Piszę ten tekst w szczególnym momencie. Świat dzisiejszy to wypisz, wymaluj wizja Heraklita z Efezu. Panta rhei! Wszystko płynie! Nie ma nic stałego, albo jak niektórzy parafrazują tę myśl, jedyną rzeczą stałą w świecie jest zmiana. Rzeczywiście, dzisiejszy świat to nieustanny pęd w bliżej nieokreślonym kierunku i celu. A jednak nie do końca mogę się zgodzić z wizją starożytnego filozofa. Są i w naszym świecie punkty stałe, które pozwalają człowiekowi choć na chwilę zatrzymać się w tym szalonym pędzie. To osoby pełniące ważne role tak długo, że dla przeciętnego zjadacza chleba jest nie do wyobrażenia, że mógłby ich ktoś zastąpić. I kiedy do takiej zmiany dojdzie trzeba dużo czasu, by się oswoić z myślą, że skończyła się pewna epoka. Tak było w moim przypadku z pontyfikatem Jana Pawła II, a od dziś przyjdzie się oswajać z myślą, że na angielskim tronie nie zasiada już Elżbieta II. Jak to? Przecież była zawsze,…
Ale to jednak felieton, zatem nie mogę zostawić Szanownych Czytelników z tematem, którego z regułami gatunku uzgodnić się nie da. Zatem zmiana nastroju. Przed momentem zakończył się pojedynek siatkarzy z reprezentacją naszego najważniejszego sojusznika. A ponieważ sport to nie polityka, o sojuszu na parkiecie nie ma mowy. Tu się walczy do ostatniej kropli potu. I nasi walczyli, wystawiając przy okazji systemy nerwowe swoich wiernych kibiców na ciężką próbę. Na szczęście tym razem horror zakończył się po naszej myśli, bo inaczej miałbym nie lada kłopot, by Szanownym Czytelnikom poprawić nastrój po pierwszej części tego tekstu. Musiałbym poczekać do pojedynku naszej liderki rankingu WTA w półfinale wielkoszlemowego US Open, a rano trzeba wstać do roboty… Tak, do roboty! Pochwaliłem się wprawdzie ostatnio, że właśnie zostałem emerytem, ale emerytem polskim, nie japońskim. Czyli pracującym, a nie szwendającym się po świecie. A i to co piszę to prawda tylko częściowo... Bo z przejściem na emeryturę w naszym pięknym kraju to nie taka prosta sprawa. Zatem jestem „pracującym” na pewno, a „emerytem” in spe, że się pochwalę znajomością łaciny… Inaczej, złożyłem wymagane dokumenty i czekam na decyzję. Z prawnego punktu widzenia zatem sprawa jest nieco zawikłana. Cóż, taki los emeryta. Jeszcze na dobre nim nie zostanie, a już ma pod górkę… Z pracą też nie jest tak fajnie, jakby sobie przyszły emeryt życzył… Ale o tym może pozwolę sobie napisać trochę później, jak już wszystkie procedury zostaną dopełnione i będę sobie mógł bez przeszkód zanucić refren słynnego przeboju Kabaretu Starszych Panów „Wesołe jest życie staruszka”! Wprawdzie chodzi tu o zwykłą formalność i jedyną niewiadomą, na którą w napięciu oczekuje jest wysokość „świadczenia”, ale…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze