W prawdzie do Bożego Narodzenia jeszcze dwa tygodnie, ale pozwolę sobie już dziś wprowadzić odrobinę elementu baśniowego (jak w pewnym kabarecie określano spożycie napojów poprawiających nastrój). Od dwóch tygodni mamy święto, o którym czytamy w tytule niniejszego felietonu (przepraszam za ten podniosły styl, ale jak święto, to święto). A jako że futbol to ważna dziedzina życia (najważniejsza z nieważnych w każdym razie), to i święto ma charakter powszechny. Świętują nawet ci, co się zastrzegają, że futbol ich kompletnie nie kręci. Nie sposób zignorować faktu, że w domach ogląda się mecze, w mediach, w pracy, w środkach komunikacji masowej czy na ulicy ludzie dyskutują o wydarzeniach w Katarze... I tylko w centrach handlowych Mundial jest kompletnie zmarginalizowany. Nie wytrzymał konkurencji ze świętami, które o tej porze zawłaszczają tę przestrzeń od lat. Cóż, jak władze FIFA zgodziły się na imprezę piłkarską o takiej dziwnej porze, to mają rezultat, jak mawiał Kisiel. To jedna strona medalu, a druga...
W starożytnej Grecji na czas igrzysk przerywano wojny. Dziś nikomu taka myśl nawet nie zaświta w głowie. A podobno nasza cywilizacja ufundowana jest na kulturze starożytnej, greckiej, rzymskiej... W Europie toczy się regularna wojna (zwana przez niektórych operacją specjalną), brutalna, barbarzyńska, niosąca śmierć i spustoszenie, a kilka tysięcy kilometrów na południe trwa zabawa w najlepsze! Świat nie reaguje... O, przepraszam, reakcja była. W Katarze nie ma reprezentacji kraju, który tę wojnę wywołał. Została objęta sankcjami nałożonymi na ten kraj przez różne instytucje międzynarodowe. Centrala piłkarska bez szczególnego entuzjazmu do nich dołączyła. Czy można oczekiwać czegoś więcej? Na przykład rezygnacji z organizowania największych imprez sportowych, jak w czasie obu wojen światowych? Nie słychać nawet, by ktoś (mam na myśli jakąś znaczącą grupę ludzi, organizację, instytucję, państwo) takie oczekiwanie sformułował. Czy to dziwi? W końcu to jednak póki co konflikt lokalny, choć trudno przewidzieć jak dalece może eskalować, czy nie skończy się trzecią wojną światową. Już dziś skutki ekonomiczne odczuwa cały świat... Same działania wojenne to jednak coś dla mieszkańca Europy Zachodniej, Ameryki czy Azji tylko newsy w telewizji czy w Internecie. Zatem igrzyska trwają i przykład tych starożytnych dla przeciętnego zjadacza chleba w dzisiejszym świecie to jedynie zapis w podręczniku do historii...
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze