Reklama

Słodki przepis na szczęście

26/08/2014 11:18
Zaczynam od wizyty w informacji turystycznej na placu Tartiniego. Biorę plan miasta, foldery, reklamy wydarzeń kulturalnych. Sympatyczny pan wręcza mi jeszcze wczorajsze wydanie „Dziennika”. Siadam na kamiennej ławce i przeglądam gazetę. Zauważam fotografię ze znajomą opaską powstańczą Armii Krajowej na rękawie starszego mężczyzny. Zdjęcie podpisano: Evropa/Varšavska vstaja. Kto by pomyślał, że sierpień 1944 dogoni mnie nawet w urokliwym zakątku słoweńskiego wybrzeża – w Piranie.
Na zwiedzanie Słowenii miałam kilka dni. Znajomy, który często wybiera all inclusive, polecał Portorož z drogimi hotelami i eleganckimi butikami. Ale ja takich przewidywalnych podróży nie lubię. Wolę, gdy mnie coś zaskoczy, nawet, kiedy nie można zasnąć z powodu toczących się pod oknem rodzinnych dyskusji. Tak właśnie było w przyzwoitym hostelu, położonym dwa kroki od morza. O północy ucichły dywagacje na temat pokrewieństwa ciotki i dalekiego kuzyna. Kelnerzy sprzątnęli stoliki, w domach zatrzasnęły się kolorowe drewniane okiennice. Cisza potrwała do szóstej. Wtedy vespy i rowery ruszyły do pracy. W mieście zaczął się zwykły ruch. Wąskie uliczki wypełnili śmieciarze i właściciele sklepików. Na targ wjechały świeże ryby i owoce. Pierwszymi klientami byli miejscowi. Turyści jeszcze spali.
Lena Szatkowska
fot. Marta A. Kunavar




Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości