Reklama

Śmiertelne święta

19/09/2012 08:37
Przed Sądem Okręgowym ruszył proces Ewy D., oskarżonej o zabójstwo swojego konkubenta. Do tragedii doszło w Płocku w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia ubiegłego roku. Ewie D. grozi nawet dożywocie.
Niczym nie wyróżniająca się brunetka Ewa D., skończyła dwa miesiące temu 40 lat. Urodziny spędziła w łódzkim więzieniu. Płocka prokuratura zarzuca jej, że 26 grudnia ubiegłego roku ugodziła nożem w klatkę piersiową i brzuch swojego konkubenta, wówczas 47-letniego Jarosława M. Mężczyzna zmarł. Podejrzanej prokuratura postawiła zarzut z paragrafu kodeksu karnego, który minimalną karę przewiduje na 8 lat więzienia, a maksymalną może być dożywocie.
Po odczytaniu aktu oskarżenia Ewa D., zapytana przez sąd czy rozumie zarzucane jej czyny i czy przyznaje się do ich popełnienia, odpowiedziała krótko – tak. Podczas wyjaśnień kilkakrotnie stwierdziła, że nie chciała pozbawić życia Jarosława M., że nie zdawała sobie sprawy z całej sytuacji.
– Zrobiłam straszną krzywdę rodzinie zmarłego, mojej rodzinie. Moja mama miała ciężkie życie, a teraz musi żyć ze świadomością, że ma taką córkę – mówiła Ewa D.
Z wyjaśnień złożonych przez oskarżoną wynika, że feralnego dnia po powrocie od matki, z Jarosławem M. poszli do jej brata, aby dalej świętować. Tam wypili kilka butelek wódki i taksówką wrócili do wynajmowanego w budynku gospodarczym mieszkania. Po wejściu do mieszkania zaczęła się awantura. – Nie pamiętam, o co poszło. Jarek zarzucał mi, że mam kochanka. W wigilię zadzwoniła do mnie koleżanka z życzeniami. Ona ma siostrzeńca. Czasami zdarzało się, że we czwórkę piliśmy alkohol. Jarek przypomniał sobie o tym telefonie i twierdził, że to dzwonił ten siostrzeniec, czyli niby mój kochanek – opowiadała Ewa D.
Podczas wymiany zdań, Jarosław M. zaczął bić konkubinę. – Bił mnie po głowie, wyzywał. Byłam bardzo zaskoczona i zdziwiona. Jarek zrobił to po raz pierwszy. Czasami mnie popchnął, szarpnął, ale nigdy nie uderzył – mówiła oskarżona. Do awantury doszło w kuchni. Z wyjaśnień Ewy D. wynika, że gdy spadły na nią razy, chwyciła za nóż leżący na szafce i zadała konkubentowi cios w brzuch.
– Nie chciałam go pozbawić życia. Chciałam jakoś zareagować na tę sytuację. Gdy zaczął mnie bić, zaczęło mi się przypominać życie w małżeństwie, kiedy byłam często i mocno bita – opowiadała.
Oskarżona stwierdziła, że nie przypomina sobie, aby zadała drugi cios. Pamięta, że oboje znaleźli się na podłodze w przedpokoju. A później, że wstała i poszła do samochodu po papierosy. Jarosław M. miał wyjść za nią do furtki. Potem oboje wrócili do mieszkania. Ewa D. zeznała, że po zadaniu ciosu konkubent miał jej powiedzieć „sprzedałaś mi kosę”. Twierdzi, że nie widziała na jego ubraniu śladów krwi.
Po powrocie do domu oboje wypalili po papierosie. Nie odzywali się do siebie. Później Ewa D. poszła spać.
– Byłam pijana, bolała mnie głowa. Piłam od trzech dni – mówiła. Jarosław M. został w kuchni na kanapie. Oskarżona twierdzi, że w nocy Jarosław M. przyszedł do niej do łóżka. Później obudziła się, gdy wstawał. Znowu przeszedł do kuchni. Ponownie się ocknęła, gdy konkubent wołał ją, aby dała mu coś do picia. Wstała, nalała mu do szklanki napoju, sama się napiła i poszła znowu spać.
Obudziła się ok. godz. 10.00-11.00. – W mieszkaniu była przerażająca cisza. Poszłam do kuchni. Podeszłam do kanapy. Jarek nie oddychał. Nie żył. Próbowałam mu otworzyć oczy. Przeraziłam się. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to odebrać sobie życie – opowiadała Ewa D. Oskarżona jednak ubrała się i poszła po papierosy. – Chociaż miałam je w torebce. Wróciłam do mieszkania. Myślałam, że mi się to wszystko wydaje, że jeszcze nie wytrzeźwiałam. Ale on był na tej kanapie. Wtedy dotarło do mnie, że zrobiłam straszną rzecz – zeznawała oskarżona.
Z wyjaśnień Ewy D. wynika, że chciała opowiedzieć komuś o całej sytuacji. Dzwoniła do bratowej i do matki, ale nie wspomniała o zdarzeniu. Wreszcie wybrała się do brata. Po drodze kupiła tzw. małpkę wódki i trzy małe piwa. Ale bratu też nie powiedziała. Po wyjściu od niego, wstąpiła do Stanisławówki, a później poszła na komendę policji przy ul. Słowackiego. Tam opowiedziała co się stało i została zatrzymana.
Pytana przez sąd dlaczego nie wezwała pogotowia, Ewa D. stwierdziła, że nie zdawała sobie sprawy, że cios, który zadała będzie tak straszny. – Jarek nie mówił, że coś go boli, żeby wezwać pomoc. Gdyby on się przewrócił to na pewno wezwałabym pogotowie. Do końca nie zdawałam sobie sprawy z tego co się stało. Wydawało mi się, że to nic groźnego – mówiła Ewa D.
Z opowieści wynika, że gdy miała 17 lat zamieszkała u swojego przyszłego męża, za którego wyszła rok później. Ewa D. twierdzi, że ją bił. Po 10 latach wzięła rozwód. W kolejnym związku również była bita. Jarosław M. odezwał się do niej w 2010 r., po półtora roku od momentu poznania. Przyjechał do Płocka i u niej zamieszkał. Wtedy wynajmowała mieszkanie przy ul. Słowackiego. Mieszkali razem pięć miesięcy, ale się rozstali. Ewa D. opowiadała, że konkubent nie pracował przez dwa, trzy miesiące, a gdy znalazł pracę na budowie, wracał do domu pijany i awanturował się. Rozstali się na cztery miesiące. Zeszli się w maju 2011 r.
Spośród świadków wezwanych przed oblicze sądu, matka Ewy D., jej brat i bratowa odmówili składania wyjaśnień. Zeznawała tylko matka Jarosława M. Stwierdziła, że w ciągu ostatnich 20 lat syn bardzo rzadko dzwonił do niej. – Czasami dawał znaki życia. Robił różne rzeczy. Jak mieszkał u dziadków sprzedał konia, ukradł wóz i też go sprzedał. Był parę razy karany sądownie, z wojska uciekł – opowiadała matka Jarosława M. Nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, czy jej syn był żonaty i czy miał dzieci.
W opinii biegłych lekarzy psychiatrów i psychologa, Ewa D. nie jest chora psychicznie, nie jest upośledzona, ma zaburzoną osobowość. Nawet problem alkoholowy nie daje podstaw do kwestionowania jej poczytalności. Zdaniem biegłych 26 grudnia Ewa D. miała „zachowaną zdolność rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem”.
Na kolejnej rozprawie, która odbędzie się w październiku, ma zostać przesłuchany biegły medycyny sądowej. Prawdopodobnie wtedy zostanie ogłoszony wyrok.    (gsz)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości