy armii podporządkowanej Związkowi Radzieckiemu.

W taki oto sposób płocki orzeł trafił na żołnierskie czapki, hełmy i czołgi.

 

Zemsta Drapiewskiego na uczonych z Krakowa

Polichromia prezbiterium w płockiej katedrze poświęcona jest kultowi Matki Bożej. Wśród malowideł wykonanych przez Władysława Drapiewskiego odnajdujemy m.in. 4 postaci Matki Boskiej: Skępską, Berdyczowską, Częstochowską, Ostrobramską. W najwyższej części sklepienia umieszczono symbole Maryi z litanii loretańskiej, w dolnej zaś procesję dwudziestu ośmiu polskich świętych i błogosławionych (wśród nich m.in. św. Jadwiga Królowa, bł. Władysław z Gielniowa, św. Jan Kanty, św. Szymon z Lipnicy i pochodzący z naszej diecezji św. Stanisław Kostka) zmierzający ku scenie koronacji NMP, widniejącej nad centralnym witrażem przedstawiającym Wniebowzięcie.

Na ścianach prezbiterium między oknami wymalowano – już po I wojnie światowej – sześć obrazów przedstawiających sceny historyczne z życia Matki Bożej: Zaślubiny NMP, Boże Narodzenie, Ofiarowanie Pana Jezusa w świątyni, Pokłon Trzech Króli, scena z życia Najświętszej Rodziny w Nazarecie i Odnalezienie Pana Jezusa w świątyni, gdzie Jezus naucza faryzeuszy.

Z tą ostatnią sceną wiąże się ciekawa historia. Wśród słuchaczy dwunastoletniego Chrystusa, czyli biblijnych faryzeuszy, możemy rozpoznać twarze związanych z Krakowem polskich uczonych okresu pozytywistycznego i Młodej Polski. Skąd się tam wzięli?

Pierwotnie twórcą polichromii płockiej katedry miał być Józef Mehoffer, absolwent paryskiej i wiedeńskiej akademii sztuk pięknych. Znany nie tylko w Polsce artysta przyjechał do Płocka, pobrał nawet zaliczkę na farby. Jego koncepcja zakładała wprowadzenie do polichromii kościoła pierwiastka ludowego. Na dekorację miały się składać przeważnie różnobarwne kwiaty i kwitnące rośliny. Ten pomysł nie przypadł do gustu ówczesnemu biskupowi płockiemu Józefowi Szembekowi. Powiedział on podobno, że jeżeli w taki sposób upstrzymy naszą katedrę, to rzeczywiście zasłużymy, aby nas także na sklepieniu z rozłupanymi głowami uwieczniono! Bp Szembek miał nawet podczas wstępnych prac krzyknąć do Mehoffera: Niech no malarz zejdzie!... Rozwścieczony Mehoffer w stanowczej odpowiedzi stwierdził, że jeśli się wybierze malarza tej miary, jakim on sam był, to należało mu zupełnie zaufać i do roboty się nie wtrącać. Ktokolwiek byłby tym wtrętem, malarz ma wszelkie prawo z rusztowań go strącić! Od tego momentu obrażony artysta nigdy nie pojawił się w naszym mieście, nie odesłał też kapitule swojego projektu, do którego ta miała prawo. Zyskał jednak obrońców wśród innych twórców, a najbardziej wspierał go Eligiusz Niewiadomski – ten sam, który 20 lat później dopuścił się zabójstwa prezydenta Gabriela Narutowicza.

Po wyjeździe Mehoffera poszukiwania artysty do wykonania polichromii rozpoczęły się więc od nowa. Ostatecznie postawiono na  Władysławowa Drapiewskiego – ucznia szkoły malarstwa religijnego Fryderyka Stummla w Kavalaer i znawcy renesansu rzymskiego. Ten fakt jeszcze bardziej zdenerwował Mehhofera. W obronie jego projektu stanęli uczeni z Krakowa, którzy jednocześnie krytykowali prace wykonywane w płockiej katedrze przez Władysława Drapiewskiego. A ten... zemścił się na nich w sposób najlepszy z możliwych, w sposób praktycznie wieczny. Pokazał ich jako faryzeuszy właśnie na jednym z malowideł w katedrze.

 

Mała, stań... czyli Mira Zimińska-Sygietyńska na ścianie katedry

Urodziła się w Płocku jako Marianna Magdalena Burzyńska. Mira Zimińska-Sygietyńska była znaną, lubianą aktorką i tancerką w dwudziestoleciu międzywojennym, tzw. złotym wieku kina polskiego. Niemniej jej nieśmiertelną wizytówką, wciąż żywą, pozostaje znany na całym świecie zespół „Mazowsze”.

Pierwszą sceną był rodzimy teatr w Płocku (ojciec w miejskim teatrze był pracownikiem technicznym, a mama – bileterką i bufetową). Aktorka tak wspomina swoje pierwsze artystyczne kroki:

Urodziłam się w teatrze, artystką zostałam też niemal od początku. Rodzice moi pracowali w teatrze w Płocku. Przynosili mnie w poduszce do teatru. Ledwie wyskoczyłam z pieluch, już miałam debiut sceniczny. W jakiejś sztuce ukraińskiej potrzebne było małe dziecko i mama mnie „wypożyczyła”. Miałam w sztuce płakać z głodu, ale mnie się płakać nie chciało. Wymyślili przebiegle... – po prostu szczypali za przeproszeniem w pupę”.

Mira Zimińska jako dziecko uwieczniona została na polichromii wykonanej przez Władysława Drapiewskiego na początku XX wieku w bazylice katedralnej pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Polichromia w nawie głównej katedry przedstawia sceny z życia Jezusa Chrystusa. Ciekawostką jest to, że tłem jednego z malowideł, ukazującego Nauczanie Chrystusa, jest płocka nadwiślańska skarpa i widok na tamtejszą katedrę, a w gronie słuchaczy malarz sportretował ówczesnych mieszkańców Płocka, w tym Marcelinę Rościszewską, pedagoga, działaczkę społeczną, odznaczoną przez marszałka Józefa Piłsudskiego Krzyżem Walecznych za udział w organizacji obrony cywilnej miasta przed armią bolszewicką w sierpniu 1920 r.

Na tym samym malowidle odnajdziemy też małą dziewczynkę z blond włosami. To właśnie Mira! Jak do tego doszło? Mira lubiła od dziecka spędzać czas w miejscu pracy rodziców, ale też miała swoje drugie ulubione miejsce, pobliski kościół, bazylikę pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W jej opublikowanych pamiętnikach czytamy:

Lubiłam strasznie katedrę. Miałam w niej swoje miejsce przy grobie króla Krzywoustego z białym orłem. Tam zawsze się modliłam. Chodziłam do katedry patrzeć, jak malują. Jeden z malarzy powiedział: „Mała, stań”. Stanęłam, a on wymalował mnie jako aniołka. Aniołkiem to ja nigdy nie byłam, ale na ścianie w katedrze, w moim Płocku, zostałam tak uwieczniona”.

Do katedry Mira przychodziła jednak nie tylko się modlić – śpiewała w tamtejszym chórze. Tak poznała swojego pierwszego męża, Jana Zimińskiego.

 

Fot. D. Ossowski

* Artykuł sfinansowany ze środków Samorządu Województwa Mazowieckiego

 

Miejsce zdarzenia mapa Płock
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 09/07/2025 17:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości