Reklama

Stanąć na scenie i zagrać

03/06/2020 14:40

Z aktorką Magdaleną Tomaszewską rozmawia Lena Szatkowska

Jak pani zareagowała na ogłoszenie stanu epidemii?
Tak jak wszyscy. Strachem, niedowierzaniem. Zaraz też przyszła determinacja, aby wszystko zrobić, aby się nie poddać walkowerem. Wiadomości z mediów były niepokojące. Pewnie każdy miał moment, gdy zaczął obserwować swoje ciało i zastanawiać się, czy przypadkiem nie jest chory. Jako fanka horrorów nie mogłam uwierzyć, że temat epidemii, który już dawno przewijał się w filmach, teraz stał się realnym niebezpieczeństwem. Zapewne wiele osób zna „Jestem legendą”, „Resident Evil” czy klasyk „Epidemia”. Bohaterowie tych filmów pomagali sobie wzajemnie i walczyli do końca, żeby znaleźć szczepionkę. Wystarczy przypomnieć sceny z filmu „Jestem legendą”. Tam po opustoszałym Nowym Jorku przechadza się Will Smith. My też widzieliśmy takie obrazy w Płocku, gdy na ulicach nie było nikogo.
Sama zastanawiałam się, jaka rola przypadnie mi w tym „wyjątkowym filmie”: spakuję moją córkę Marię, uratuję po drodze rodziców i umieszczę ich w miejscu, gdzie jest bezpiecznie. Potem wyruszę odnaleźć Artura (męża), który czeka na moją pomoc w kraju, gdzie szaleje pandemia jeszcze gorsza niż u nas. Na szczęście życie napisało inny scenariusz, z happy endem.
Przymusowy i długi urlop od teatru wielu aktorom zmienił rozkład dnia. Nie było prób, spektakli, zabrakło nowych ról.
Największym żalem i brakiem było to, że nie mogę stanąć na scenie i zagrać. Teatr bez aktorów i widzów nie jest teatrem. To tylko nazwa i miejsce.
Mimo izolacji, nie ma dnia, abym choć na chwilę nie weszła do środka (oczywiście zachowując niezbędne zalecenia). Taka już jestem. Tęsknię za ludźmi, rozmowami, nawet ploteczkami.
Pandemia zupełnie zmieniła moje życie zawodowe. Ono zwolniło, a to prywatne toczy się szybciej, leci do przodu. Ja to nazywam równowagą. Ten czas trzeba wykorzystać, odetchnąć, naładować akumulatory, uświadomić sobie, że jeszcze tyle jest do zrobienia. Najważniejsze, żeby myśleć pozytywnie. Ja tak robię.
Mimo wszystko mój dzień jest ciekawy i pracowity. Czasem coś dzieje się spontanicznie, czasem według schematu. To lubię. Rano kawa, ogarnięcie się i w drogę. Po teatrze – kolejna cudowna chwila – jadę na działkę i patrzę, jak rośnie moje marzenie – nasz dom. W dobie smutku mam powody do radości. Myślę, jak zaprojektuję wnętrza, jakie będą kolejne etapy prac.
Zdecydowanie mniej piekę. Ale jeżeli już coś mi się zdarzy zrobić, to sama nie jem. Rozdaję najbliższym sąsiadom np. dyrektorowi Markowi Mokrowieckiemu.
Czas izolacji wymógł poszukiwanie nowych bezpiecznych przestrzeni spotkania aktora z widzem. W tej sytuacji Teatr im. Jerzego Szaniawskiego przeniósł się do internetu, przede wszystkim do mediów społecznościowych. Czy teatr wirtualny może zastąpić prawdziwą scenę?
Teatr w mediach społecznościowych nie jest moim ideałem. Nie przepadam za tym, że mam tylko „szklane oko”. Potrzebuję partnera, emocji, bicia serca.
Nasz teatr zawsze obijał się o internet, ale nie był tam tak częstym gościem. Czas izolacji to zmienił. Powstały różne ciekawe inicjatywy. Harcmistrz Cezary Supeł zaproponował nam czytanie wierszy Władysława Broniewskiego, który jest patronem Chorągwi Mazowieckiej ZHP. Przyjęliśmy to z radością. Każdego roku w grudniu jesteśmy pod pomnikiem Broniewskiego, czytamy i mówimy wiersze, palimy znicze i wznosimy symboliczny toast. Wirtualny powrót do Broniewskiego był dużą przyjemnością.
Później interpretowaliśmy bajki – piękne, stare, znane, ale w nowej adaptacji i tłumaczeniu Weroniki Jóźwiak. Miałam przyjemność przeczytać „Pięknego i bestię”. Pracownia fryzjerska zamknięta, w mieście też nikt cię nie uczesze, więc pozwoliłam sobie wystąpić we fioletowej peruce. Młodym widzom się podobało.
Zanim teatry przyjmą publiczność, pracujemy nad kolejnym projektem online. To będzie „Szaniawski, dramaturg nieznany”. Cztery odcinki po 30 min. Zapowiada się kolejne interesujące wyzwanie dla mnie i kolegów.
Jeszcze trochę musimy poczekać. Jestem cierpliwa. Wierzę, że wszystko będzie dobrze.
Zamiast sprzedanych biletów, od dwóch miesięcy liczymy ilość odsłon i komentarze online. Sądząc po ich ilości, widzowie z przyjemnością ponownie obejrzeli panią w roli Miry Zimińskiej. Z okazji Nocy Muzeów, na FB Muzeum Mazowieckiego odbył się minirecital piosenek Miry.
To kolejna przygoda rekompensująca nieobecność na scenie, gdy wszystko jest zamknięte, nie można chodzić do pracy, grać, tworzyć. Spektakl „M. Zimińska” w reżyserii Karola Suszki, który widzowie oglądali na Scenie Kameralnej odpoczywa i czeka.


 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości