Dla 38-letniego mieszkańca Poznania wizyta na festiwalu muzyki elektronicznej w Płocku może skończyć się karą za powiadomienie o przestępstwie, którego nie było.
Od początku cała historia wyglądała jak z filmu: byli nieumundurowani policjanci, grożenie bronią i w końcu kradzież samochodu: – W sobotę 28 lipca, 38-letni mieszkaniec Poznania w Komendzie Miejskiej Policji w Płocku zgłosił, że w nocy dwóch mężczyzn podających się za funkcjonariuszy policji obudziło go, gdy spał w samochodzie. Kazali mu wysiąść, po czym dokonali kradzieży tego pojazdu. Od samego początku zeznania pokrzywdzonego nie były jednoznaczne. Mężczyzna za każdym razem dodawał nowe szczegóły zdarzenia, a o innych szczegółach zapominał. Policjanci po otrzymaniu tego zgłoszenia natychmiast rozpoczęli ustalenia w sprawie. W czasie prowadzonych czynności płoccy policjanci otrzymali informację, że pokrzywdzony jest już w Poznaniu, w uzupełnieniu swoich płockich zeznań poinformował, że napastnicy grozili mu przedmiotem przypominającym broń – opowiada rzecznik płockiej policji asp. Krzysztof Piasek.
Płoccy stróże prawa zaczęli szukać auta. Znaleźli bez problemu na jednej z posesji. Jej właściciel wyjaśnił, że pojazd stał zaparkowany od 27 lipca i już nawet zaczął się niepokoić, dlaczego kierowca po niego nie wraca. Po wyjaśnieniu sprawy mieszkaniec stolicy Wielkopolski przyznał, że był pijany i zapomniał, gdzie zostawił auto. Gdy wytrzeźwiał, postanowił zawiadomić policję o kradzieży. Liczył, że funkcjonariusze pomogą mu odnaleźć samochód. Prawdopodobnie na tym by się skończyło, gdyby nie wymyślił fantastycznej historii o rozboju. Teraz o jego dalszym losie zdecyduje prokuratura. (jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze