Reklama

W czereśniowej Kozanie

07/07/2015 12:08
O godzinie ósmej jest jeszcze jasno. Dni są długie, jakby chciały wynagrodzić jesienno-zimowe mroki. Na taras hotelowej kawiarni dochodzi zapach podlewanej w ogródku bazylii. Przyjemna woń ziół miesza się z mocnym zapachem przyniesionej kawy. Moi sąsiedzi podziwiają starą czereśnię obsypaną owocami. W oddali roztacza się widok na sady i winnice. Wszystko tonie w niezwykłym świetle – świetle letnich wieczorów.
Na zachodnim końcu Słowenii, przy granicy z Włochami, rozpościerają się Goriška brda – kraina czereśni, brzoskwiń, oliwek, fig i kasztanów. 72 kilometry kwadratowe pełne są sadów i winnic, które otaczają małe osady pamiętające czasy średniowiecza. Fragmenty murów, dziś cenne i chętnie włączane w przestrzeń publiczną, zniknęły pod warstwą nowocześniejszych zabudowań. Na szczęście nie całkowicie. Kamień gdzieniegdzie przetrwał wieki i wojny. Wystarczy spojrzeć na malutki kościół św. Krzyża. Budowla górująca nad wsią Kojsko może pochwalić się wspaniałym gotyckim ołtarzem, jedynym zachowanym prawie w całości w Słowenii. W tym roku ołtarz obchodzi 500 rocznicę urodzin. Kościół ma też ciekawą dzwonnicę, która mieści się w wieży strażniczej zbudowanej w XVI wieku, kiedy na tereny te napadali Turcy.
Inna oryginalna dzwonnica jest ozdobą kościoła św. Hieronima w Kozanie. Swój wygląd zawdzięcza Józefowi Plečnikowi – najsłynniejszemu słoweńskiemu architektowi, który projektował również w Wiedniu i w Pradze, dając tym miastom wiele wspaniałych realizacji. W samej Lublanie pozostawił po sobie m. in: słynne trzy mosty, narodowo-uniwersytecką bibliotekę i ogromny zabytkowy cmentarz. Projekt przebudowy dzwonnicy czekał do 1956 roku, kiedy to została podwyższona według jego planów. Dziś z pewnością wyróżnia się w krajobrazie niewielkiej osady. W kościele św. Hieronima znajduje się barokowy ołtarz, a jeden z obrazów pochodzi z roku 1714. Centralny punkt Kozany – plac otoczony domami – to miejsce mniej lub bardziej przypadkowych spotkań. W budynku pełniącym funkcję domu kultury można oglądać wystawę projektów architektonicznych opracowanych przez studentów. Ich zadaniem było stworzenie koncepcji na odnowę placu i uporządkowanie przestrzeni wokół.
Wystarczy skręcić z głównej szosy przecinającej Kozanę, żeby znaleźć się w otoczeniu wspaniałych drzew i ciszy. Kamienista dróżka schodzi w dół, mijając sad pełen owoców. „Briške češnje” (czyli czereśnie) to w Słowenii znana marka. Grube, soczyste, słodkie – naprawdę pyszne, zachęcają do kupna. W Goriških Brdah czereśniowe sady znajdują się na około 150 hektarach. W tym roku sezon jest wyjątkowo dobry – niektórym przyniósł zbiory w ilości ośmiu ton owoców z hektara. Najcięższa czereśnia ważyła 12,6 g i pochodziła z sadu Jordana Drnovščka. I pomyśleć, że mieszkanki Kozany już przed pierwszą wojną światową sprzedawały swoje owoce w miastach i miejscowościach wypoczynkowych Austro-Węgier. Mężowie posyłali im świeżo zerwane czereśnie kursującym od 1866 roku pociągiem z Goricy. W postaci suszonej wędrowały nawet do USA. Dziś pociągów jest więcej, a turyści sami odwiedzają krainę, szczególnie malowniczą właśnie latem i jesienią, gdy dojrzewają winogrona. Z tamtych okolic pochodzi wiele dobrych win, nagradzanych na międzynarodowych konkursach. Kieliszek (podobno najlepiej białego) dostaniemy do pršuta (typowej szynki suszonej na powietrzu, znanej od Hiszpanii do Chorwacji).
Czereśnie to pierwszy owoc dojrzewający w sezonie. Najlepszy jest świeży, zerwany niedawno. Źle znosi transport, szybko gnije, nie bardzo da się go zamrozić. Należy więc najeść się ich na zapas albo liczyć na to, że uda nam się zrobić smaczny kompot. Później dojrzewają figi, które mieszkańcy Goriških brd niegdyś jedli razem z chlebem. Dziś w wielu sklepach można po prostu kupić chleb z dodatkiem suszonych fig. Inne owoce takie jak jabłka czy gruszki gotowali w wodzie albo winie, potem podsmażali na maśle albo piekli. Pokrojone brzoskwinie dodawano latem do wina razem z cukrem i cynamonem.
Nic dziwnego, że czereśniom, które są ważnym źródłem utrzymania wielu rodzin, poświęcono specjalne święto. Odbywa się w miejscowości Dobrovo. Jednym z najciekawszych punktów programu jest ślub – prawdziwy. Młodą parę wybiera się spośród wielu zgłoszeń. W tym roku był szczególnie ciekawy, bo upłynął w rytmie tanga. Święto organizowane jest w czerwcu i trwa dwa tygodnie (najwięcej imprez ma miejsce w weekendy). Rozpoczynają je degustacja win i rowerowy maraton, który startuje w Lublanie. Kończą: koncerty, wystawy i parada wozów. Turystyka rowerowa jest w Słowenii bardzo popularna. Pewnie dlatego dla wielbicieli dwóch kółek wytyczono kilka tras, którym nazwy użyczyły owoce. I tak na przykład „Brzoskwinia” poprowadzi nas mniej więcej po środkowej części Goriških brd. Rozpoczyna się w Dobrovem, wiedzie przez Medanę i Kozanę, zataczając koło. Po drodze zobaczymy renesansowy zamek z XVII wieku z galerią grafik artysty o światowej renomie – Zorana Mušiča i winoteką, stuletnie dęby i najstarsze cyprysy w całej Słowenii. We wsi Šmartno podziwiać można średniowieczną twierdzę. Gdy wybierzemy „Kasztan” (32 km) towarzyszyć nam będzie potok Kožbanjšček przeciskający się przez skały, tworząc różne fantastyczne „jeziorka” i wodospady. Na trasie jest też naturalny most – Krčnik.
Za sadem czereśniowym rosną drzewa oliwkowe, o tej porze jeszcze bez owoców, bo oliwki zbiera się w listopadzie, ale z typowymi wąskimi listkami. Za nimi zaczynają się winnice. Cały horyzont pełen równych zielonych rzędów, a pomiędzy nimi, gdzieniegdzie, domy – widok bardzo ładny. Ścieżka biegła dalej w dół, ale musiałam zawrócić. Zatrzymałam się jeszcze tylko na chwilę podziwiając przeświecające przez drzewa słońce. Wkrótce zaczęło się zmierzchać. Wróciłam na taras. Ustawione przed hotelem krzesełka powoli zapełniała publiczność wieczornego koncertu.
Tekst i fot.
Marta Szatkowska-Kunavar

Pamięci mojego dziadka, wielbiciela wiśni
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości