Z liderem płockiej grupy Farben Lehre rozmawia Jola Marciniak.
Ostatni raz rozmawialiśmy jakieś trzy lata temu, tuż przed świętowaniem jubileuszu 35-lecia zespołu. Było mnóstwo planów, ale przyszła pandemia, która wszystko wywróciła do góry nogami. Co udało się zrealizować?
Pandemia wywróciła na drugą stronę większość rzeczy i planów, które sobie założyliśmy. Wywróciła też nasze wyobrażenie o świecie, ale dała przy tym sporo tematów do nowych tekstów. To jeden z niewielu jej plusów. Nie do końca udało się nam świętowanie, bo mieliśmy bardzo ambitne plany, związane głównie z koncertami, a w marcu 2021 roku – jak wszyscy wiemy – koncerty zostały odwołane. Potem tylko sporadycznie pojawiały się i znowu znikały.
Planowaliśmy sporo jubileuszowych występów, ale nam się to nie udało, bo trzeba było te plany weryfikować z miesiąca na miesiąc. Taka rzeczywistość nastała, że dzisiaj trudno cokolwiek planować. Zostało to w świadomości ludzi. Teraz nawet jak kupują bilety na koncerty, to na ostatnią chwilę. Takie rzeczy odciskają trwałe piętno w świadomości. Również napad Rosji na Ukrainę zweryfikował nasze wyobrażenie o współczesnym świecie i spojrzenie na wojnę, którą dotychczas znaliśmy jedynie z filmów czy ze starych komiksów o kapitanie Klossie. Zatem wszystko w ostatnich trzech latach wywróciło się do góry nogami, z planami włącznie.
Nie udały się koncerty, ale pojawiły się planowane płyty...
Fakt, nie mogliśmy do końca skonsumować tego naszego 35-lecia. Ale udało się coś innego. Siedząc w domu i mając dużo wolnego czasu, stworzyliśmy płytę „Pieśni XX wieku”, czyli stare piosenki zagrane zupełnie na nowo. Było to w planach, ale nie spodziewaliśmy się, że będziemy mieli na ten projekt aż tak dużo czasu. Chcieliśmy nagrać materiał szybko, w ciągu dwóch, trzech tygodni, a potem się okazało, że mamy na przygotowanie krążka pół roku. Ale to plus, bo wyszło lepiej.
Druga rzecz to pojawienie się zalążków nowej płyty, nowych inspiracji – związanych i z pandemią, i z wojną. Może to zabrzmi brutalnie, ale te zjawiska były inspirujące. Mało tego, nowa płyta nazywa się „Na zdrowie”, czyli też poniekąd kojarzy się z pandemią, bo przecież wiąże się to ze zdrowiem, a raczej z jego utratą. Ja po tylu latach grania i życia na tym świecie stwierdziłem, że obecnie nie znajduję lepszego tytułu na naszą nową płytę, niż właśnie „Na zdrowie”.
Musisz wyjaśnić, dlaczego właśnie taki tytuł. Wydaje się, że nie do końca pasuje do płyty...
To jest oczywiście dwuznaczne, kojarzy się bowiem ze zdrowiem, ale również z popularnym toastem. Można nie pić alkoholu, ale za zdrowie każdy się napije, bo ten toast łączy wszystkich, nawet zaciekłych przeciwników politycznych. Za inne rzeczy ktoś niekoniecznie wypije, ale za zdrowie na pewno. Nam chodzi o to, by muzyka Farben Lehre była tym elementem, który łączy, a nie dzieli. Zwłaszcza w tym momencie historycznym, gdy mamy podział na podziale i każdy na siłę doszukuje się różnic.
W obecnych, tak dziwnych czasach szukanie czegoś, co łączy, jest słuszną ideą i słuszną koncepcją. „Na zdrowie” to hasło, które z jednej strony mówi o zdrowym stylu życia, a z drugiej o szanowaniu zdrowia, bo ono jest najcenniejsze. Mało kto sobie to uświadamia. Jak byłem młody, to nie zdawałem sobie sprawy z tego, że można mieć wszystko: pieniądze, karierę, sławę, kolegów, przyjaciół, ale jak nie ma zdrowia, to cała reszta traci sens. Stąd taki tytuł płyty – do czego dorośliśmy po trzech i pół dekady funkcjonowania zespołu.
Zapowiadaliście płyty na 35-lecie, a „Na zdrowie” pojawiło się znienacka...
(...)
w papierowym wydaniu TP w E-wydaniu (kup e-wydanie Tygodnika Płockiego)
Fot. Wojciech Wojda
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze