Genderowa rewolucja podbija Europę z każdej strony. „Młodzi agenci zmian”, jak szermierzy nowego porządku świata nazywa Watykan, nie odpuszczają nawet umęczonej wojną Ukrainie. Mimo okrutnych zmagań militarnych oraz mrożących krew w żyłach zbrodni wojennych, nasilają się próby przeprowadzenia u naszych wschodnich sąsiadów tęczowej rewolucji oraz wyrwania Ukrainy z kręgu kultury chrześcijańskiej i dostosowania jej do założeń „nowej etyki planetarnej”, która obok „nowej religii powszechnego braterstwa”, na rzecz której tak optuje papież Franciszek, nowej świadomości ekologicznej, nowej „edukacji transformacyjnej” (też dzieło Franciszka) ma stanowić fundament przemian objętych wspólnym mianem „Agendy 2030”, których celem jest zbudowanie nowego świata zrównoważonego rozwoju i zerwanie ze starymi, tradycyjnymi strukturami („niezrównoważonymi praktykami”), rasizmem i fundamentalizmem (a wiadomo, jakim fundamentalizmem jest trwanie przy małżeństwie jako związku mężczyzny i kobiety). W związku z tym nie może dziwić, że „agenci zmian” nie czekają na zakończenie wojny i zanim zrobi to Putin, usiłują mentalnie skolonizować do niedawna chrześcijański naród ukraiński. W tym celu zebrali aż 28 tysięcy podpisów pod petycją do prezydenta Zełeńskiego o podjęcie działań na rzecz legalizacji niezgodnych z naturą człowieka „małżeństw jednopłciowych”.
Na razie prezydent tłumaczy, że spełnienie postulatów nie jest możliwe, bo w czasie wojny nie da się zmienić konstytucji, a ta, o zgrozo!, na Ukrainie jeszcze stanowi, że „małżeństwem może być wyłącznie związek mężczyzny i kobiety”. Takie zapóźnienie myślenia na pewno uda się pokonać i na Ukrainie, w drodze „edukacji transformacyjnej”, która ma ogarnąć cały glob i stworzyć społeczeństwa „odporne” na wszelki dogmatyzm, zapewne i ten, który tkwi w wyznaniach prawosławnym i grekokatolickim. Prezydent Zełeński, jakby wychodząc naprzeciw tym obiecującym zapowiedziom, zapewnia, że już się zwrócił do premiera Ukrainy „z prośbą o rozpatrzenie kwestii poruszonej w petycji”, a „rząd wypracował już możliwości legalizacji w Ukrainie związków partnerskich w ramach prac nad ustanowieniem i zapewnieniem praw i wolności człowieka i obywatela”. Brawo, „prawa i wolności człowieka i obywatela”, nawet niezgodne z naturą i rozumem, nie mogą przecież nie być zapewnione, nawet jeżeli nie życzy sobie tego dzielny naród ukraiński, a chyba sobie nie życzy, bo w roku 2016 tylko 4,8% społeczeństwa ukraińskiego popierało legalizację związków jednopłciowych. Badania bardziej aktualne pokazują, że wciąż zaledwie jedna piąta Ukraińców opowiada się za takimi rozwiązaniami.
Ale i z takim dogmatyzmem na pewno poradzi sobie „edukacja transformacyjna”, tym bardziej że dokonuje się właśnie wielka rewolucyjna transformacja Kościoła Katolickiego (w ramach synodu o synodalności). Czemu miałaby ona nie objąć także innych kościołów i wyznań, a może i religii świata. A gdyby przeszkodą zmian miała być mnogość religii, to czyż nie można ostatecznie stworzyć jednej, która połączy najlepsze aspekty dotychczas istniejących? W każdej są przecież jakieś „prawa człowieka”. A i z tym, że wiele projektowanych rozwiązań, mających ustanowić braterski raj na ziemi, jest niezgodnych z dotychczasową moralnością (aborcja, związki jednopłciowe), można sobie poradzić. Wystarczy przecież zmienić moralność. Trzeba tylko „wybrać się w podróż”, „narobić hałasu”, być bardziej „kreatywnym” i „innowacyjnym”. Na tym mniej więcej poziomie formuje „młodych agentów zmian” duchowy przywódca świata zachodniego w dokumentach na przyszłoroczne „zrównoważone” Światowe Dni Młodzieży w Lizbonie. Tak nastrojeni „młodzi agenci zmian” na pewno zrealizują nadzieje pokładane w nich przez loże.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze