Reklama

Sprzątanie po mundialu [FELIETON]

17/07/2018 11:11

Skończył się mundial, wielkie święto sportu, tak wielkie, że aż wszyscy zapomnieli z wrażenia o złym Putinie, o aneksji Krymu, o wojnie na Ukrainie, którą zły Putin wywołał, o uwięzionych opozycyjnych dziennikarzach. Te cuda sprawiła oczywiście piłka nożna. Rzecz jasna nie ona sama, co raczej pieniądze, które się wokół niej kręcą i z których zrezygnować niepodobna dla jakichś tam idei. Co prawda z początku wielu mężów stanu na całym świecie prężyło muskuły, usiłując dowieść, że od mamony ważniejsze są pewne zasady, których złamania przez złego Putina nie mogą przysłonić igrzyska i towarzyszący im biznes. To poruszenie sumień trwało oczywiście krótko, zwyciężył rozsądek, skutkiem którego są obecne przebąkiwania, nawet samego prezydenta Trumpa, czy aby tej aneksji Krymu nie uznać za legalną, bo i tak wiadomo przecież, że do Ukrainy nie wróci.
Sprzątanie po mundialu objęło też i inne sprawy. Będzie dzielenie kasy, całkiem pokaźnej nawet za spektakularne klęski, wśród których znalazły się też dokonania naszej reprezentacji, będą nowe transfery, kontrakty, zamiany trenerów. U nas porządki objęły nawet dziennikarza sportowego, legendę komentatorów telewizyjnych, Dariusza Szpakowskiego, któremu po meczu Rosji z Chorwacją zarzucono natrętne rusofilstwo. To nieładnie, że pan Szpakowski zbyt jawnie wyrażał swoją radość z powodu bramki strzelonej przez Rosjan, po której już tylko rzuty karne, nie zawsze prawidłowo bronione przez bramkarzy, miały rozstrzygnąć o wyniku. Ja też się bardzo cieszyłem, choć nie wiedziałem, że nie wolno. Co się tyczy samego pana Szpakowskiego, to żałować go jakoś tak bardzo znowu nie żałuję. Irytują mnie te jego „prostopadłe podania”, błędy językowe, natarczywe pomyłki, a najbardziej to lekceważenie przepisów gry w piłkę nożną, to usprawiedliwianie chamstwa i brutalności zawodników tzw. „faulami taktycznymi”. To prawda, że współczesnym piłkarzom daleko do dawnych rycerzy, ale żeby z tego robić wzór do naśladowania, to już duża przesada.
Najbardziej zirytował mnie pan Szpakowski podczas mundialu, kiedy po awanturze w studiu telewizyjnym na temat tego, czy bramkarze łamią reguły gry podczas obrony rzutów karnych (chodzi o to, że przepisy nakazują im pozostawanie na linii bramkowej, a oni często przed dotknięciem przez zawodnika piłki wychodzą przed linię, zdecydowanie zwiększając swoje szanse obrony strzału), pan Szpakowski w swoim infantylnym stylu zawyrokował: „kto by się tym przejmował”. No właśnie, kto ma się przejmować przestrzeganiem zasad, które mają obowiązywać wszystkich, jak nie zawodnicy, trenerzy, sędziowie, a także dziennikarze. Oczywiście jeśli sport ma pozostać sportem, czyli miejscem, w którym spotyka się sprawność fizyczna z tężyzną ducha, pięknem moralnym, jak chcieli tego starożytni Grecy. Tylko bowiem dzięki zachowaniu reguł można mówić o zdrowej, szlachetnej rywalizacji i podziwiać sport jako jedno z ostatnich miejsc, gdzie jeszcze o takiej rywalizacji można mówić. Lekceważenie zasad wypacza całkowicie ideę sportu, która powinna łączyć to co najlepsze w wymiarze fizycznym, z tym co najlepsze w wymiarze duchowym. Jeśli przekreślimy tę cechę sportu, przekreślimy sam sport. Pozostanie trywialnym, skarlałym show biznesem, jeszcze jedną formą rozrywki, której i tak już mamy wokół w zdecydowanym nadmiarze.

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości